Słowa
2010-12-15 11:40:11
W życiu Tenskwatawy, jak to w życiu szamana, zachodziły często zarówno większe, jak i te mniejsze, zmiany. Nie chodzi tu jedynie o fryz, czy sposób ubierania się, ani zmianę sylwetki pod wpływem obżarstwa, ani nawet o wybór czapeczki, a raczej o zmianę poglądów, niekiedy filarów jego filozofii. Musicie wiedzieć i zdawać sobie sprawę z tego, że zmiana punktu widzenia świata nie jest żadną słabością, a jedynie efektem lepszego poznania materii. A jak doszło to jednej z największych przemian Tenskwatawy poczytajcie poniżej…
Ta metamorfoza nastąpiła podczas jednego z wykładów na „Oslo Universitetet”. Kiedy to po przedstawieniu i przybliżeniu postaci Tenskwatawy, przez jednego z tamtejszych profesorów katedry Filozofii Wyłamujących, doszło do niesamowitego wydarzenia. Szaman jak zwykle przystąpił do wykładu. Ściągnął pióropusz, kładąc go na podłodze z namaszczeniem. Usiadł, jak to miał w zwyczaju, na blacie ogromnego stołu jednej z wielkich sal wykładowych. Przymrużył oczy i ni to recytując ni śpiewając przybliżał tajniki jednego z fundamentalnych, naówczas, aksjomatów dotyczących braku ważności wypowiadanych słów w odniesieniu do czynów. I kiedy tak prawił, wzbudzając nie tylko co zachwyt, ale i uwielbienie wśród wsłuchanych, bardziej w tembr jego głosu niż wypowiadanych myśli, studentek, nagle wśród natłoku słów i myśli urwał melorecytację. Jego oczy pogrążyły się we mgle, która po chwili zmieniła się w łzy1 Z tego co pamiętają naoczni świadkowie tych wydarzeń, nawet jedna z jarzeniówek zaczęła mrugać z taka częstotliwością, że w końcu detonowała z hukiem, rozbijając się na tysiące kawałków. Lecz nie to stanowiło o podniosłości chwili i nie to było w tychże wydawałoby się trwających nieskończoność sekundach, najistotniejsze. Tenskwatawa zaczął się jakby unosić, niczym braciszek w Jaśminum, bełkotał coś w niezrozumiałym języku, by w zatopionej w ciszy sali wypełnionej przez setki studentów, ryknąć z całego gardła
- Słowa, a nie jeno czyny, ważne są!
Otworzył oczy i kontynuował wpatrzony w przestrzeń, jakby czytając z kart tajemnej księgi
- Słowami budujemy i słowami niszczymy. Słowa przenikają i pobrzmiewają w naszych myślach. To za ich pomocą właśnie do Was przemawiam. To one zmieniają nasze życie i stanowią o nim. Wypowiadane mogą być źródłem dobra jak i zła. Miłości i nienawiści. Nawet sposób ich wypowiadania oraz ich dobór jest istotniejszy czasem, niż treść sama.
W taki właśnie sposób dokonał się przełom w świadomości wszystkich przebywających na wykładzie, którzy przez kolejne godziny dni i miesiące przekazywali innym ta prawdę wiekuistą, którą Wy dziś też poznaliście.
Oto przykładowe słowa, które wywarły niemały wpływ na żywot szamana (kolejność nie jest przypadkowa)
Kocham Cię
Jestem w ciąży
Tato jesteś bohaterem
Przegraliśmy ten mecz
Więcej nic nie mów
Czarujesz szamanie
Nie potrzebuje Twojej miłości
Nudny jesteś
Poznaj moją koleżankę
Zrobimy to we trójkę
W komentarzach możecie wpisywać słowa, które zmieniły Wasze mikroświaty i życia, w ten sposób powstanie wielotony słownik, który zostanie złożony jako hołd pod pomnikiem słowa mówionego, projekt którego wykona jakiś utalentowany student ASP, a najlepiej studentka, z polotem i wyobraźnią niemałą.
----------------------------
1 łzy te, przechowywane w jednym z kościołów w południowej Francji były dowodem w procesie beatyfikacyjnym Tenskwatawy. Niestety w niewyjaśnionych okolicznościach wyparowały.
Kurtka
2010-10-29 10:11:08
Dziś będzie poradnik, jak można w atmosferę wprowadzić niewiasty, językiem sprawnym, co nie tylko opowieści snuć potrafi.
Najlepiej opowieść zacząć już nocą ciemną, kiedy słychać jedynie świerszczy cykania i ogniska dogasanie. Dokładasz wtedy kilka polan do ogniska, wcześniej odkładając na bok gitarę, graniem na której zanudziłeś już gawiedź. Ważne jest, aby ton Twój był spokojny acz bardzo zaangażowany. Pełen przeżyć i tajemnej atmosfery.
Pełen powagi zaczynasz
„Wiecie co? Muszę to komuś powiedzieć, bo noszę to w sobie od kilku lat, jednak wciąż budzę się czasem zlany potem i sam nie wiem jak z tym sobie poradzić.
Było to już kilka lat temu, kiedy wakacje spędzałem u cioci w malutkiej miejscowości na Mazurach. Pewnego dnia, kiedy już zwiedziłem najbliższą i trochę dalszą okolicę, poznałem sąsiadów i tak dalej, kuzyn zaproponował, żebyśmy pojechali, na taką wiecie, wiejską dyskotekę. Stwierdziłem, czemu nie, w końcu i tak nie ma co robić. Mówił, że jest tam fajna zabawa i świetni ludzie. Mieliśmy tam się dostać jakimiś skrótami i pojechać jego motorem. Mówił, że ta impreza jest w takiej małej, blisko położonej wiosce, do której najlepiej podjechać polną drogą, przez las, niż tłuc się ja mówił asfaltem. Pod sam wieczór, kiedy byłem już gotowy do wyjazdu, podjechał swoim starym, właściwie już wiekowym motocyklem. Wręczył mi kluczyki i powiedział, że niestety nie może ze mną jechać, ale mi powie jak tam dojechać, i że trafię bez problemu. Trochę się wahałem i chyba to zauważył.
- Słuchaj będzie tam jeszcze Andrzej z dziewczyną i mój dobry kumpel Zbyszek, którego wczoraj poznałeś – już im powiedziałem, ze przyjedziesz sam, także będą na Ciebie czekać.
