Tecumseh głuchy nie jest
2010-07-08 11:36:50
Zgodnie z duchem i jak widzę niejednokrotnie koniecznością (czyt. potrzebą) podpierania się muzyką, dziś chciałbym Wam, (wiernym i niewiernym) moim czytaczom, utworami grupy, której jestem już wierny od lat wielu, się podzielić. Wierny, podobnie jak mej pierwszej miłości, wbrew powszechnym trendom i modom, zdrad i bzykania na boku. Grupa, o której mowa, a dokładniej jej utwory również niejednokrotnie dały się słyszeć, w wielu produkcjach filmowych. Ci którzy nie zdawali sobie z tego sprawy, a których te nuty uwiodą, jak zwiewna moja, uwieczniona w rzeźbach wielu tęsknota, z pewnością dadzą sobie radę w wyszukaniu wszystkich ciekawych odsłon. Dodam jedynie, że muzyka ta będąca niesamowitym zlepkiem uczuć, jakich tylko jesteśmy w stanie doświadczyć, przenosi nas trochę poza nasz mikroświat – bo czymże jesteśmy na tle nieskończoności rozgwieżdżonego nieba? He? – zapytam rubasznie, bom zaiste taki, zatem pytać inaczej nie potrafię.
A i jeszcze na koniec, zanim kurtynę teatrzyku mojego podupadłego, w wiosce na krańcu świata, pod wzgórzem niepewności, odsłonię, dopiszę, żę jest to muzyka, którą albo pokocha się od razu, albo odrzuci i do niej nigdy nie powróci. To dla tych, którzy wierzą w miłość od pierwszego wejrzenia. Reszta i tak nie zrozumie – bo resztą i tak nikt i nigdy się nie przejmie. Od tej muzyki, ważniejsze są tylko słowa utworów, nie do końca proste i zrozumiałe za pierwszym czytaniem, podobnie jak pewnie i teksty moje.
Howgh
Przed Wami Dead Can Dance i ich odsłon kilka, moich najulubieńszych.
