Memento dla pochodu samowykluczonych

2011-12-13 22:42:49

W nocy z 12/13 grudnia 1981 roku pełniłem dyżur chirurgiczny w szpitalu w Lubartowie. Noc była spokojna, choć bardzo mroźna. Karetki z chorymi rzadko kursowały. Zdrezmnąłem sie trochę, przed siódmą rano obudziała mnie pielęgniarka z krzykiem : Wojna, panie doktorze? Pomyślałem sobie : zwariowała pewnie z tego przemęczenia. Ja, wówczas 28-latek, w dodatku przewodniczacy szpiatalnej "Solidatności" uważałem, że wszystko nam sie uda i nikogo nie należy się bać ... Byłem naiwny. To bo było potem wspominam jak zły sen.

Mija właśnie trzydzieści lat. Dziś to mój syn pełni dyżur laryngologa w jednym z lubelskich szpitali. Czy coś się zmieniło od tamtego ponurego poranka? Czy warto biegać po warszawskich ulicach i rżnąć patriotów, domagających się powrotu suwerenności i niepodległości, a tak naprawdę to rozruby na całego. Ja zamiast maszerować, pytam o to samego siebie. Od kilkunastu dni w internecie wrzało i zapowiadano wielkie przebudzenie narodu, który ma rzekomo dość rzekomego zniewolenia ze strony rządzących. Istna Wiosna Ludów. Niestety dla organizatorów przy Marszu Niepodegłości liczebnościowo wyszło bardzo słabo. Z jednej strony chciano upamiętnić zmarłych w okresie PRL, z drugiej próbowano załatwić wszystkie inne sprawy związane z bieżącą polityką - Smoleńsk, gospodarka, Sikorski, Tusk, komuniści - totalny bigos na dodatek bardzo kiepsko doprawiony. A czym się na pochodzie samowykluczonych nie pasjonowano?

Wizerunek ochrony zdrowia w minionym dwudziestoleciu jest całkowitą porażką elit politycznych od prawa do lewa, wydoroślałych po, w gruncie rzeczy udanej transformacji ustrojowej w Polsce. Zdrowie ciągle nie stało się kategorią polityczną. Ani dzięki trosce o jego ochronę ani jej zaniedbaniom nie wygrywa się ani nie przegrywa wyborów. Szalę goryczy przelewa fakt, że szpitale nie stały mekką dla chorych, lecz bastionem zatrudnienia dla pracowników chronionych przez związkową pajęczynę, umacniającą chore status quo. Niewątpliwym dobrodziejstwem dla chorych jest dostępność polskiej medycyny do szerokiego wachlarza leków i środków opatrunkowych z całego świata, czego nie zapewniała komuna. Nie sposób nie zauważyć pojawienia się najnowszych technologii diagnostycznych, choć ich wykorzystanie i rozmieszczenie pozostawia wiele do życzenia. Mamy piękne nowe szpitale, ścigające się w prasowych rankingach, ale mamy również stare szpitalne rudery, utrzymywane ze strachu przez gniewem lokalnych kacyków i krzykaczy. Nie pomagają w pozytywnych przemianach organizacje konsumenckie i korporacje zawodowe, które po świetnym starcie we wczesnych latach 90-tych przeżywają obecnie kryzys przywództwa i autorytetu. Lekarze ogniskują swoje zainteresowania niemal wyłącznie na własnym rozwoju zawodowym i powodzeniu finansowym, coraz mniej z nich angażuje się w sprawy publiczne. Środowisko lekarskie i pielęgniarskie jest bardzo podzielone. W każdym razie zbieżności interesów profesorów i stażystów nie dostrzegam. Wyjątkowo wredną robotę wykonują lekarze kupieni przez NFZ, do tworzenia przepisów często upokarzających innych lekarzy i tworzenia barier i zapór w dostępie już mocno skołowanego społeczeństwa do tzw. służby zdrowia. Przewiduję, że ich rola w tle nadchodzącego kryzysu jeszcze bardziej się wzmocni. W roku 2012 oczekiwałbym całkowitego odpartyjnienia kierownictw szpitali. Czy mogę na to liczyć? Chyba, że znowu będę naiwny.

 

 

 



Nie dodano kategorii

Komentarze: 0

Nie dodano komentarzy.

Dodawanie komentarza