Nie chciałem wypaść na frajera więc odpaliłem motor i pojechałem opisaną przez niego drogą. Było jasno także bez problemu trafiłem na miejsce. Droga nie była może tak krótka jak się spodziewałem jednak prowadziła przez urokliwe miejsca, stary bukowy las i kilka rozlewisk, chyba zapomnianych przez świat. Na miejscu cała trójka rzeczywiście na mnie czekała. Rozmowy, trochę alkoholu, tak żeby wytrzeźwieć do wyjazdu za kilka godzin i Ona. Kurcze jaka piękna dziewczyna. Przyszła sama. Wydawało się, że nikt jej nie zauważał. Jakaś trochę obok, jednak tak zmysłowo piękną, że nie zawahałem się do niej podejść i zagadać. No cóż później rozmawialiśmy długo o tym, gdzie mieszka, czym się zajmuje. Ja nie odrywałem wzroku od jej oczu, ust, bioder i nóg. Była cudna, opowiadała z taką lekkością. W tańcu wręcz przytulała się do mnie. Myślałem, że to nie może dziać się naprawdę. Że zaraz przyjdzie jakiś tutejszy i mi wypali w szczękę, że zabieram się za jego dziewczynę. Kiedy już było grubo po północy, poprosiła mnie, abym ją odwiózł do domu. Właściwie na to czekałem. Zabrała z krzesła swoją czarną, skórzana kurtkę, taką z zamkami - wiecie w stylu heavy metal. Ubrała ją. Jakoś nie pasowała do dość krótkiej obcisłej czerwonej sukienki. Choć całość wyglądała intrygująco. Wyszliśmy na zewnątrz, odpaliłem motocykl, dosiadłem go, aby ona za chwilę wsiadła na tylne siedzenie. Gdzieś w połowie drogi, zawołała abym się zatrzymał, bo musi do lasu, że chce jej się siku. Zatrzymałem stary motocykl, wyłączyłem silnik, żeby niepotrzebnie nie warkotał. Weszła w ciemny las, słychać było tylko szum drzew i jej kroki. Co jakiś czas łamiąc jakiś patyk pod stopami, chyba doszła na tyle daleko, aby nie było jej już widać. Czekałem, z tego co pamiętam nawet położyłem się obok drogi, aby delektować się ta chwilą. Powoli wstawał świt. Czekałem. Słyszałem tylko szum drzew poruszanych wiatrem, rechot żab dobiegający z rozlewiska, i poranne śpiewy ptaków. Czułem się wyśmienicie, taka dziewczyna, takie okoliczności, chyba coś z tego będzie – myślałem. Nagle w jednej chwili wszystko ucichło. Mówię Wam grobowa cisza. Przyznam szczerze, że troszkę mnie to przeraziło. Trwało to może kilka, kilkanaście sekund i później znów wszystko odżyło. Tak jakby ktoś wcisnął pauzę na odtwarzaczu, a później na powrót start. Poczułem się nieswojo.
- Juztyna?! Jesteś tam? – zawołałem – Justyna?!
Odezwij się – zawołałem jeszcze głośniej niż przedtem.
Nikt nie odpowiadał. Słońce powoli wznosiło się nad horyzontem. Wszedłem kilkanaście metrów w las. Wołałem. Na próżno. Szedłem coraz dalej. I zatoczyłem krąg. Nigdzie jej nie było. Zaczęło widnieć. Nagle dostrzegłem, że na jednym z drzew wisi jej kurtka. Podbiegłem, zerwałem ją z drzewa. Rozejrzałem się dookoła. Żywej duszy. Powąchałem, pachniała jej perfumami i wydawał mi się jeszcze ciepła w środku Nie wiedziałem co robić. Kurcze naprawdę byłem zdruzgotany jej tajemniczym zniknięciem i tą cała sytuacją.”
Tu musicie zdobyć się w opowiadaniu, na rozżaloną i wciąż poważną minę, kto może niechaj i łezkę upuści. I lecicie dalej
„Wziąłem tą kurtkę i postanowiłem podjechać do jej domu, mówiła dokładnie gdzie mieszka, choć nawet te kilka godzin temu kiedy siedzieliśmy razem przy barze, wcale jej o to nie pytałem Idąc modliłem się w duszy, żeby tylko motor odpalił. Uruchomiłem silnik za pierwszym razem. Odetchnąłem. Podjechałem pod dom, który pasował do jej opisu. Była chyba szósta nad ranem. Zapukałem. Po kilku chwilach otworzyła mi starsza pani.
- Czy jest Justyna? – zapytałem troszkę głupio pewnie wyglądając. Szósta rano, a tu jakiś amant.
- Co to jest? – zapytała staruszka wyrywając mi kurtkę z ręki – Skąd to masz? Kim jesteś?
- Adam, byłem z nią dziś na dyskotece, ale gdzieś mi zniknęła w lesie
- Głupie żarty, wynoś się, Justyna jest tam pod tym dużym bukiem
Wskazała palcem na pobliski cmentarz i ogromne drzewo w jego centrum. Zatrzasnęła drzwi i przekręciła zamek. Waliłem w drzwi. Na próżno.
Nie wsiadając na motocykl poszedłem na cmentarz. Po kilku minutach stałem już pod bukiem. Usypany grób, na nim krzyż i epitafium z jej imieniem i nazwiskiem.
Nie wiedziałem czy ja śnię czy to dzieje się naprawdę. Podszedłem bliżej. Kiedy kucnąłem przy grobie podniosłem do góry wzrok. Na drzewie wisiała podobna kurtka, niby ta sama, lecz w dużo gorszym stanie. Poobcierana, ze zwisającym, oderwanym do połowy zamkiem, wydawało mi się, ze widzę na niej zaschniętą krew lub coś co ja przypomina. I kiedy wyciągnąłem rękę by ją ściągnąć, kiedy już niemalże ją dotykałem
- Zostaw to!!!” – tu musicie wyraźnie krzyknąć, jak jest ktoś przy Tobie nawet go chwycić za ramię, a najlepiej, szybko wstać.
Nie biorę odpowiedzialności za efekt tego opowiadania. Możecie go używać na własną odpowiedzialność, którą jeszcze niektórzy w naszych czasach mają.
