...rozejrzyj się starannie mymi oczami i ujrzyj świat, w którym nie zawsze wszystko ma barwy takie, jakimi Ty je dostrzegasz...
Nudny, nieciekawy, pozbawiony haryzmy, taki jakiś niekolorowy. Gruby, niski, mocno łysiejący. Lecz jest w nim coś inspirująco pociągającego, co zmienia nieco wizerunek jego w oczach tych, którzy starają się widzieć więcej, z perspektyw kilku
O zdjęciu
“ Zdjęcie moje nie jest może zbyt aktualne, jednak patrzę na nie z sentymentem ogromnym... ”
O też dusz i serc lekarzu...
“ ty Czytaczu ani się obejrzysz jak za chwil kilka, miesięcy lub lat nawet .. przyznasz mu berło prawdy niepodważalnej i ukłonisz przed wizerunkiem jego – do bycia świętym zostało mu już tylko umrzeć – listę cudów ma juz wypełnioną. Howgh ”
Od jutra tenskwatawa - brat mój, moje alter ego, przebywać będzie w miejscach dla siebie dotąd nieznanych. Będzie starał się je eksplorować, ale też dokumentować, aby na kilka jeszcze wpisów starknęło lub styknęło (nie pamiętam jak się pisze –może stykło?).
A konkretnie - wyrusza na kolejny podbój ojczyzny swych praojców, a może bardziej jego krajanek - zdania co do tego wśród wielu jego współplemieńców są na tą chwilę podzielone. Mało tego, doprowadziły nawet do kilku, co prawda niegroźnych, acz niebezpiecznych incydentów. I pomimo faktu, że były to zwyczajne burdy i bijatyki, z elementami balangi i orgii, odbiły się piętnem na samym tenskwatawie, który porzucając swoje obowiązki, Tańcem Orła wprowadził wszystkich w trans hipnotyczny, a tym samym doprowadził do zakopania toporów wojny, zbyt pośpiesznie, pod wpływem whiskey, wykopanych.
Dziś jeszcze przed samym wschodem słońca , gdy bohaterowie ekscesów z nocy poprzedniej spali, sam szaman udał się do swojej samotni, aby jeszcze raz zetknąć się z siłą natury i przeznaczenia. Aby jeszcze raz pytając Ducha Skał o swoją wyprawę, upewnić się o słuszności decyzji, które podjął na Radzie Starszych. A które będą miały wpływ na losy jego i jego współbraci.
Za wzór panującej mody, trendów oraz styli obrał sobie, jako motto słowa z poniższego utworu. Dzięki, któremu przebudował swój staroświęcki, trącący myszką, stetryczały już, system wartości.
I tak właśnie rano przed tym solarium (jak również poranna toaletą), o którym mowa w utworze, oraz przed założeniem łańcucha, wyglądał właśnie tak - specjalnie dla Was poniżej jedno z wykradzionych z archiwum plemienia, zdjęć, które z pewnością niedługo obiegnie cały świat. Na uwagę wskazuje fakt, że nie widzimy na zdjęciu z insygni szamańskimi, co czyni zdjęcie wręcz unikalnym.
Tak, właśnie po raz kolejny żegnał się na tygodni kilka, z ulubionymi miejscami, w zadumie, ale i z wypełniającą serce radością. Zapewne niedługo stanie w tym miejscu obelisk upamiętniający tą chwilę, ale nie wyprzedzajmy faktów.
Z tego co usłyszałem podczas porannej konferencji jego szlak będzie znaczyć liczba zakładanych na prędce kół złamanych serc niewieścich. Choć zastrzegł sobie, że tegoroczna wyprawa nie będzie skupiała się jedynie na tym. O czym pewnie dowiecie się niedługo.
Aby dobrze odpierać rzucające się na niego squaw (po naszemu będzie to białki) i mieć czas na zgłębianie tajników duchowych, stosował będzie, już niejednokrotnie wypróbowaną oraz całkiem skuteczną metodę „na księdza”. Metoda ta była już opisywana w jednym z tryptyków pisanych jego ręką. Tryptyk nosi tytuł „O zachowaniach godowych”, a metoda ta szczegółowo opisywana jest w ostatnim, trzecim tomie, na stronie numer 561 kolumna 4. Mając na uwadze, że wszystkie egzemplarze są już wysprzedane, a i równie mu przystojnych i atrakcyjnych jest niewielu przekażę Wam pomimo wszystko, ją skrótowo. Otóż, w momencie kiedy spokojnie sobie siedzisz, popijasz drinka, a pomiędzy palcami obracasz platynową kartę kredytową (mogą być kluczyki do auta w miarę wysokiej klasy), a nieznana Ci dotąd niewiasta, pochodząc do Ciebie zagaduje, zakładając kosmyk włosów na ucho, słowami:
- Cześć jestem Ania trochę jestem tu samotna, a Ty jak masz na imię?
