Błogie chwile bez telewizora

2010-10-22 03:32:08

Ostatnie trzy dni i noce spędziłem jako pacjent w Oddziale Urologicznym Szpitala Wojewódzkiego w Lublinie, w którym w latach dziewięćdziesiatych byłem przez 5 lat, 1 miesiąc i trzy dni dyrektorem.  Ale nie to jest najważniejsze, ani też przypadłość, która mnie tam zawiodła. Ani nawet życzliwość moich przyjaciół, lekarzy i pielęgniarek, którzy - o dziwo ! - nie przeklinają byłego dyrektora. Kiedyś, jak będę jeszcze żył, a mam dopiero 57 lat, opowiem o tym więcej i szerzej.

Najważniejsze było to, ze w trzyosobowej sali, a nie tam w żadnej izolatce dla VIP-a, żaden z moich towarzyszy cirpeinia ani na chwilę nie włączył telewizora. Choć wystarczyło wrzucić tylko dwa złote. Nawet pojedynek Realu z Milanem w Lidze Mistrzów nikogo z nas nie skusił. Moi dużo młodsi sąsiędzi, obaj z cięzkimi schorzeniami układu moczowego, po operacji i litotrypsji, dzielnie walczyli z bólem. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie śledziłem od rana, kto się na kogo teraz nabzdyczył, kto z kim definitywnie zakończył znajomość, a kto pomimo długoletniej przyjaźni stoczył się na dno i do syta karmi się inwektywami i nienawiścią.

Wszyscy trzej dostaliśmy na noc estazolam, który jak wiadomo działa nasennie, zmniejsza pobudliwość emocjonalną, działa uspokajająco i przeciwlękowo. Co więcej, preparat działa rozkurczowo na mięśnie i wykazuje działanie przeciwdrgawkowe. Rewelacją jest jego nasenne działanie leku po pół godziny od momentu jego zażycia.

Ale niestety wszyscy budziliśmy się, kiedy to pielęgniarki o 5:40 zaczynają swój poranny kontredans, bezceremonialnie robią iluminację na salach, wręczają termometry, pytają o osobiste glukometry i mierzą ciśnienie. Ale i to jakoś przezyłem ............

Ktoś z nas nagle włączył radio i  ............ się zaczęło na nowo!

Po wczorajszym morderstwie w Łodzi politycy wszystkich opcji powinni zadać sobie pytanie! Czy nie dosyć już martyrologii, czy nie dosyć rozdrapywania ran i ciągłych modlitw nad ofiarami. Czy naprawdę musimy wszyscy tkwić w zaczarowanym kręgu samobiczującego się Narodu; kręgu winy i pokuty, którą narzuca nam Osamotniony Przez Brata Jarosław! Jak długo będziemy odmawiali nieustanny bałwochwalczy różaniec i modlitwę za odkupienie niepopełnionych grzechów?! Jak długo wierzyć będziemy, że jesteśmy komuś coś winni?!

I wreszcie jak długo my wszyscy zamiast stać się sprawcami i beneficjentami pozytywnych zmian w Polsce będziemy niemymi obserwatorami tego spektaklu! Ile jeszcze ofiar będzie trzeba ponieść, abyśmy wszyscy zrozumieli, że mając tylko jedno życie chcemy przeżyć je w normalnym, spokojnym i zasługującym na szacunek kraju. Jedynym sposobem rozwiązania wojny polsko-polskiej jest sytuacja, gdy jedna ze stron nie odpowie agresją na agresję, ale wstrzyma się i nie odda ciosu.

A zresztą, w czasach trudnych należy zachować humor i dystans! I właśnie to mnie trzyma!



Nie dodano kategorii

Komentarze: 0

Nie dodano komentarzy.

Dodawanie komentarza