Sesja
2009-01-26 08:12:52
Sesja zimowa. Niby nie trudna, bo tylko dwa wgzaminy, ale czlowiek i tak sie stresuje, z samego faktu, aby nie miec ferii po tutyłem: " Uwielbiam biofizyke".
Na I roku człowiek siedzi w książkach, stresuje się anatomią, a bardziej cala otoczka we okól niej, stworzoną przez starszych studentów i asystentów. Wszyscy mówią, ze II rok juz jest lepszy. Fakt, zna się wiecej ludzi, strukture i funkcje uczelni, ale wg mnie II rok jest taki "niewdzięczny", nie do końca się widzi sens tego, czego się uczy. Anatomia - zrozumiale, ale biofizyka...Jestem zdania, ze lekarz powinien miec podstawową wiedze na różne medyczne tematy, ale sposób realizacji tego celu, przynajmniej na mojej uczelni mija sie z celem. Nadzieja jest w III rok, będzie juz mniej siedzenia w ksiązkach, wiecej kontaku ze szpitalem, lekarzami. Mam nadzieję.
Czasami nachodzi mnie lekkie zwątpienie i kryzys, nie jest to cos poważnego, tylko jak patrze na znajomych, którzy maja "normalne" życie, np towarzyskie, to jakoś na sercu robi sie smutno, że sama nie mam na takie przyjemnosci czasu. Nie poświecam nauce calego swojego dnia, ale po odliczeniu czasu na zadbanie o swoją kondycję(basne, taniec i jakieś lekkie cwiczenia), czasu poswięconego na rozmowy ze wspołlokatorkami i inne codzienne czynności, to niewiele zostaje go na większe eskapady. Na szczęscie takie momenty zdarzają sie rzadko, przewaznie w piątkowy wieczór.
Nie żaluję, że wybralam taki a nie inny kierunek studiów. Już w Gimnazjum myślałam o medycynie. Rodzice nie są lekarzami, wiem, że może byc mi ciężko w przyszłości, ale mimo tego chce sprobowac.
Mam tylko nadzieję, że w pogoni za zawodem nie przeocze w życiu tego co najważniejsze ...