Howgh
czytaj resztę »Wsparcie
2010-09-28 11:46:47
Już po pamiętnym artykule Zazdrość - grobowiec miłości, dziś chciałbym dodać coś na temat wsparcia. Czym, że jest? Co dla nas znaczy? I dlaczego kiedy ma ktoś Cię w dupie, ty musisz zacząć tez go w dupie mieć – i nie mowa tu o seksie.
Jeszcze dziś pamiętam mając wykłady na temat technik utrzymania związków, bodajże w University of Toronto, zaraz po zajęciach podeszła do mnie jedna z piękniejszych studentek wydziału Związków Beznadziejnych i Toksycznych. Stałem akurat na korytarzu oparty o automat do kawy i czytałem jakiś „świerszczyk”.
- Tenskwatawo! Czy wsparciem jest również nieprzeszkadzanie? – zapytała, zalotnie się uśmiechając.
Dokładnie pamiętam co wtedy jej odpowiedziałem na to, wydawałoby się, proste pytanie.
- Drogie dziecko, oczywiście, że nie! Wsparcie jest wykazywaniem zainteresowania i pomocy drugiej osobie. Zawsze wiąże się z jakąś akcją z naszej strony. Nie przeszkadzanie jest jedynie obojętnością, wobec potrzeby drugiego człowieka, partnera. Jest bezczulnym przejściem obok jego pragnień i celów, które sobie obrał.
Dziś kiedy zadzwoniła do mnie i zadała ponownie to samo pytanie co wtedy, przed wielu laty, wyczułem w jej głosie nutkę niepewności. Mówiła, że na tamtejszej mojej odpowiedzi zbudowała sobie system wartości i terapeutycznie, na kozetce, wpajała go parom zagrożonym rozejściem. Dziś jedynie chciała potwierdzić, czy nadal jej wyrocznia i ostoja mentalna, podtrzymuje wypowiedziane słowa, gdzieś, dawno temu na korytarzu, jednego z Uniwersytetów.
- Bratku, to prawda stara jak i ja, a zatem we współczesnych czasach, już niestety nieaktualna i często niestawialna. Sam prowadząc kursy na klatkach schodowych i przy śmietniku, lub też wygłaszając drobne prelekcje w zakładach pracy chronionej, muszę powiedzieć, że porzuciłem tą teorię. W wielu przypadkach klinicznych samo nieprzeszkadzanie partnerowi, powoduje rozwiązanie wielu problemów. Należy przenieść tą granicę o jeden stopień, a mianowicie dopiero jeśli ktoś robi Ci na złość i wbrew Tobie stając Ci na drodze, mamy do czynienia z brakiem wsparcia.
- Dziękuję mistrzu! Dziękuję, że ponownie nadałeś mi punkt odniesienia. Że pozwoliłeś na nowo zbudować mój system terapeutyczny. Zatem nie przeszkadzam i do wieczora!
Wieczorem potwierdziliśmy tą teorię kilkukrotnie zarówno na kozetce jak i w salonie!
I przekazują ją Wam tak szybko jak tylko mogę. Pamiętajcie już samo nieprzeszkadzanie może być rozwiązaniem problemów, wydających się nie do przejścia.
Howgh
P.S.
A Wy, którą z wersji wsparcia wspieracie? Tą z dni wykładów, czy tą potwierdzoną na kozetce i w salonie? Hm?
Zaufanie
2010-09-20 10:36:16
W odpowiedzi na liczną korespondencję, za którą dziekuję. Oraz po niewątpliwym spektakularnym sukcesie, wpisów o zazdrości, obrączkach oraz m.in. miłości Dziś poslugując się badaniami i publikacjami mego brata szamana, odpowiem na Wasze liczne pytania w rodzaju:
Czy można zaufać1 ponownie osobie, która już raz zawiodła nasze zaufanie2 i odbudować wiarę w jej bezinteresowność3?
Odpowiedź brzmi: Nie, nigdy! Inaczej przywalisz w Klielich Rozczary4
--------------------
1 zaufać w potocznym znaczeniu wydanie paszczą jęku "ufff!!!", w tym kontekście powierzyć swoje największe tajemnice nawet po pijaku.
2 za WET (Wielka Encyklopedia Tenskwatawy wyd. XII poprawione i uzupełnione:
zaufanie - dar jednorazowego użyku, nieodnawialny, przypadający jedno na człowieka od jednego człowieka. Patrz również: mąż zaufania, votum zaufania no i telefon zaufania. W WET znajdziesz również mail zaufania, SMS zaufania i żona zaufana
3 nie chodzi tu o brak interesu. Za WET:
bezinteresowność - pożyczyć komuś kilka stów i nie chcieć zwrotu lub na zwrot nie liczyć
4 Kielich Rozaczry i jego definicja będzie się pojawiać w kolejnych artykułach. Tenskwatawa w swym zyciu przywalił w niego wielokrotnie spijając gorycz w nim zawartą
czytaj resztę »Strzał w dziecko
2010-09-17 10:23:29
Znów postanowiłem coś napisać! Mam trochę czasu a i rzeczy kilka co cisną sie na ustka moje wardżączkami zwanymi. A może i nawet pytań wiele we mnie się przewraca, które bez odpowiedzi zaszyte pozostając przez wiele lat światła dziennego, a nawet i nocnego zobaczyć nie zdołają. A słowa Horacego za motto życiowe sobie wziąwszy nie mogę w bezczynności trwać i wszystek umrzeć – ot tak trach - a fajny chłop z niego był, stypa, jakieś żarcie i do roboty na drugi dzień. Dziś chciałbym o zabiciu dziecka napisać! To, jak dobrze pamiętam, przytrafiło się mi pod koniec lat 80-tych zeszłego wieku, a więc wiele lat temu. Lecz prawda i doświadczenie będące owocem tych zajść do dziś we mnie czujnie drzemią i budzą się w potrzebie. A nauka życiowa z tego wypływająca wciąż karmi mnie i pozwala sprawnie omijać wilcze (czyt. ludzkie) doły.
