Wyjazdy kształcą
2011-02-02 01:18:44
Właśnie podróżowałem autem w samotności na długiej trasie i do woli nasłuchałem się radia. Już w okolicach Magdeburga złapałem bez trudu Radio Maryja. Wiem, że nikt rozsądny nie wpuszcza żółci do swojego domu ale, ja zaprosiłem do samochodu prezesa Kaczyńskiego. Dlaczego? Jak każdy człowiek o skłonnościach masochistycznych lubię go słuchać. Ćwiczę wtedy dzielenie - na cztery - każdego zdania szefa. Bo ma rację, mówiąc, że rola pełnomocnik rządu do walki z korupcją Julii Pitery jest „bardzo specyficzna i ociera się o śmieszność”. Kaczyński nie kłamie wypominając premierowi Tuskowi, że zmienił zdanie w wielu sprawach. Ja też zdanie zmieniam, ale to nie o mnie tam była mowa. Słuchałem go wytrwale prawie przez godzinę. Tylko skoro prezes nie zwariował, dlaczego większość go lekceważy, olewa, wyśmiewa się z jego wzrostu, stanu cywilnego, kota Alika, lub się wręcz go obawia? Żeby nie powiedzieć, że nawet aż 56% zwolenników Platformy się go boi …
Tyle jest spraw, za które rządowi, na który głosowałem należy się publiczna chłosta. Celowo piszę, że głosowałem, a nie popieram lub nie, ponieważ moje osobiste poparcie nie żadnego znaczenia ani niczego teraz nie zmienia. Ale żyję tu i teraz, więc „nic-nie-robienie” w ochronie zdrowia, majstrowanie przy OFE albo podnoszenie zamiast obniżania podatków, na swój sposób przeżywam. Dziwię się, że PiS nie chce na tym skorzystać. Mógłby spoważnieć punktując krętactwa PO, ale woli stać nad grobami smoleńskimi, rozpamiętywać podróż Fotygi i Macierewicza po USA i to ciułanie przez nich rzekomo ważnych rozmówców. Wreszcie przestaję współczuć Marcie Kaczyńskiej, a zaczynamy czuć absmak, kiedy porównuje ona wypadek lotniczy, który zabrał jej oboje rodziców do „drugiego Katynia”.
Chyba zwolna do lamusa odchodzi epoka PO-PiS-u, który powstał w 2005 roku, aby działać razem, ale nigdy się ze sobą nie połączył. Dziś bohaterowie tamtego sporu już nikogo nowego chyba nie uwiodą. Choć domunych przechwałek z obu stron nie brakuje. Tak, czyli nie ... Nie, czyli tak - to stereotypowe komentarze z obu stron. Janusz Palikot pisze na swym blogu, że „obie partie są jak stara wykładzina w turystycznym hoteliku; poplamione, ze śladami petów, rozlaną colą i kapslem po nie wiadomo czym”. Zobaczymy wkrótce, czy Palikot jest jasnowidzem czy niepoprawnym marzycielem, któremu przewróciły w głowie zarobione wcześniej pieniądze ; a może wyrafinowanym cwaniakiem i kolesiem Bronka i Donka, któremu znudziła się już polityka? A może zwyczajnym, przyzwoitym człowiekiem, który nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Czy brak nadziei na lepszy świat zalewa serca Polaków bez reszty ocean obojętności? Żadne sondaże tej fali niby na razie nie pokazują, ale każdy z nas widzi, że … KOŃ JAKI JEST ..
Kiedy zbliżałem się już do kresu podróży, dowiedziałem się z Innego Radia, że nowocześni, pełni zapału i optymizmu ludzie, nie związani do tej pory z polityką, ale żywo interesujący się sprawami naszego kraju, 3 lutego ruszają spod Uniwersytetu Warszawskiego z pomarańczowymi wstążeczkami, by ogłosić „Dzień bez Smoleńska”!
Chyba nie pojadę, bo znowu czeka mnie wyjazd. Niby krótki, jednodniowy przez Krosno, Jasło do Gorlic. Ale w aucie przypnę sobie wstążeczkę i znowu włączę sobie radio. Podobno Toruń na UKF wchodzi tam prawie domyślnie. Więc znowu się odezwę.
