Konkurs piękności i ściemy

2012-01-28 00:10:57

Znowu Sejm stracił cały dzień na burdy w wykonaniu koalicji PiS-SLD. Te komuchy nie mają niczego do zaproponowania, tylko jęki i pretensje. Brak profesjonalizmu górą. To nie na Arłukowicza powinno się patrzeć. Każde nowe prawo narusza czyjes interesy. Ustawy nie robi się z dnia na dzień, trzeba dłuższego zastanowienia. Dlatego trzeba ludzi przekonywac, wyjasniać, tłumaczyć, nie tylko mówić, ale rozmawiać. Uspokoić nastroje, a pozniej wprowadzić zmiany. Bo jak nie, to ma się to się ma. To poprzedni minister Ewa Kopacz forsowała te ustawę i na niej powinniśmy się skupić. Może na dr. Ewie owszem, ale przede wszystkim na opozycji, która nie zrobiła nic, zeby w ustawie wyeliminowac bzdurne i niedobre zapisy. Polecam stenogramy z posiedzen sejmowej komisji zdrowia z 2010 i 2011, debatujacej nad projektem ustawy, ktorej przewodniczacym był dr Bolesław Piecha, tak ostro krytykujacy obecna ustawę.

Ale szczęście jeszcze raz usmiechnęło się do Donalda Tuska. Znalazł się kozioł ofiarny. Co więcej, sam sie zgłosił i sam ochoczo wziął to wszystko na klatę, jak na farbowanego lisa przystało. Nikt Arłukowicza do zmiany barw partyjnych i poglądów na sprawy ochrony zdrowia nie zmuszał. Ma to, czego bardzo pożądał. Jeszcze rok temu z ław SLD wściekał się, że ustawa jest be, a jak został ministrem to okazała się cacy. Fałszywy karierowicz dla stołka i forsy bez honoru. Ciekawy przykład, jak ambicja i przekonanie o własnej wartości, może nawet doskonałości, zabiły cały rozsądek inteligentnego przecież człowieka. Arłukowicza można traktować jako chodzącą przestrogę przed uleganiem takim słabościom.

Co zawiodło? Niepowazne traktowanie roboty i sztuczna zgoda między kolesiami, ktorą można zasłonić istotę problemu. Ale pamiętajmy, że tych kolesiów wybrał naród. O skali sukcesu niech świadczy zachwyt pacjentów, entuzjazm aptekarzy i wdzięczność lekarzy dla twórców dla "reformy". Zresztą, szkoda gadać.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Za(rząd)zanie lekową zadymą

2012-01-08 17:10:27

Wojna rządu z lekarzami przystraja się w coraz to nowe zbroje, choć bitewne odgłosy niekoniecznie będą już tak donośne jak w ostatnich dniach. Idea wprowadzenia nowej ustawy refundacyjnej była prosta – chodziło o ograniczenie wydawania publicznych pieniędzy na leki, a nie obniżenie cen leków, jak powtarza w kolko minister Arłukowicz. To oszczędności budżetowe usztywniają stanowisko rządowe wobec lekarzy. Czas leci, a ludzie przy okienkach aptecznych płacą 100%, albo nie wykupują leków, czyli ich nie przyjmują, często nie wspominając o tym ani słowem swoim lekarzom, bo się po prostu wstydzą swojej biedy.

Przy okazji do ustawy wprowadzono wiele innych, często kontrowersyjnych zapisów, które kompletnie zmieniają dotychczasowa politykę lekową. Centrum decyzyjne tej inicjatywy znajduje sie w trójkącie : Tusk - Rostkowski - J.K.Bielecki, wspomaganym przez Ewę Kopacz i Jacka Paszkiewicza i działa zgodnie z filozofia i metoda zarządzania przez kryzysy. Bartosz Arłukowicz jest wrobiony w całą tę sprawę i miota się jak noworodek. Zresztą nie ma go teraz za co żałować.

Metoda zarządzania przez kryzysy ma swoich entuzjastów, zwłaszcza w osobie Jana Krzysztofa Bieleckiego, najbardziej zaufanego człowieka Donalda Tuska. Kryzys, z którym mamy teraz do czynienia ma charakter bardziej mgławicowy, bo bardziej daje sie go odczuć niz opisać. Sam premier zdaje sie uważać ten kryzys za palący, ale możliwy do opanowania. Ta zwłoka rządu i jego oficjeli w enuncjacji jakichkolwiek komunikatów i deklaracji nie jest przypadkowa i ma swoje uzasadnienie. A przecież chodziłoby tylko o zawieszenie kar za błędy na receptach. Nawet tyle nie chcieli zrobić, co dowodzi tezy, ze z kryzysu mniej poobijany ma wyjść rząd. Nie chce krakać, ale mam powody sądzić, ze rząd spokojnie poczeka az do posiedzenia NRL w Lodzi i dopiero zacznie dziarsko działać.

