(Bez) wizy do USA
2010-12-10 02:32:39
Prezydent RP Bronisław Komorowski, jak każdy Polak musiał się sporo nabiedzić, żeby dostać się do USA w oficjalnej podróży dyplomatycznej. Strach - rany boskie! Kilkunastogodzinny lot samolotem rejsowym przez ocean to jednak nic w porównaniu z formalnościami jakie musiał spełnić Komorowski zanim postawił nogę w Ameryce. Okazuje się, że prezydent nie został zwolniony z obowiązku wypełnienia wniosku o wizę. Odpowiadał na pytania czy jest chory psychicznie, czy jest narkomanem albo prostytutką.
Nie jeden raz latałem do Stanów i zawsze odpowiadałem na te same idiotyczne pytania co mój Prezydent Komorowski. Po raz pierwszy w 1976 roku na granicy kanadyjsko-amerykańskiej w stanie Vermont jakiś umundurowany i nadęty gnojek zapytał mnie, czy mam więcej niż 1o tysiecy dolarów. Wracałem wówczas z olimpiady w Monterealu i jechałem na obchody Bicenntenial. Dolarów miałem wtedy w sumie 34. Ale lat miałem wtedy 23. Ale to było kiedyś. Myślałem, że coś sie w tej sprawie zmieniło, czyli wszystkim przybyło poczucia realizmu i ubyło śmiesznośći. Padła przecież do cholery Żelazna Kurtyna.
W 1993 roku bez żadnych ceregieli już jako tzw. solidarniośiowy dyrektor szpitala w Lublinie poleciałem na studia menedżerskie do Stanów. Kiedyś o tym wiecej napiszę, bo tam po raz pierwszy poznałem ekonomikę ochrony zdrowia.
W 1996 roku dostałem wizę do USA ważną na 10 lat. Zanim mi ją przyznano, zadano mi kupę idiotycznych pytań. Urzędnik w amerykańskiej ambasadzie w Warszawie o jednoznacznie hinduskiej aparycji pytał mnie niecierpliwie, czy lecę .... do lekarza, co będę u niego robił i czy będę się tam leczył oraz czy - nie daj Boże - będe u niego lub z nim pracował? Leciałem wówczas, zresztą jako oficjalny gość na Jubileuszowy Zjazd Polskich Lekarzy w Chicago. Chyba uratowała mnie bardzo dobra znajomość angielskiego. Nigdy później tej wizy nie przedłużyłem, choć zachęt i zaproszeń do Stanów i Kanady mam bardzo wiele.
Wystarcza mi teraz swobodne podróżowanie po Europie, gdzie na lotniskach i starych granicach nikt mnie nie upokarza i nie każe mi się z czegokolwiek spowiadać. Nawet w Norwegii i Szwajcarii, które mają gdzieś naszą Unię Europejską. Co więcej mogę sobie latać do Kanady, a stamtąd ....
Nie,nie - nie obawiajcie się! Nic z tych rzeczy! Nigdzie się narazie nie pojawię z nienacka!
Kiedyś moje pokolenie opowiadało sobie pasjami kawały o Ruskich i ich siermiężności. W dobrym tonie było z tego się śmiać i drwić! Obawiam się, że pokolenie moich wnuków będzie sobie dworować z tych, w których ich naiwny dziadek Marek lokował swoje złudne nadzieje. Niestety, będą wśród nich Amerykanie. Ci prości i ci możni.