Wtedy odpowiadasz
- Ksiądz Adam, duszyczko!
Niniejszym chcę wszystkim życzyć miłych wakacji!!!
Narka, jak mawiają małolaty i ludzie prości – czyli ja
Howgh!
P.S. Jeśli w przeciągu następnego miesiąca nie pojawi sie tu żaden wpis pisany mą ręką, znaczy to tyle, że zginąłem w objęciach mego przewodnika po bezkresnych życia ścieżkach - niedźwiedzia grizzli, który nie zna litości.
Zgodnie z duchem i jak widzę niejednokrotnie koniecznością (czyt. potrzebą) podpierania się muzyką, dziś chciałbym Wam, (wiernym i niewiernym) moim czytaczom, utworami grupy, której jestem już wierny od lat wielu, się podzielić. Wierny, podobnie jak mej pierwszej miłości, wbrew powszechnym trendom i modom, zdrad i bzykania na boku. Grupa, o której mowa, a dokładniej jej utwory również niejednokrotnie dały się słyszeć, w wielu produkcjach filmowych. Ci którzy nie zdawali sobie z tego sprawy, a których te nuty uwiodą, jak zwiewna moja, uwieczniona w rzeźbach wielu tęsknota, z pewnością dadzą sobie radę w wyszukaniu wszystkich ciekawych odsłon. Dodam jedynie, że muzyka ta będąca niesamowitym zlepkiem uczuć, jakich tylko jesteśmy w stanie doświadczyć, przenosi nas trochę poza nasz mikroświat – bo czymże jesteśmy na tle nieskończoności rozgwieżdżonego nieba? He? – zapytam rubasznie, bom zaiste taki, zatem pytać inaczej nie potrafię.
A i jeszcze na koniec, zanim kurtynę teatrzyku mojego podupadłego, w wiosce na krańcu świata, pod wzgórzem niepewności, odsłonię, dopiszę, żę jest to muzyka, którą albo pokocha się od razu, albo odrzuci i do niej nigdy nie powróci. To dla tych, którzy wierzą w miłość od pierwszego wejrzenia. Reszta i tak nie zrozumie – bo resztą i tak nikt i nigdy się nie przejmie. Od tej muzyki, ważniejsze są tylko słowa utworów, nie do końca proste i zrozumiałe za pierwszym czytaniem, podobnie jak pewnie i teksty moje.
Howgh
Przed Wami Dead Can Dance i ich odsłon kilka, moich najulubieńszych.
W poszukiwaniu wiary, nadziei* i miłości, a tak naprawdę, ciszy, spokoju i przestrzeni, moje sciezki, niejednokrotnie kręte, doprowadziły mnie do oazy, której nazwę jak na razie dla siebie tylko zostawię, aby innych nie przyciagac i miejsca wskazywać na tyle uroczego co i bezludnego. Oto zdjec kilka utrwalonych, nie jak drzewiej bywało na kliszy formatu 4:3, a matrycy, która sporo juz widziała i gdyby mówić jeno mogła... zaprawdę powiadam Wan niejedno by...
Siedzę sobie dziś w przedziale, no i ludzi garstka przy mnie, każdy ma po swej torebce, albo większej ciut walizce. No i Pani co przede mną sobie czyta też Newsweeka, a Pan starszy co po prawej krzyżóweczki rozwiązuje, coraś głośno się zapyta, gdy pomysłu potrzebuje. No i Pani z małym brzdącem, co opycha się drożdżówką. No i rusza ów ten pociąg, i na chwilę jakby wszyscy poruszyli się nieznacznie. I czas mija odliczany tym powolnym „to tak toto tak”. I mijamy bory lasy, miejscowości, wioski, miasta. No i nagle drzwi przedziału, ktoś otwiera sprawnym ruchem. Widać głowę, na niej czapkę, no i torbę przewieszoną, dyndającą gdzieś na boku. - O dzień dobry – on powiada – bileciki proszę bardzo.