Dziś właśnie będzie o tym naszym dziecku, któremu wcześniej czy później sztylet życia wepchną bez namysłu i rozumu nawet. Może nie tyle co z głupoty ile z niedojrzałości. W najmniej spodziewanym miejscu i czasie! Właściwie ... z drugiej strony ... może to i lepiej zawczasu, aby zgon szybciej nastąpił, niż trwać w takiej maligmie - tego jeszcze nie wiem, wciąż badam zjawisko. Chodzi tu o dziecko, będące w nas. To takie ufne. Wierzące w latające anioły, Bozię i diabły. Łase na słodycze niezależnie od tego kto je ofiaruje. Nie myślące o śmierci. Wierzące w przebierane postacie z bajek, klaunów, gadające zwierzęta. Nie rozumiejące, dlaczego tyle w życiu nie można lub nie wolno, jak przecież da się i to jeszcze się przy tym nieźle bawić. Cieszące się ze znalezionego na plaży zielonego kamyka w białe paski, z którego zdmuchiwało ziarnka piasku, mające mech w kartoniku przyniesiony z lasu, pamiątkę z gór w postaci wystruganego Jelonka na tle Giewontu, czy z obawą wchodzące do jaskini smoka. Kupujące sobie dużego loda za kieszonkowe, prowadzone przez ulice za rękę. O babajagach, czarnoksiężnikach nie wspominam, bo to akurat prawda.
Moje dziecko dostało tzw. strzała w pewien czwartek. W moim życiu najciekawsze rzeczy zawsze się dzieją w ten dzień tygodnia.1 Ów czwartek jak zawsze zaczął się w szkolnej ławie chyba klasy pierwszej lub drugiej, natomiast najciekawsze i najokrutniejsze jest to jak tragicznie się skończył. Z tego co pamiętam wraz dwoma innymi młodymi wojownikami późnym popołudniem zawędrowaliśmy na cmentarz. Nie pytajcie dlaczego, ani po co - tego już nie pomnę. Zobaczyliśmy tam coś co wzburzyło naszym poglądaniem świata i wpajanych nam wartości, dziecięcej wiary w świętość. Otóż gawiedź jakaś wesoła urządziła sobie tam super/ekstra/czadowy2 piknik, który wzbogacił ich emocjonalnie. Otóż sobie wzięli i krzyże przygrobne Jezusem do góry nogami w ziemie powbijali. Pycha myśleli oni, ale jesteśmy twardzi, odważni niczego się nie boimy, mamy Bozię w dupie, wznosimy sie ponad ten cały mistycyzm. Okropne - pomyśleli przerażeni chłopcy, musimy coś z tym zrobić. Naprawmy to! Jak pomyśleli tak zrobili a czując się w obowiązku zrobienia czegoś więcej postanowili, umorusani, zmęczeni do księdza z tym pobiec o zajściu poinformować. Dumni z siebie i spełnieni. I co? I wtedy ten ksiądz miłościwy zobaczywszy ich – pomyślał, że to ściema jakaś, chińska podróbka, kamuflaż i ich oskarżyć próbował o czyn niegodny, a przyjście do niego jako przykrywkę traktować. To właśnie wtedy moje dziecko dostało piękny strzał, wtedy dotarło do mnie, że świata nie ma co naprawiać, łatać, potrzebującemu pomagać, lub litować się nad czyimś nieszczęściem, rzek regulować, włosa z klapy marynarki komuś ściągać, ufać komuś, kto rękę do Ciebie wyciąga, a wierzyć w ludzi też nie bardzo, a ciosów spodziewać się w najmniej oczekiwanych momentach i ze stron wszystkich.
I to właśnie wydarzenie o niechodzeniu na religię przez lat wiele, brzemieniem we mnie tkwiło3.
Jak zwykle nie generalizuję i nie szufladkuję, jak można byłoby pochopnie wnioskować - chcę Wam jedynie tą historią przekazać jedną z najważniejszych prawd, zasad Tenskwatawy, podwalinę jego filozofii:
Spodziewajcie się niespodziewanego, wtedy nic Was nie zaskoczy!
- tak jak wtedy, w czwartkowy wieczór - wierzącego w Ducha Świętości, młodego jeszcze wojownika, z małym pióropuszem, w którym zabito dziecko!4
To pisałem, gościnnie na kanu (czyt. blogu) mego brata, ja
Tenskwatawa – coraz rzadziej dający drugą szansę
Howgh
A Wasze dzieci kiedy i jak strzała dostały?
-------------------
1 przyp. autora
2 nic nie skreślać - wszystko potrzebne
3 wspomnę o tym w "Efekt motyla, to nie żadna ściema jest" - już wkrótce
4 w miejscu tym stoi dziś, mały obelisk przedstawiający klęczącego szamana, obejmującego w geście pożegnania, małego konającego wojownika, którego serce przebite jest strzałą – miejsce pielgrzymek i kultu objęte całkowitą ochroną i tajemnicą, którą dziś poznaliście. Pomnik jest alegorią chwili, w której dziecko przestaje wierzyć w swój świat, pełen marzeń i ideałów, a zaczyna dostrzegać zasady nowej gry, w której dawanie dobra nie zawsze spotyka się z jego dobrym przyjęciem.
czytaj resztę »
Nić
2010-09-08 16:05:40
Pamiętam lampkę na parapecie, starą, która zawsze się świeciła. Regał z książkami, do których czasem sięgaliśmy. Wieczny bałagan na stole. Zapach tytoniu. Czasem alkohol. Tematy tamtych rozmów, o tym jak to będzie, co z nami się stanie. I snucie marzeń, planów na przyszłość. Kanapa i fotel, w kuchni pusta lodówka. Muzyka, której jeszcze wtedy do końca nie rozumieliśmy. Elektryczna gitara z piecem do której dźwięków, wydawało nam się, że tworzymy. Kasety VHS w kartonowym pudle i wypożyczalnia za rogiem. Nie raz do słońca wschodu gapienie się w stary, czarno-biały, jeszcze lampowy, który swego czasu później, z okna wyleciał. W karty zapamiętałe granie, ubawianie się z przywar ludzkich i samych siebie. Szukanie na powrót czegoś, co już odkryte zostało. Bo może warto.
Dziś mieszkamy już w innych miastach, krajach nawet. Mamy inne żony i dzieci inne. Czasem coś napiszemy, o coś się zapytamy, Wciąż łączy nas coś, co trwa jeszcze, i wciąż żyje. Może nie jest to lina stalowa dwa przęsła mostu łącząca, może nawet nie jakaś więź szlachetna. Lecz nić cienka i drobna, napięta czasem do granic wytrzymałości, a siła jej bierze się z tej jej kruchości. Myślę, że jeszcze wiele przetrzyma. Taką mam nadzieję.
