Powołania - Księgarz
2010-02-19 08:46:59
Ja pamiętam jak to było, drzewiej, dawniej znaczy, kiedy książka był święta. W niej co było zapisane, było mądrym wszak przesłaniem. Ktoś kto książki czytał ciągle był przemądrym człekiem bardzo. I te książki miały wartość, to majątek był niemały. I na półkach tak jak stały, były wszak bogactwem wielkim. I subskrypcje też pamiętam na słowniki i liryki, i atlasy, no i na encyklopedie. I historie różnorakie, Polski, sztuki czy malarstwa. A w księgarniach byli ludzie, ci księgarze, o nich mowa, co wszak książki uwielbiali, wręcz taplali się w ich wersów zawiłościach, znali je na wskroś zaprawdę, no i radą potrafili, to zachęcić, a to wskazać. Byli niemal przewodnikiem, po księgarskim labiryncie. No i mogli godzinami o nich ciągle opowiadać.
No i dzisiaj również wchodzę, do księgarni co no szyldzie ma Bestseller napisane. Bo po polsku to nie halo, że Księgarnia by napisać. No a w środku, ładne książki, kolorowe, i na półkach rozłożone, każdy czyta, coś przegląda, zastanawia się i myśli. I tak chodzę i przeglądam no i później, zauważam, kątem oka jedną książkę, gdzieś tam z boku, w starym pudle, co czytałem, ją w języku innym, niż ten nasz, ojczysty, polski. No okładka jest ta sama, autor również, wszystko mi tu, wręcz pasuje. Myślę sobie ładne rzeczy, świetnie zatem, że ktoś również, to pozycję przetłumaczył, na mój język przebogaty. Biorę w dłoń ją, bo wiem ja już, że ją kupię dziś, z pewnością. I podchodzę w tej radości do księgarza, co na krześle swoim siedzi, jakiś smutny, zatroskany.
Więc mu mówię:
- Proszę Pana, czy Pan czytał?! – zapytuję jegomościa całym faktem podniecony, pokazując mu tą książkę co to właśnie, mam ją w ręku od chwil kilku
- Nie, nie sądzę – odpowiada, nawet na mnie się nie patrząc
- To polecam, świetna bardzo, filozofia tam wypływa i wynurza się w prostocie z niespokojnych i szczęśliwych, tych życiowych fal przypadków. Jak to życie jest ciekawe i bogate w rożne kwestie…
Ja tam mówię, opowiadam, widnokręgi przed nim tworzę, ręką swoją je maluje no i słowem przyozdabiam, ale widzę, że ten księgarz, raczy ziew swój ukryć w ręku.
- Wie Pan co? Coś ja powiem Panu skrycie, ja handluje tym papierem, tymi książki co tu stoją, ja nie czytam, nie mam siły, ani czasu na te bzdury. Ja mam dom, rodzinę, dzieci to im właśnie czas poświęcam. No, a książki, to mój sposób na pieniądze jest jedynie.
- No to dobra, w takim razie, zatem dla mnie, za papieru tych stronice, co je tu mam, ja poproszę mnie skasować. Dzięki niej ja dzisiaj będę w innym świecie, proszę Pana. No i żona ma, no i dzieci, tego świata też spróbują, jestem pewien.
Płacę szybko i wychodzę, wiatr wciąż wieje, no i padać znów zaczyna. Książkę chowam pod swym płaszczem, jakoś czule przytulając. Bowiem wartość w niej zaklęta. no i magia z niej wypływa, tajmniczym sciegiem liter. Chyba więcej tu nie przyjdę, bo tu jeno bestsellery, a ja chciałem tylko książkę, dobrą taką i ciekawą, poleconą przez księgarza, aby później z nim pogadać i przekazać mu opinie, tego co książki kupuje, no i czyta je uparcie, i przeżywa, te ich treści co głęboko są zawarte, w mętnej myśli samotności, obnażając swe pragnienia. Aby książki też sprzedawał w jasnej świadomości czynu, dobrej rady swej orężu, a nie tylko, bez podniety, co z hurtowni pod Radomiem mu na półki znów wyrzucą, mówiąc, że to jest wręcz niezłe, no i koniec, no i basta, bo to niby i dlatego, że to wszyscy dziś kupują. Że na topie to bestseller, bo to brzmi tak trendi krejzi.