Każdy zaraz tam w swych przepastnych kurtach, płaszczach, torbach, torebisiach i saszetkach wyszukuje ten swój bilet i podaje temu Panu, co to czyta je z mozołem i coś kreśli długopisem. - Czy Pan pali? – ja się pytam - Że co słucham? – odpowiada zaskoczony tym pytanie, - No czy pali Pan, bo chcę chwilę Panu zająć, a tak paląc można wiele rzeczy przecie od innego się dowiedzieć – choćby paląc w toalecie - Nie, nie palę proszę Pana, ale czasu mam dość wiele – odpowiada lekko śmiejąc się w kącikach
Wychodzimy, i korytarz, wąski bardzo, opieramy się o okno, a ja patrząc się na niego zapytuje się w ten sposób:
- Niech Pan powie mi dlaczego… ach dlaczego jest Pan właśnie konduktorem i bilety tak wciąż sprawdza, to sprzedaje, to użera się z innymi? - Mój złocieńki – tak się do mnie zwraca czule - ja nie zawsze byłem właśnie konduktorem, jako widzisz mnie tu teraz. Ja Ci byłem maszynistą i nie tylko, oj nie tylko! - Maszynistą! Toć na naprawdę? - No aż pewnie, że tak było. Kiedy byłem małym chłopcem to mój dziadek, słodki Józio, zrobił z drewna, mnie małemu, taką małą kolejeczkę, co to miała dwa wagony, tender mały i tą właśnie, zaraz z przodu napędzaną gumką z dętki przecie, lokomotywe. Ja do dziś mam ją, no i ona zawsze ze mną. Wtedy właśnie u mnie w głowie, zrodziło się to marzenie, aby zwiedzać ten świat cały na pokładzie tej maszyny. I prowadzić ją po torach no i widzieć inne światy. Bo to inne czasy były, wtedy Panie, już przebycie setki z goła, kilometrów to wyprawa przecież była. No a dzisiaj samoloty, samochody, szybkie wszystko i każdego na to stać w przedbiegach. Wtedy to ja byłem Panem, jak wracałem z tych wojaży, to co miałem ja słuchaczy, niezliczone całe tłumy, tej gawiedzi, głodnej świata opowieści. Tygodniami to całymi, wtedy w domu mnie nie było. I widziałem bardzo wiele, nieskończone wręcz przestrzenie. Ale w końcu się i to, niespodzianie tak skończyło. No i potem – tu uśmiecha się znacząco – no a później to ja byłem, ach barmanem w tym wagonie-restauracji. Oj mój drogi, to co wtedy tam się działo, toż to była piękna gratka, tam pracować. Ludzi mnóstwo, rozgadanych, i ciekawych, i radosnych, a i jakie tam sylwestry, ba, wesela też tam były. Dziś speluna to najczęściej ze zgrzewkami tylko piwa i batonów różnej maści. To nie dla mnie więc skończyłem i ubrałem ten to mundur, teraz chodzę bileciki do kontroli wciąż tak mówię sobie w kółko, no i ludzi to ja różnych na mej drodze tak spotykam.
- A marzenia proszę Pana – jakie ma je Pan na przyszłość? – pytam szybko, bo już widzę swoją stację i wychodzić zaraz muszę - No, wiedziałem, że Pan o to, w końcu się zapyta – i to mówiąc swoją ręką lekko klepie mnie po barku. Później kładzie rękę na nim no i mówi lekko głowę przybliżywszy - Ja to chciałbym w małej dziurze, gdzie pociągi jeszcze chodzą, maluteńkie mieć mieszkanko nad tą ludzi poczekalnią i nad kasą kolejową. Zawiadować tą przystanią, tą malutką czasu chwilą, zapomnianą gdzieś na boku.
Pociąg staje, pisk ja słyszę, drzwi otwieram, ach z niemałym to wysiłkiem, i wychodzę, wiatr wciąż wieje, no i padać już zaczyna. Więc zapinam tuż pod szyją, mój ten polar wierny stary, no i kaptur też zakładam, no i znikam gdzieś w podziemnym brudnym przejściu, pod torami. Znów wychodzę na powierzchnię no i widzę, gdzieś na ścianie, sprayem tu maźnięte miernie, „miejcie rozum, swoje oczy no i serce pełne wiary” i z kieszeni też wyciągam swoją puszkę z farbą ciemną, nią potrząsam, kapsel ściągam, dopisuję „a do tego powołanie i marzenia - ślepi głupcy i maszkary”. I on patrzy widzę z okna, no i widzi, no i czyta, no i chyba się raduje, ja mu na to wiernym sprayem stojąc prosto salutuje.
Kiedyś przeżyłem miłość prawdziwą Poznałem ją w piaskownicy Na imię miała Ania Lepiliśmy razem babki i kroiliśmy dżdżownice na zjeżdżalni Bawiliśmy się w mamę i tatę Skradłem jej za garażem pierwszy pocałunek Dziś ją spotkałem - jest prawnikiem w kancelarii Już dawno nie bawilismy się w lekarza - do niej mówię Mam w domu dużo zabawek – odparła Nie kłamała
Witajcie wszyscy tu zebrani przed odbiornikami internetu!
Dziś przed Wami nową Szufladkę otwieram! Nazwa jej prosta zaprawdę, a zarazem dająca do myślenia tyle, na ile każdego z Was stać. Od niektórych będę oczekiwał więcej w tym temacie, także uważajcie i na baczności się miejcie!