Bo nie zawsze to co wydaje Ci się tą prawdziwą przyjaźnią przetrwa próbę czasu i charakteru!
Nić słaba i krucha, potrafi często być mocniejsza zaprawdę, i choć jej nie widać, trzyma i trwa, choć nierzadko w zapomnieniu.
Howgh
czytaj resztę »Tecumseh głuchy nie jest
2010-07-08 11:36:50
Zgodnie z duchem i jak widzę niejednokrotnie koniecznością (czyt. potrzebą) podpierania się muzyką, dziś chciałbym Wam, (wiernym i niewiernym) moim czytaczom, utworami grupy, której jestem już wierny od lat wielu, się podzielić. Wierny, podobnie jak mej pierwszej miłości, wbrew powszechnym trendom i modom, zdrad i bzykania na boku. Grupa, o której mowa, a dokładniej jej utwory również niejednokrotnie dały się słyszeć, w wielu produkcjach filmowych. Ci którzy nie zdawali sobie z tego sprawy, a których te nuty uwiodą, jak zwiewna moja, uwieczniona w rzeźbach wielu tęsknota, z pewnością dadzą sobie radę w wyszukaniu wszystkich ciekawych odsłon. Dodam jedynie, że muzyka ta będąca niesamowitym zlepkiem uczuć, jakich tylko jesteśmy w stanie doświadczyć, przenosi nas trochę poza nasz mikroświat – bo czymże jesteśmy na tle nieskończoności rozgwieżdżonego nieba? He? – zapytam rubasznie, bom zaiste taki, zatem pytać inaczej nie potrafię.
A i jeszcze na koniec, zanim kurtynę teatrzyku mojego podupadłego, w wiosce na krańcu świata, pod wzgórzem niepewności, odsłonię, dopiszę, żę jest to muzyka, którą albo pokocha się od razu, albo odrzuci i do niej nigdy nie powróci. To dla tych, którzy wierzą w miłość od pierwszego wejrzenia. Reszta i tak nie zrozumie – bo resztą i tak nikt i nigdy się nie przejmie. Od tej muzyki, ważniejsze są tylko słowa utworów, nie do końca proste i zrozumiałe za pierwszym czytaniem, podobnie jak pewnie i teksty moje.
Howgh
Przed Wami Dead Can Dance i ich odsłon kilka, moich najulubieńszych.
czytaj resztę »
Noszenie obrączek, a okazja do zdrady jak i rwania
2010-04-20 14:13:40
Temat tabu omijany przez wielu łukiem szerokim. Kolejny mit, który niezwłocznie należy wynieść na światło dzienne i zadać mu kłam, wbić sztylet oświecenia w jego tętnice, aby krwawiąc skonał, a konając oświecił nieświadomych. Aby przez tragizm jego śmierci obudzili się z ciemności niezrozumienia tunelu Ci co wchodząc do niego, bo tak wszyscy wokół robili, zagubili się w jego czeluściach, korytarzy niezliczonych labiryntu. Błądząc w półmroku jedynie zimnych i mokrych ścian dotykają, obijają się o siebie, wciąż szukając zagubionych wartości, może wrażeń wachlarza co to kolorów już na nim od dawna brakuje. Już sami nie wiedząc gdzie są, jak tu trafili, co tu robią i czy wyjść potrafią lub nawet próbę ucieczki podejmą. Nie trwóżcie się, nie lękajcie, Mój Brat zaraz bramę uchyli, z pewnością zawiasy jej zastane, lecz nikt tego zrobić za niego nie zdoła. A kiedy słup światła oślepi Wasze twarze, nie patrzcie na innych w radości ferworze, zerwijcie pajęczyny zapomnienia, które dopiero w tym świetle zobaczyć zdołacie i wyjdźcie, uwolnijcie się, zrozumcie, dajcie sobie ukazać prawdy inne, dla Was nowe…
Poniżej fragment przemowy mego brata Tenskwatawwy z dnia 12 poździernika 1999 roku, którą wygłosił na University of Chicago w stanie Illinois:
"Przez wielu z Was noszenie obrączki jest czymś co powie wszystkim dookoła, a w szczególności płci przeciwnej, zobacz mam kogoś, nie przytulaj się do mnie, nie che od Ciebie prezentów, jestem z tego niezmiernie dumna(y), nie próbuj mnie zaciągnąć do łóżka, nie chcę się z Tobą puszczać etc.
Oj zaprawdę powiadam Wam, obrączka na Waszym palcu jest jak mniut dla osy, nektar dla pcioły, cukierek dla dziecka, ssanie piersi dla … niemowlaka.1 Ona na tym palcu serdecznym tkwiąca, blaskiem swoim mówi – ktoś zauważył we mnie coś szczególnego, co go przyciągnęło, nie jestem jakąś dupą wołową co nie potrafi prawdziwego barszczu białego na obiad przygotować i w krótkiej spódniczce go podać, jestem w łóżku oblatana i znam wiele pozycji, a 69 nie jest tylko poprzednikiem liczby 70, nie jestem z pewnością niedoświadczoną nieporadną dziewicą, którą trzeba wszystkiego nauczyć i powoli przekonywać do kolejnych wyuzdanych praktyk, potrafię kwiaty kobiecie ofiarować, czasem pozmywać i śmieci wynieść, a nawet wiersz napisać jak czegoś nagle potrzebuję. Obrączka przyciąga uwagę, kusi, namawia, jest najczęstszą pośrednią przyczyną zdrad, które zaczynają się od zauważenia jej na palcu u potencjalnego obiektu, celu, współtowarzysza późniejszych uniesień. Ale również może być nieocenionym orężem w poszukiwaniu prawdziwej miłosci, a nawet męża, żony, którzy z miłoscią nie zawsze są jakoś kojarzeni lub związani – o tych poszukiwaniach za chwilę.
Jej brak zaś jest przypuszczeniem, że cieniusi ze mnie materiał na cokolwiek z powyższych wywodów – nie warto nawet klepnąć mnie w tyłek, ani polizać za uchem, czy przypadkiem otrzeć się w windzie.
Zatem teraz już od Was zależy czy tą obrączkę wciąż na palcu mieć, czy też z niej zrezygnować, na czas jakiś. Pamiętajcie zarówno w jej noszeniu jak i braku jest wielka siła przekazu ukryta. Wykorzystujcie ją tak jak chcecie, lecz wiedzcie jak to działa.
