Wyprawa na grizzli (nie mylić ze szczypali)
2010-07-12 09:49:53
Od jutra tenskwatawa - brat mój, moje alter ego, przebywać będzie w miejscach dla siebie dotąd nieznanych. Będzie starał się je eksplorować, ale też dokumentować, aby na kilka jeszcze wpisów starknęło lub styknęło (nie pamiętam jak się pisze –może stykło?).
A konkretnie - wyrusza na kolejny podbój ojczyzny swych praojców, a może bardziej jego krajanek - zdania co do tego wśród wielu jego współplemieńców są na tą chwilę podzielone. Mało tego, doprowadziły nawet do kilku, co prawda niegroźnych, acz niebezpiecznych incydentów. I pomimo faktu, że były to zwyczajne burdy i bijatyki, z elementami balangi i orgii, odbiły się piętnem na samym tenskwatawie, który porzucając swoje obowiązki, Tańcem Orła wprowadził wszystkich w trans hipnotyczny, a tym samym doprowadził do zakopania toporów wojny, zbyt pośpiesznie, pod wpływem whiskey, wykopanych.
Dziś jeszcze przed samym wschodem słońca , gdy bohaterowie ekscesów z nocy poprzedniej spali, sam szaman udał się do swojej samotni, aby jeszcze raz zetknąć się z siłą natury i przeznaczenia. Aby jeszcze raz pytając Ducha Skał o swoją wyprawę, upewnić się o słuszności decyzji, które podjął na Radzie Starszych. A które będą miały wpływ na losy jego i jego współbraci.
Za wzór panującej mody, trendów oraz styli obrał sobie, jako motto słowa z poniższego utworu. Dzięki, któremu przebudował swój staroświęcki, trącący myszką, stetryczały już, system wartości.
I tak właśnie rano przed tym solarium (jak również poranna toaletą), o którym mowa w utworze, oraz przed założeniem łańcucha, wyglądał właśnie tak - specjalnie dla Was poniżej jedno z wykradzionych z archiwum plemienia, zdjęć, które z pewnością niedługo obiegnie cały świat. Na uwagę wskazuje fakt, że nie widzimy na zdjęciu z insygni szamańskimi, co czyni zdjęcie wręcz unikalnym.

Tak, właśnie po raz kolejny żegnał się na tygodni kilka, z ulubionymi miejscami, w zadumie, ale i z wypełniającą serce radością. Zapewne niedługo stanie w tym miejscu obelisk upamiętniający tą chwilę, ale nie wyprzedzajmy faktów.
Z tego co usłyszałem podczas porannej konferencji jego szlak będzie znaczyć liczba zakładanych na prędce kół złamanych serc niewieścich. Choć zastrzegł sobie, że tegoroczna wyprawa nie będzie skupiała się jedynie na tym. O czym pewnie dowiecie się niedługo.
Aby dobrze odpierać rzucające się na niego squaw (po naszemu będzie to białki) i mieć czas na zgłębianie tajników duchowych, stosował będzie, już niejednokrotnie wypróbowaną oraz całkiem skuteczną metodę „na księdza”. Metoda ta była już opisywana w jednym z tryptyków pisanych jego ręką. Tryptyk nosi tytuł „O zachowaniach godowych”, a metoda ta szczegółowo opisywana jest w ostatnim, trzecim tomie, na stronie numer 561 kolumna 4. Mając na uwadze, że wszystkie egzemplarze są już wysprzedane, a i równie mu przystojnych i atrakcyjnych jest niewielu przekażę Wam pomimo wszystko, ją skrótowo. Otóż, w momencie kiedy spokojnie sobie siedzisz, popijasz drinka, a pomiędzy palcami obracasz platynową kartę kredytową (mogą być kluczyki do auta w miarę wysokiej klasy), a nieznana Ci dotąd niewiasta, pochodząc do Ciebie zagaduje, zakładając kosmyk włosów na ucho, słowami:
- Cześć jestem Ania trochę jestem tu samotna, a Ty jak masz na imię?
Wtedy odpowiadasz
- Ksiądz Adam, duszyczko!
Niniejszym chcę wszystkim życzyć miłych wakacji!!!
Narka, jak mawiają małolaty i ludzie prości – czyli ja
Howgh!
P.S.
Jeśli w przeciągu następnego miesiąca nie pojawi sie tu żaden wpis pisany mą ręką, znaczy to tyle, że zginąłem w objęciach mego przewodnika po bezkresnych życia ścieżkach - niedźwiedzia grizzli, który nie zna litości.