"Sverige, co ja to robie?" (dla języka szwedzkiego nieznających czytamy to "Sferje, co ja tu robje")
W szufladce tej od lat wielu skrycie ukrywanej w zapomnianym, ciemnym i zakurzonym rogu strychu, będziecie mogli znaleźć wiele życia spostrzeżeń, człeka, który w trochę innym świecie się znalazł, a że postrzeganie rzeczywistości jego nieco inne od przyjętych kanonów jest (czego już świadkami byliście niejednokrotnie) odnajdziecie tu życia prawdy ręką szamana pisaną. Z rzędu liter czytanych wyłoni się nie tylko ironia, słów gra, lecz również wymiary inne. Być może nie zawsze do końca zrozumiałe, lecz czym jest zrozumienie w obliczu, przeżyć wciągających jak gra wiolonczelistki, ponieważ
"…oczywiście, że najłatwiej czytać cudze, nie bójmy sie tego określenia - ciekawe, nazwijmy je nawet po imieniu - wciągające dzieje, które nie tylko przeszywają na wskroś błyskotliwością twórcy, zapierając dech w piersiach obu czytacza, ale również sięgają głęboko do dawno ukrywanych przed światem uczuć, grając na nich niczym zgrabna, długowłosa (bo jak zgrabna to długowłosa, tak?) wiolonczelista z rozstawionymi nogami. Figlarność, zmysłowość oraz melodia zlepianych słów wciąga jak jej gra i tak na prawdę nie wiadomo, czy słuchać tej muzyki, czy patrzeć na przykrywające twarz włosy z nadzieją, że zobaczy się ”ten” błysk w oku, czy wpatrywać się w instrument pomiędzy te nogi wstawiony. Nie piszę tu, że jedwabna sukienka czerwona na wiolonczelistce wysoko do połowy ud obu zaciągnięta, bo wiem, że wyobraźnie macie. Nie pisze też, że słup światła oświetla ją tylko zza jej pleców, a cień pada na gapiowate spojrzenia, bo Wy to przecież widzicie. Wszystkie opisywane tu wydarzenia i doznania niejednokrotnie są powodem rozkojarzenia, rozmarzenia, wściekłości, a nawet pewnej niemożności. A takich to właśnie koncertów jesteście świadkami, ba uczestnikami nawet. Bilety wysprzedane, dzwonek jeden, drugi i trzeci. i...światło gaśnie powoli, chyba za wolno, bo jeszcze ktoś kaszlnie, jakby wcześniej wykaszleć sie nie mógł, jeszcze poprawi się w fotelu, a marynarkę odepnie, a to zapnie z powrotem i ... fryzurę swoją jakaś pani sobie poprawi na grzywce, o tu własne te dwa włoski jej opadły, choć i tak nikt jej widzi i ... jeszcze jakiś gapa spóźnialski wpadnie na widownie i potknie się o schodek mały .... i ....cisza.... "
Tenskwatawa - "Tatrzyk w miastku upadłym" str. 234
Dziś z niemałym trudem otwieram szuflady czeluście. Zastałe prowadnice skrzypią przeraźliwie tą teatralną ciszę, z cytatu powyższego, przerywając, płosząc gołębie siedzące na dachu. Słup światła padający z okrągłego okna u strychu szczytu, pada na rękę moją, do szuflady sięgającą. Moje palce błądzą, zaciągam się rześkim porannym powietrzem, pod palcami wyczuwam kształty, i powierzchnie, i chwytam wspomnienie, kartkę zwiniętą Pierwszą z Brzegu1. Siadam na podłodze z desek, drewnianej, opierając się o ścianę. Przybliżam kartkę do światła i oczu moich, w ręku ją unosząc, powieki mrużę i czytam…
c.d.n
1 Nazwa zastrzeżona dla łodzi żaglowej Tecumseha, która będzie stała tutaj:
Noszenie obrączek, a okazja do zdrady jak i rwania
2010-04-20 14:13:40