Howgh"
Słowa te, właśnie ponad dziesięć lat temu, trafiły do uszu jednych z najznakomitszych i najznańszych myślicieli ówczesnego świata filozoficznego. Tenskwatawa, został zaproszony ma nadzwyczajne sympozjum zwołane w trybie awaryjnym pod roboczym tytułem „Co począć z samotnymi mięczakami”. Miał w charakterze zabawiacza zatańczyć przed profesorami i adiunktami uniwersytetu Taniec Porzuconego Żółwia. Kiedy po jego zakończeniu i zgodnie z jego zamierzeniami i planami, kroki taneczne zawiodły go pod samą mównicę, wiedział, że to jego chwila, że to jego moment jedyny. Chwytając za mikrofon, wciąż lekko kołysząc się i podskakując w tańcu zaczął nucić melodię, która przeniosła wszystkich na sali w świat inny.
"Leć świetle prawdy, zanurz się w otchłani,
Niech blask twój oślepi te ciemne niewiedzy skały
Umocnij we mnie wiarę i siłę w to co czynię
A nie zniszczy jej słowo złe niczyje
Nauczyłem się poszanowania wolności innych
Nauczyłem sie słuchać Serca i podążać jego drogą
Nauczyłem sie słuchać Ciszy i Wiatru
Jestem sam, do końca tak bardzo sam
Ale znam innych,
Tak jak i ja samotnych w walce, lecz silnych
Już niedługo utworzymy konfederacje
I staniemy razem, tu przed Wami
By Bramy Do Światów Nieznanych Wam uchylać”
Po wymruczeniu2 tej, jakże wymownie przepięknej i bogatej w przesłanie oraz wielkie obietnice i zapowiedzi, poezji indiańskiej, która niemalże zahipnotyzowała wszystkich na wielkiej sali, wygłosił właśnie powyższe słowa o obrączce i jej znaczeniu. Teoria ta, następnie studiowana przez szereg lat, stała się podwalinami do doktoratu Tenskwatawy w katedrze zjawisk behawioralnych. Zostało przeprowadzonych wiele badań przez Koła i Organizacje Samotnych Serc, w tym właścicieli firmy „Pokochaj mnie, pomimo wszystko”, mających na celu obalić tezy wyrażone w przemówieniu Tenskwatawy. Jednak po przeprowadzeniu wielu prób statystycznych na tysiącu najgrubszych i najbrzydszych kobiet okazało się, że po założeniu przez nie obrączek miały przynajmniej trzy brania w roku. Podobnie z paskudnymi nadzwyczaj mężczyznami, nawet tymi bez kasy, grubymi i łysymi. Firma „Pokochaj mnie, pomimo wszystko”, robiąc nieziemskie pieniądze na znajdowaniu drugich połówek dla ładnych inaczej zaproponowała Tenskwatawie, w zamian za nienaświetlanie wyników badań i samej teorii wysokie honorarium wypłacane miesięcznie. Niestety, w tym miesiącu nie wpłynęło nic, zatem … resztę już znacie.
Nadmienię jednak, w formie ciekawostki, że mokasyny, w których właśnie wtedy występował Tenskwatawa, przez lata kolejne były celem pielgrzymek ludzi samotnych, poszukujących prawdziwej miłości. Taniec w nich był niesamowitym przeżyciem, dawał poczucie spełnienia i wiary we własne siły, był źródłem wielu łask. Dziś mokasyny leżą w Białym Domu. Niektórzy domniemają, że to właśnie, tylko i wyłącznie dzięki tańcu w nich, w jednym, z pokoi Białego Domu, prezydent USA Nagrodę Pokojową Nobla otrzymał, bo jeśli nie, to jak do tego mogło dojść? – ale to jak na razie tylko pogłoski, przypuszczenia niepewne.
Howgh Tecumseh
--------------------
1 inne okreslenia: gówno dla muchy, bzykanie dla trutnia, papier dla dupy, woda dla zupy, życie dla śmierci – oj no dobra pojechałem
2 melorecytacja
czytaj resztę »Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy
2010-04-07 16:43:13
Nie będę się dłużej rozpisywał bo każdy, kto to już zrozumiał, nie potrzebuje dalszych wywodów, a ten co nie zakumał, już niestety i tak nie podoła.
Bo dni, których jeszcze nie znamy, wcale nie są ważne!
----------------
*wyjaśnienie pojęcia znajdziecie tutaj
Kocham Cię tu, kocham Cię tam
2010-03-22 16:05:35
No właśnie wciąż „Kocham Cię”, „Kocham Cię”, „Ja też Cię Kocham”1. Ileż można i jak często to mówić i się powtarzać? Czy to, że powiem Kocham Cię nobilituje mnie w oczach moich znajomych, kolegów, przyjaciółek? Zaprawdę powiadam Wam nie!
Te słowa niestety powoli tracą na mocy i znaczeniu! I to właśnie przez Was – ich nadużywaczy. Wyznanie miłości za pośrednictwem tychże słów staje się powoli oklepaną i nic nie znaczącą kwestią – niemalże pospolitym beknięciem po obiedzie. Nie należy powtarzać jej w każdym momencie i przy każdej okazji i z byle jakiego powodu. Używacie ich w zamian takich słów jak cześć, jak się masz, wybacz, przepraszam i dziękuję! Dzisas!
Jak sięgnę pamięcią jeszcze kilkanaście, a nawet kilka lat temu, były to słowa wypowiadane często potajemnie, gdzieś w odosobnieniu, czasem na ucho. I były zastrzeżone tylko i wyłącznie dla tych słów odbiorcy .„Kocham Cię” było wręcz święte, mistyczne, natchnione i przede wszystkim czyste, wypowiadane w chwili uniesienia Dziś niestety da się je słyszeć wszędzie, i przy każdej okazji - w pracy, na ulicy, w kawiarni, przy każdej rozmowie telefonicznej. A Ci którzy je wypowiadają w tak ostentacyjny sposób i to tak żeby wszyscy słyszeli nie zdają sobie sprawy, że właśnie podeptali swoją miłości i zatracili cząstkę siebie. Nie bądźcie egoistami! To, że kochacie nie czyni Was wyjątkowymi.
Jak to zwykle u mnie bywa, nie zostawię Was z problem, lecz nakieruje na drogi, którymi podążajcie, otworzę bramę której progu przejść się nie zlęknięcie.
