Krzyżem w żądzę władzy
2010-08-19 21:12:33
Miałem nie pisać o sprawie tzw. krzyża, bo nigdy nie drwiłem z ludzi, którzy chcą się modlić. Ani z tych, którzy gromadzą się w majowe popołudnia wokół przydrożnych Krzyży i kapliczek, aby odmówić modlitwę różańcową. Ani z tych, którym Koran nakazywał się modlić pięć razy dziennie, a którzy przez trzy lata byli moimi pacjentami i współpracownikami w ortodoksyjnie muzułmańskiej Libii. Ani z tych prawosławnych pielgrzymów, którzy najpierw pokonują wiele kilometrów, aby potem z ufnością i nadzieją modlić się w cerkwi na Świętej Górze Grabarce, którą wcześniej trzykrotnie obchodzą na kolanach. Podobno na górze stoi już ponad 10 tys. krzyży. Nie śmiem drwić również z tych, którzy wcale nie chcą się modlić. I nie będę drwił z nikogo, kto ceni swoją wolność i docenia moją.
Ale krew mnie zalewa, kiedy faceci, którzy już drugi raz z rzędu przerżnęli wybory i nie mają już szans zakuć w kajdany niejednego lekarza, podpuszczają biednych i skołowanych ludzi do uczczenia pamięci beznadziejnego prezydenta, z którego drwiło pół Europy i który był owszem bohaterem, ale niewybrednych kawałów.
Uważam więc, że ten Harcerski Krzyż powinien zostać pod Pałacem jako ostrzeżenie dla wszystkich polityków pokroju LK, którego żądza władzy doprowadziła do bezsensownej śmierci 95 Bogu ducha winnych ludzi. Tyle i tylko tyle.