Temat tabu omijany przez wielu łukiem szerokim. Kolejny mit, który niezwłocznie należy wynieść na światło dzienne i zadać mu kłam, wbić sztylet oświecenia w jego tętnice, aby krwawiąc skonał, a konając oświecił nieświadomych. Aby przez tragizm jego śmierci obudzili się z ciemności niezrozumienia tunelu Ci co wchodząc do niego, bo tak wszyscy wokół robili, zagubili się w jego czeluściach, korytarzy niezliczonych labiryntu. Błądząc w półmroku jedynie zimnych i mokrych ścian dotykają, obijają się o siebie, wciąż szukając zagubionych wartości, może wrażeń wachlarza co to kolorów już na nim od dawna brakuje. Już sami nie wiedząc gdzie są, jak tu trafili, co tu robią i czy wyjść potrafią lub nawet próbę ucieczki podejmą. Nie trwóżcie się, nie lękajcie, Mój Brat zaraz bramę uchyli, z pewnością zawiasy jej zastane, lecz nikt tego zrobić za niego nie zdoła. A kiedy słup światła oślepi Wasze twarze, nie patrzcie na innych w radości ferworze, zerwijcie pajęczyny zapomnienia, które dopiero w tym świetle zobaczyć zdołacie i wyjdźcie, uwolnijcie się, zrozumcie, dajcie sobie ukazać prawdy inne, dla Was nowe…
Poniżej fragment przemowy mego brata Tenskwatawwy z dnia 12 poździernika 1999 roku, którą wygłosił na University of Chicago w stanie Illinois:
"Przez wielu z Was noszenie obrączki jest czymś co powie wszystkim dookoła, a w szczególności płci przeciwnej, zobacz mam kogoś, nie przytulaj się do mnie, nie che od Ciebie prezentów, jestem z tego niezmiernie dumna(y), nie próbuj mnie zaciągnąć do łóżka, nie chcę się z Tobą puszczać etc. Oj zaprawdę powiadam Wam, obrączka na Waszym palcu jest jak mniut dla osy, nektar dla pcioły, cukierek dla dziecka, ssanie piersi dla … niemowlaka.1 Ona na tym palcu serdecznym tkwiąca, blaskiem swoim mówi – ktoś zauważył we mnie coś szczególnego, co go przyciągnęło, nie jestem jakąś dupą wołową co nie potrafi prawdziwego barszczu białego na obiad przygotować i w krótkiej spódniczce go podać, jestem w łóżku oblatana i znam wiele pozycji, a 69 nie jest tylko poprzednikiem liczby 70, nie jestem z pewnością niedoświadczoną nieporadną dziewicą, którą trzeba wszystkiego nauczyć i powoli przekonywać do kolejnych wyuzdanych praktyk, potrafię kwiaty kobiecie ofiarować, czasem pozmywać i śmieci wynieść, a nawet wiersz napisać jak czegoś nagle potrzebuję. Obrączka przyciąga uwagę, kusi, namawia, jest najczęstszą pośrednią przyczyną zdrad, które zaczynają się od zauważenia jej na palcu u potencjalnego obiektu, celu, współtowarzysza późniejszych uniesień. Ale również może być nieocenionym orężem w poszukiwaniu prawdziwej miłosci, a nawet męża, żony, którzy z miłoscią nie zawsze są jakoś kojarzeni lub związani – o tych poszukiwaniach za chwilę. Jej brak zaś jest przypuszczeniem, że cieniusi ze mnie materiał na cokolwiek z powyższych wywodów – nie warto nawet klepnąć mnie w tyłek, ani polizać za uchem, czy przypadkiem otrzeć się w windzie.
Zatem teraz już od Was zależy czy tą obrączkę wciąż na palcu mieć, czy też z niej zrezygnować, na czas jakiś. Pamiętajcie zarówno w jej noszeniu jak i braku jest wielka siła przekazu ukryta. Wykorzystujcie ją tak jak chcecie, lecz wiedzcie jak to działa.
Howgh"
Słowa te, właśnie ponad dziesięć lat temu, trafiły do uszu jednych z najznakomitszych i najznańszych myślicieli ówczesnego świata filozoficznego. Tenskwatawa, został zaproszony ma nadzwyczajne sympozjum zwołane w trybie awaryjnym pod roboczym tytułem „Co począć z samotnymi mięczakami”. Miał w charakterze zabawiacza zatańczyć przed profesorami i adiunktami uniwersytetu Taniec Porzuconego Żółwia. Kiedy po jego zakończeniu i zgodnie z jego zamierzeniami i planami, kroki taneczne zawiodły go pod samą mównicę, wiedział, że to jego chwila, że to jego moment jedyny. Chwytając za mikrofon, wciąż lekko kołysząc się i podskakując w tańcu zaczął nucić melodię, która przeniosła wszystkich na sali w świat inny.