W mowie należy wykorzystywać odpowiednie do sytuacji i nastroju, czy też atmosfery słowa – nazwijmy je specjalnie dla Was - zamiennikami Kocham Cię – abyście lepiej zrozumieli tematykę. Jest ich naprawdę wiele, choćby:
- Cały dzień o Tobie myślę
- Brakuje mi Ciebie
- Pragnę Cię
- Mój świat to Ty
- Tęsknię za Tobą
Czy z innej półki
- Usiądź mi na kolanach
- Przytul Kropka
- A może tuli, tuli
- Chcę poczuć jak pachniesz
- Albo bądźcie kreatywni i wymyślcie sobie coś oryginalnego, znanego tylko Wam – taki kod - hasło2
No i teraz równie istotne – najczęstsza i największa wtopa i masakra obyczajowa to mówienie „Kocham Cię” po skończonym seksie. No niech to cholera, szlak jasny! Co to w ogóle jest? Nagle się przypomniało o miłości? Z kija zeszło to se przypomniał, miała orgazm i się obudziła? A jak jeszcze po tym dochodzi pytanie: „Dobrze Ci było?” (czyt. niezł(a)y jestem?), jakby to konkurencja jakaś była? Dobrze, nie dobrze, lepiej, gorzej – na wykresie trzeba zaznaczyć? W takich sytuacjach wartość Waszych akcji, nawet na rynku wtórnym, spada jak w 1929. Słuchajcie uważnie, bo powtarzał się nie będę jak katarynka na Krakowskim Rynku.
O dobrym seksie nie znaczą wcale słowa „Kocham Cię” przed ani po. Do czynienia z dobrym seksem mamy w przypadku wystąpienia przynajmniej jednej z sytuacji:
- Po wszystkim nawet sąsiedzi wychodzą na papieroska
Gdy kobieta wypowiada:
- "Zaschło mi w gardle - przyniesiesz mi coś to picia" – jęki, piski, krzyki, woalnia Bierz mnie, Mocniej, Jestem Twoja, O tak mi rób - mogą być przyczyną suchości w gardle
- "Muszę poleżeć chwilę, kręci mi się w głowie" – było dobre orbitowanie nie wiadomo, gdzie góra gdzie dół
W przypadku faceta, jeśli zaśnie on w przeciągu kilku minut, nawet nie zdążywszy przynieść Ci tej wody, lub nawet zejść z Ciebie – potraktuj to jako największy komplement3 – wyjdź spod niego, ściągnij szpilki i pończochy i też się obok niego połóż. A zasypiając zaplanuj następny numerek, co na siebie włożysz lub czym go zaskoczysz – bo nic nie jest lepsze, w miłości dla faceta, niż oddana mu i kreatywna nimfomanka4.
Niech „Kocham Cię” nie będzie Waszą codziennością, ale codzienność miłością
Howgh
--------------------
1 slowa nie odnoszą się do bardzo ostatnio popularnej kwestii okrojonej - „Ja Ciebie też” - gdyż są zwrotem obronnym na słowa „Mam Cię gdzieś”
2 to opcja dla zaawansowanych, czytających blog od dłuższego czasu
3 o innych komplementach i ich zastosowaniu przeczytasz tutaj
4 za WET (Wielka Encyklopedia Tecumseha)
nimfomanka – kobieta pragnąca tak często seksu jak normalny mężczyzna
Zazdrość - grobowiec miłości
2010-03-17 15:23:29
Coraz częściej docierają do mnie informacje, że ten mój albo ta moja to taki - taka o mnie zazdrosny - zazdrosna. A sposób w jaki jest to wyrażane niemalże trąci o dumę. Obnosicie się z tym jakby to jaka radość była i powód do zadowolenia. Jeśli tak myślicie, to do przywalenia w Kielich Rozczary, zaprawdę nie jeden krok, ale jego połowa. Pierwszymi objawami takiego zachowania mogą być wypowiadane kwestie:
-Jaki on jest o mnie taki zazdrosny, chce bym była przy nim zawsze i wszędzie
-Tak mnie kocha, że nie mogę wyjść z domu wieczorem na szachy1
Zazdrość w jakimkolwiek związku hetero czy homoseksualnym jest przejawem braku zaufania w całym tego słowa znaczeniu, a tym samym braku miłości, gdyż zaufanie jest podstawą miłości, bez której ta ostatnia nie ma prawa istnieć. Nie mówię tu oczywiście o zjawisku „zazdrości zdrowej”, na przykład w sytuacji kiedy dowiadujemy się, że komuś się lepiej wiedzie, że awansował, więcej zarabia, ma ładniejszą żonę lub bogatszego męża. Takie przejawy są oczywiście zdrowym przejawem naszej natury i tylko patrzeć jak przerodzą się we wścibstwo, złość, wrogość. Będziemy się starać zrobić wszystko, aby osobie, której wiedzie się lepiej od nas i wydaje się być szczęśliwszą, wbić sztylet w plecy, upodlić, zmieszać z błotem, porysować gwoździem auto, tudzież podebrać męża lub odbić kochankę. Taki przejaw zazdrości zawsze warto pielęgnować, gdyż motywuje nas do działań i nie ma nic wspólnego z zazdrością w partnerstwie.
My dziś zajmiemy się innym rodzajem zazdrości - zazdrości będącej jawnym przejawem braku zaufania, czyli w konsekwencji brakiem miłości. Jeśli Twoja ukochana nie pozwala Ci wyjechać na spływ kajakowy, przegląda Ci komórkę w celu odszukania wiadomości od nowej pielęgniarki z wewnętrznego, a Twój mąż po kryjomu przeszukuje Ci torebkę i zagląda w pocztę mailową – wtedy niechybnie masz już założone kajdanki / kule u nóg obu / obrożę z łańcuchem2.
Być może na początku będzie sprawiało Ci to przyjemność, że obiekt Twoich westchnień, tak mocno chce Cię mieć przy sobie.3 Lecz z upływem dni, miesięcy, lat będziesz wyschłą osiką siedzącą przy telewizorze, bez znajomych, bez kochanek, nie wiedząc nawet co to są komary gryzące w tyłek na spływie, kiedy zatapiasz się w cudne ciało przewodniczki prowadzącej Ciebie i Twój kajak po odmętach rzeki o nurcie rwącym4.
