Bywam ostatnio w szkole...
2010-02-13 20:09:14
Skacze Małysz. Łącze wizję z radiową fonią. Uwielbiam radiowe komentarze sportowe. Więc telewizor włączony, z wyłączonym dźwiękiem, a słucham relacji w trójce.. Może też za sprawą trójkowej listy przebojów, ulubionej w sobotnie wieczory. Więc innego wyjścia nie ma..
W sobotę Lep. i nic więcej. Powinno starczyć za resztę słów. Podejście nr1, próba generalna przed jesienią.
Moje naukowe skupienie mącą obowiązkowe zajęcia z prawa medycznego, bioetyki i orzecznictwa. Trafiło mi się akurat wszystko teraz jednocześnie. Czuję się jak w szkole. Nawet ustawienie ławek w rzędy, odczytywanie listy 4 razy dziennie, ciągłe uciszanie, straszenie przesadzaniem do przednich ławek jak dalej ktoś będzie rozmawiał, albo grożenie, że wykładowca przejdzie do tyłu sali i stamtąd będzie prowadził wykład żebysmy nie gadali.. Rozumiem, może to przeszkadzać. Nie czuję się przesadnie dorosła, nie wymagam specjalnego traktowania, ale nie wyobrażam sobie, że w ten sam sposób prowadzone są jakiekolwiek kursy dla "prawdziwych" lekarzy. No chyba, że może oni mniej rozmawiają? Przyznam się.. dla mnie to dobra okazja dla ucięcia sobie kilku miłych pogawędek i dzielenia się wrażeniami, z osobami z którymi nie widzę sie na co dzień.. cóż ja poradzę, że język świerzbi... ale staram się cichutko to robić..
No więc uwijam się jak w ukropie..
Ale cieszę się, bo skończyłam już 2 staże cząstkowe, które wiedziałam że muszę i chcę zrobić w całości jak Izba Lekarska nakazała: internę i pediatrię. A reszta.. to mam nadzieje już "hulaj duszo" :) Chciałabym teraz sporo czasu spedzić na, może kiedyś "mojej", psychiatrii dziecięcej... więc siedzę i kombinuję. Kombinuję i siedzę.
Właśnie skończyłam czytać książkę "Miłość i inne demony" G.G. Marqueza.. czy może być bardziej trafny tytuł? Swoją drogą: mistrz słowa. Prawdziwa uczta w każdym jego zdaniu.
czytaj resztę »