"Leć świetle prawdy, zanurz się w otchłani, Niech blask twój oślepi te ciemne niewiedzy skały Umocnij we mnie wiarę i siłę w to co czynię A nie zniszczy jej słowo złe niczyje Nauczyłem się poszanowania wolności innych Nauczyłem sie słuchać Serca i podążać jego drogą Nauczyłem sie słuchać Ciszy i Wiatru Jestem sam, do końca tak bardzo sam Ale znam innych, Tak jak i ja samotnych w walce, lecz silnych Już niedługo utworzymy konfederacje I staniemy razem, tu przed Wami By Bramy Do Światów Nieznanych Wam uchylać”
Po wymruczeniu2 tej, jakże wymownie przepięknej i bogatej w przesłanie oraz wielkie obietnice i zapowiedzi, poezji indiańskiej, która niemalże zahipnotyzowała wszystkich na wielkiej sali, wygłosił właśnie powyższe słowa o obrączce i jej znaczeniu. Teoria ta, następnie studiowana przez szereg lat, stała się podwalinami do doktoratu Tenskwatawy w katedrze zjawisk behawioralnych. Zostało przeprowadzonych wiele badań przez Koła i Organizacje Samotnych Serc, w tym właścicieli firmy „Pokochaj mnie, pomimo wszystko”, mających na celu obalić tezy wyrażone w przemówieniu Tenskwatawy. Jednak po przeprowadzeniu wielu prób statystycznych na tysiącu najgrubszych i najbrzydszych kobiet okazało się, że po założeniu przez nie obrączek miały przynajmniej trzy brania w roku. Podobnie z paskudnymi nadzwyczaj mężczyznami, nawet tymi bez kasy, grubymi i łysymi. Firma „Pokochaj mnie, pomimo wszystko”, robiąc nieziemskie pieniądze na znajdowaniu drugich połówek dla ładnych inaczej zaproponowała Tenskwatawie, w zamian za nienaświetlanie wyników badań i samej teorii wysokie honorarium wypłacane miesięcznie. Niestety, w tym miesiącu nie wpłynęło nic, zatem … resztę już znacie. Nadmienię jednak, w formie ciekawostki, że mokasyny, w których właśnie wtedy występował Tenskwatawa, przez lata kolejne były celem pielgrzymek ludzi samotnych, poszukujących prawdziwej miłości. Taniec w nich był niesamowitym przeżyciem, dawał poczucie spełnienia i wiary we własne siły, był źródłem wielu łask. Dziś mokasyny leżą w Białym Domu. Niektórzy domniemają, że to właśnie, tylko i wyłącznie dzięki tańcu w nich, w jednym, z pokoi Białego Domu, prezydent USA Nagrodę Pokojową Nobla otrzymał, bo jeśli nie, to jak do tego mogło dojść? – ale to jak na razie tylko pogłoski, przypuszczenia niepewne.
Howgh Tecumseh
-------------------- 1 inne okreslenia: gówno dla muchy, bzykanie dla trutnia, papier dla dupy, woda dla zupy, życie dla śmierci – oj no dobra pojechałem
Ano moi drodzy - wcale, że nie! Dziś jako przystało na tydzień nowy, który zupełnie pewnie nikogo nie zaskoczył, bo wcale od poprzedniego się jakoś szczególnie nie odciął i nie zróżnicował, chciałbym powołać się na motto dla Was nowego tutaj określenia, a mianowicie Tęsknotyczności*. Odsłonić je na nowo i postawić w jeszcze piękniejszym świetle, prawdy wiekuistej, jedynie słusznej i akceptowalnej jedynie przez największych. I jak bywało już dawniej nie raz jeden, po raz kolejny zadać kłam różnego rodzaju pogłoskom, czczym mrzonkom a niejednokrotnie stekom kłamstw, którymi jesteśmy faszerowani jak WieśMacami w McDonaldzie.
Pan Marek, dość mocno mylił się w tezie, o ważności dni, których jeszcze nie znamy. Nijako nabił w butelkę, ją później mocno kapslując, przez występów tysiące. Większość to kupiła, w nieświadomości przesłania. Ja bramy otwieram dziś dla Was po raz kolejny. Abyście nie błądzili i siebie, ani innych, nie oszukiwali. Nic czego nie znamy nigdy nie może być dla nas ważne. Dla każdego najważniejsza i jedynie istotna nie jest przyszłość, a tylko i wyłącznie przeszłość, to co było, co przez nasze życie się przetoczyło. To jak nas zmieniło i na jakie wybory nas nakierowało. To ona stanowi o tym kim jesteśmy. Teraźniejszości jest, bardzo ulotna, jest i nagle już jej nie ma – więc w ogólnej ocenie nie ma tak wielkiej wagi. Tęsknotyczność to właśnie część przeszłości, za którą tęsknimy i dopóki takową jest, dopóty możemy stwierdzić, iż nasze życie przyniosło coś czego nam dziś brakuje. Nie będę się dłużej rozpisywał bo każdy, kto to już zrozumiał, nie potrzebuje dalszych wywodów, a ten co nie zakumał, już niestety i tak nie podoła.
Howgh!
Samych Tęsknotycznych chwil Wam życzę! Bo dni, których jeszcze nie znamy, wcale nie są ważne!
---------------- *wyjaśnienie pojęcia znajdziecie tutaj
No właśnie wciąż „Kocham Cię”, „Kocham Cię”, „Ja też Cię Kocham”1. Ileż można i jak często to mówić i się powtarzać? Czy to, że powiem Kocham Cię nobilituje mnie w oczach moich znajomych, kolegów, przyjaciółek? Zaprawdę powiadam Wam nie!