O tym, że zazdrość w żaden sposób nie jest powiązana z miłością udowodnię naukowo metodą nie wprost.
Załóżmy, że na prywatce na którą się wybraliście razem, po kilku drinkach, dobrej zabawie, kiedy to zbliża się już ranek odnajdujesz w małym pokoiku, na pięterku, swoją ukochaną parzącą się z przystojniejszym od Ciebie gościem, wijącą się w napadzie rozkoszy, drżąca pod nim z upojenia, lub widzisz swojego misia, którego smakuje inna, a on trzymając ją za głowę dociska do siebie coraz mocniej. W zależności od swoich przekonań, zapatrywań, atmosfery albo wychodzisz trzaskając drzwiami i tracisz zaufanie do swojej miłości. O straceniu zaufania można będzie przeczytać niebawem. Albo przyłączasz się do zabawy i wspólnie współdzielisz się swoją ukochaną lub ukochanym.
Zauważ, ze w żadnym z momentów nie odczuwasz zazdrości.
Zatem wniosek - zazdrość nie jest powiązana w żaden sposób z miłością i oba uczucia się nawzajem wykluczają..
Podsumowując, jeśli Twoja miłość jest o Ciebie zazdrosna, znaczy nie kocha Cię, ponieważ Ci nie ufa.
Zostaw ją, odejdż od niego
Howgh
-------------------
1 w tym kontekście chodzi o balangę z kumplami z elementami orgii, lub też orgię z elementami imprezy – do wyboru
2 nie chodzi tu o kajdanki skórzane lub różowe służące do przypinania partnera do łóżka, ani kulki gejszy, ani o obrożę z ćwiekami
3 odnosi się do tych, którzy nie czytają tego ... nie czarujmy się trochę innego blogu
4 przenośnia taka z tych dosadnych
Prezentów pakownie
2010-03-15 15:42:21
- Czy może zapakować na prezent? – zapyta się przemiła Pani ekspedientka
- Tak, poproszę! – odpowie niemądry klient z głupim uśmiechem do mądrości jego adekwatnym
Czy naprawdę zawinięcie i w miarę schludne1 zapakowanie prezentu w kolorowy, a nawet i szary, papier jest tak trudne? Czy zawiązanie wstążki, kokardki, a nawet i sznurka, przerasta Wasze możliwości? Czy myślicie, że osoba, która prezent otrzyma, nie zauważy Waszego lenistwa i braku Waszego zainteresowania i włożonego uczucia? O powiadam Wam – TAK, zauważy!
Jak widzę prezent, którym jestem obdarowywany przecież nierzadko, od razu jestem w stanie stwierdzić, czy zawijała go Pani Krysia ze sklepu przy Karmelickiej, czy został zapakowany przez Ciebie!
Nie ograniczaj się do powiedzenia Tak, jak w powyższym dialogu. Dokup papier, wstążkę, kokardkę lub nawet papier szary i sznurek z poczty nikomu nie będąc zauważonym podpbierz, i zapakuj jak potrafisz najlepiej, a wtedy Twoje intencje będą czyste i jasne. Niezależnie co kupiłeś będzie wiadomo, że włożyłeś w to wiele zaangażowania, a to liczy się chyba trochę. Przynajmniej powinno się jeszcze liczyć!
Uwierz - różnicę widać i da się ją odczuć! Nie daj się oszukac złudzeniom!
A słowa:
- Widzę, że sam(a) pakował(a)eś - będą dla Ciebie kluczem i przepustką do dotąd Bram Ci nieznanych!
P.S.
Oczywiście powyższy tekst nie odnosi się do sytuacji, kiedy robimy prezent dla szefa, wcześniej organizując ściepkę, w której nikt nie chce brać udziału. Mu można dać byle co i poprosić o owinięcie i zapakowanie w sklepie. Przełożonego i tak nikt nie lubi. Jest szefem, ma przecież lepiej niż my. Jego sukcesu i tak nikt mu nie wybaczy, w szczególności jego przyjaciele, a co dopiero podwładni!
--------------------
1 nieuwalone tlustymi łapami lub rozlanym sosem. Tutaj słowo schludnie użyte jest celowo. Nie mowa tu jest o zapakowaniu cudnym, przepięknym bez zmazy i skazy, idealnym, latami ćwiczonym.
Kolorytów istota
2010-03-09 11:22:40
Pamiętam jak jeszcze sam byłem małym Indianinem, i mieszkałem gdzieś w małej wiosce pod wzgórzami ukrytej. Jak świat widziałem kolorowym. Sam w ręku trzymając paletę barwną okapującą od kolorów nieskończoności. Wyglądając ze swojego tipi, na świat zauroczony zerkałem, i go na własne wtedy możliwości i umiejętności, których uczyłem się z dnia na dzień, kolorowałem. Świat wydawał mi się piękny i piękniał z każdym pędzla pociągnięciem. Niewypełnione barwami zakątki ciekawiły bardzo, wszystko zdawało się być nieskończonością, niemożliwe do zdobycia, zobaczenia, okiełznania. Była przy mnie też dłoń, która często trzymając moja rękę w swojej, nadawała gładkości ruchów mojego pędzla. Z biegiem lat ręką z sił opadła, a ja sam częściej zadowalałem się obrazem nieskończonym, często malowidłem niecałym, później szkicem węglem, a na końcu już nawet blejtramy na sztaludze nie stawiałem. Jednak do czasu! Do chwili kiedy moja ręka zaczęła inną prowadzić. Pokazywać świat malując na nowo. Odkryłem, że to nie życie, ani świat jest kolorowym, tylko samo kolorowanie jest najpiękniejsze.
A im więcej technik malowania poznamy tym łatwiej nam szarości się pozbyć - tak ja myślę
Howgh
czytaj resztę »Tańcz jak Ci zagrają
2010-03-05 08:28:20
Naucz się pisać muzykę. Nie koniecznie od razu uwertury - to przyjdzie z czasem. Odważ się i spisuj nuty, twórz własne melodie, czerp z tego przyjemność. Rozdawaj to ludziom, którzy grać z nut potrafią, a później tańcz jak Ci zagrają!
Howgh!
-----------
To moja premiera w przewodniku - zatem proszę o wyrozumiałość... i słowa gorące lub jak lód zimne - ciepłych nie znoszę
czytaj resztę »