Te słowa niestety powoli tracą na mocy i znaczeniu! I to właśnie przez Was – ich nadużywaczy. Wyznanie miłości za pośrednictwem tychże słów staje się powoli oklepaną i nic nie znaczącą kwestią – niemalże pospolitym beknięciem po obiedzie. Nie należy powtarzać jej w każdym momencie i przy każdej okazji i z byle jakiego powodu. Używacie ich w zamian takich słów jak cześć, jak się masz, wybacz, przepraszam i dziękuję! Dzisas! Jak sięgnę pamięcią jeszcze kilkanaście, a nawet kilka lat temu, były to słowa wypowiadane często potajemnie, gdzieś w odosobnieniu, czasem na ucho. I były zastrzeżone tylko i wyłącznie dla tych słów odbiorcy .„Kocham Cię” było wręcz święte, mistyczne, natchnione i przede wszystkim czyste, wypowiadane w chwili uniesienia Dziś niestety da się je słyszeć wszędzie, i przy każdej okazji - w pracy, na ulicy, w kawiarni, przy każdej rozmowie telefonicznej. A Ci którzy je wypowiadają w tak ostentacyjny sposób i to tak żeby wszyscy słyszeli nie zdają sobie sprawy, że właśnie podeptali swoją miłości i zatracili cząstkę siebie. Nie bądźcie egoistami! To, że kochacie nie czyni Was wyjątkowymi. Jak to zwykle u mnie bywa, nie zostawię Was z problem, lecz nakieruje na drogi, którymi podążajcie, otworzę bramę której progu przejść się nie zlęknięcie.
W mowie należy wykorzystywać odpowiednie do sytuacji i nastroju, czy też atmosfery słowa – nazwijmy je specjalnie dla Was - zamiennikami Kocham Cię – abyście lepiej zrozumieli tematykę. Jest ich naprawdę wiele, choćby:
Cały dzień o Tobie myślę
Brakuje mi Ciebie
Pragnę Cię
Mój świat to Ty
Tęsknię za Tobą
Czy z innej półki
Usiądź mi na kolanach
Przytul Kropka
A może tuli, tuli
Chcę poczuć jak pachniesz
Albo bądźcie kreatywni i wymyślcie sobie coś oryginalnego, znanego tylko Wam – taki kod - hasło2
No i teraz równie istotne – najczęstsza i największa wtopa i masakra obyczajowa to mówienie „Kocham Cię” po skończonym seksie. No niech to cholera, szlak jasny! Co to w ogóle jest? Nagle się przypomniało o miłości? Z kija zeszło to se przypomniał, miała orgazm i się obudziła? A jak jeszcze po tym dochodzi pytanie: „Dobrze Ci było?” (czyt. niezł(a)y jestem?), jakby to konkurencja jakaś była? Dobrze, nie dobrze, lepiej, gorzej – na wykresie trzeba zaznaczyć? W takich sytuacjach wartość Waszych akcji, nawet na rynku wtórnym, spada jak w 1929. Słuchajcie uważnie, bo powtarzał się nie będę jak katarynka na Krakowskim Rynku. O dobrym seksie nie znaczą wcale słowa „Kocham Cię” przed ani po. Do czynienia z dobrym seksem mamy w przypadku wystąpienia przynajmniej jednej z sytuacji:
Po wszystkim nawet sąsiedzi wychodzą na papieroska
Gdy kobieta wypowiada:
"Zaschło mi w gardle - przyniesiesz mi coś to picia" – jęki, piski, krzyki, woalnia Bierz mnie, Mocniej, Jestem Twoja, O tak mi rób - mogą być przyczyną suchości w gardle
"Muszę poleżeć chwilę, kręci mi się w głowie" – było dobre orbitowanie nie wiadomo, gdzie góra gdzie dół
W przypadku faceta, jeśli zaśnie on w przeciągu kilku minut, nawet nie zdążywszy przynieść Ci tej wody, lub nawet zejść z Ciebie – potraktuj to jako największy komplement3 – wyjdź spod niego, ściągnij szpilki i pończochy i też się obok niego połóż. A zasypiając zaplanuj następny numerek, co na siebie włożysz lub czym go zaskoczysz – bo nic nie jest lepsze, w miłości dla faceta, niż oddana mu i kreatywna nimfomanka4.
Niech „Kocham Cię” nie będzie Waszą codziennością, ale codzienność miłością
Howgh
-------------------- 1 slowa nie odnoszą się do bardzo ostatnio popularnej kwestii okrojonej - „Ja Ciebie też” - gdyż są zwrotem obronnym na słowa „Mam Cię gdzieś” 2 to opcja dla zaawansowanych, czytających blog od dłuższego czasu 3 o innych komplementach i ich zastosowaniu przeczytasz tutaj 4 za WET (Wielka Encyklopedia Tecumseha) nimfomanka – kobieta pragnąca tak często seksu jak normalny mężczyzna
Coraz częściej docierają do mnie informacje, że ten mój albo ta moja to taki - taka o mnie zazdrosny - zazdrosna. A sposób w jaki jest to wyrażane niemalże trąci o dumę. Obnosicie się z tym jakby to jaka radość była i powód do zadowolenia. Jeśli tak myślicie, to do przywalenia w Kielich Rozczary, zaprawdę nie jeden krok, ale jego połowa. Pierwszymi objawami takiego zachowania mogą być wypowiadane kwestie:
-Jaki on jest o mnie taki zazdrosny, chce bym była przy nim zawsze i wszędzie -Tak mnie kocha, że nie mogę wyjść z domu wieczorem na szachy1
Zazdrość w jakimkolwiek związku hetero czy homoseksualnym jest przejawem braku zaufania w całym tego słowa znaczeniu, a tym samym braku miłości, gdyż zaufanie jest podstawą miłości, bez której ta ostatnia nie ma prawa istnieć. Nie mówię tu oczywiście o zjawisku „zazdrości zdrowej”, na przykład w sytuacji kiedy dowiadujemy się, że komuś się lepiej wiedzie, że awansował, więcej zarabia, ma ładniejszą żonę lub bogatszego męża. Takie przejawy są oczywiście zdrowym przejawem naszej natury i tylko patrzeć jak przerodzą się we wścibstwo, złość, wrogość. Będziemy się starać zrobić wszystko, aby osobie, której wiedzie się lepiej od nas i wydaje się być szczęśliwszą, wbić sztylet w plecy, upodlić, zmieszać z błotem, porysować gwoździem auto, tudzież podebrać męża lub odbić kochankę. Taki przejaw zazdrości zawsze warto pielęgnować, gdyż motywuje nas do działań i nie ma nic wspólnego z zazdrością w partnerstwie.
My dziś zajmiemy się innym rodzajem zazdrości - zazdrości będącej jawnym przejawem braku zaufania, czyli w konsekwencji brakiem miłości. Jeśli Twoja ukochana nie pozwala Ci wyjechać na spływ kajakowy, przegląda Ci komórkę w celu odszukania wiadomości od nowej pielęgniarki z wewnętrznego, a Twój mąż po kryjomu przeszukuje Ci torebkę i zagląda w pocztę mailową – wtedy niechybnie masz już założone kajdanki / kule u nóg obu / obrożę z łańcuchem2. Być może na początku będzie sprawiało Ci to przyjemność, że obiekt Twoich westchnień, tak mocno chce Cię mieć przy sobie.3 Lecz z upływem dni, miesięcy, lat będziesz wyschłą osiką siedzącą przy telewizorze, bez znajomych, bez kochanek, nie wiedząc nawet co to są komary gryzące w tyłek na spływie, kiedy zatapiasz się w cudne ciało przewodniczki prowadzącej Ciebie i Twój kajak po odmętach rzeki o nurcie rwącym4.
O tym, że zazdrość w żaden sposób nie jest powiązana z miłością udowodnię naukowo metodą nie wprost. Załóżmy, że na prywatce na którą się wybraliście razem, po kilku drinkach, dobrej zabawie, kiedy to zbliża się już ranek odnajdujesz w małym pokoiku, na pięterku, swoją ukochaną parzącą się z przystojniejszym od Ciebie gościem, wijącą się w napadzie rozkoszy, drżąca pod nim z upojenia, lub widzisz swojego misia, którego smakuje inna, a on trzymając ją za głowę dociska do siebie coraz mocniej. W zależności od swoich przekonań, zapatrywań, atmosfery albo wychodzisz trzaskając drzwiami i tracisz zaufanie do swojej miłości. O straceniu zaufania można będzie przeczytać niebawem. Albo przyłączasz się do zabawy i wspólnie współdzielisz się swoją ukochaną lub ukochanym. Zauważ, ze w żadnym z momentów nie odczuwasz zazdrości. Zatem wniosek - zazdrość nie jest powiązana w żaden sposób z miłością i oba uczucia się nawzajem wykluczają..
Podsumowując, jeśli Twoja miłość jest o Ciebie zazdrosna, znaczy nie kocha Cię, ponieważ Ci nie ufa. Zostaw ją, odejdż od niego
Howgh
------------------- 1 w tym kontekście chodzi o balangę z kumplami z elementami orgii, lub też orgię z elementami imprezy – do wyboru 2 nie chodzi tu o kajdanki skórzane lub różowe służące do przypinania partnera do łóżka, ani kulki gejszy, ani o obrożę z ćwiekami 3 odnosi się do tych, którzy nie czytają tego ... nie czarujmy się trochę innego blogu 4 przenośnia taka z tych dosadnych