W nadchodzącym tygodniu, same deklaracje, ze stoimy po stronie pacjentów, juz nie musza być tak nośne i chwytliwe jak w ostatnich dniach. Tak wiec nie wytrwanie, bo to nie głodówka, ale roztropne działania naszych przedstawicieli w naszym lekarskim, środowiskowym interesie, mogą być najbardziej pomocne.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Plucie do zupy

2012-01-05 21:29:34

Nigdzie na świecie lekarz nie odpowiada materialnie za formalności związane z wypisywaniem recept, czy ubezpieczeniem pacjenta. Jeżeli chce się ograniczyć wydatki na leki przydziela się lekarzom fundusz, do wysokości którego mogą lekami dysponować w danym okresie czasu. W Polsce tylko 0,3% ludności jest nieubezpieczonych, koszty związane z potencjalnie wyłudzonymi przez nich lekami i świadczeniami są żadne wobec ogromu problemów, jakie wygenerowała niewydarzona ustawa refundacyjna. Biurokratyzowanie systemu i robienie z NFZ juz to udzielnego księstwa, juz to karbowego to droga do nikąd. Po co zbierać indywidualne składki, skoro koszt ich zbierania znacznie przekracza zyski wynikające z eliminacji z systemu tych, którzy są nieuprawnieni?

Zdaniem mojego sąsiada, emerytowanego hydraulika przystawianie tej sławnej już pieczątki na receptach jest takim samym zachowaniem jak plucie przez kelnera do serwowanej w restauracji zupy. Taki to z niego esteta. Jeszcze dziś pamiętam, jak w stanie wojennym dziarsko działał w inspekcji robotniczo-chłopskiej, która nie omijała naszego szpitala. Dziś by pewnie też pogonił nam kota.

Sytuacja pomiedzy Ministrem Zdrowia a lekarzami przypomnina trochę scenke z "Alternatywy 4", kiedy to prezes Spoldzielni Mieszkaniowej wręczłl teczkę-atrapę niby z przydziałem mieszkania przed kamerą, a po odbiór prawdziwego dokumentu zapraszał na dzień następny. 

Jak dla mnie to majstersztyk. Wprowadzono ustawę od d... strony, a i tak wszystko jest na lekarzy, którzy nie chcą nadstawiać karku i naprawdę trudno się dziwić. Lud wznosi okrzyki oburzenia na lekarzy i zapomina się o drobiazgu, ze to nie oni mają pilnować czy ktoś jest ubezpieczony czy nie. I jeszcze te okrzyki jak to pokażemy firmom farmaceutycznym, oj jak my pokażemy. A przepraszam leki generyczne, to kto produkuje? Mnisi? Czy też koncerny farmaceutyczne?

Nasz zwaśniony na codzień naród wobec ewidentnej głupoty rządzących świetnie się jednoczy. Jest od tego obecnie o krok. Jeśli tak pójdzie dalej, to Tuskokracja wykopyrtnie się na służbie zdrowia, jak wiele innych rządów w świecie.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Szczęścia w zdrowiu!

2012-01-01 22:59:20

Nadciąga nowa wojna rządu z lekarzami. Od 1 stycznia lekarze mają obowiązek pod groźba odpowiedzialności karnej określić poziom refundacji leku na wystawianych receptach. Gestem Kozakiewicza ze strony rozgoryczonej braci lekarskiej ma byc pieczątka "Refundacja do decyzji NFZ. Sprzeciwiają się też wymogowi wpisywania na recepcie kodów uprawnień pacjenta do refundacji leków. Sam Donald Tusk straszy konsekwencjami tych, którzy beda utrudniać życie pacjentom, niegodziwym sianiem paniki. Opozycja zaciera ręce. Ministerstwo po fali krytyki ze strony różnych środowisk i mediów uzupełniło listę o raptem 14 leków stosowanych u pacjentów po przeszczepach, w leczeniu astmy oskrzelowej dzieci, w łagodzeniu bólu towarzyszącego chorobom nowotworowym i paski do glukometrów. Chociaż paski ACCU CHEK Active, których ja używam, wyrzucono poza listę, bo sa podobno ... stare. Właśnie miesiąc temu wymieniłem sobie glukometr.

Wiele aptek wolało nie ryzykować rychłej utraty interesu, zamykając swoje sklepy z lekami, zasłoniwszy się remanentami. Money makes the world go round!

Miedzy młotem a kowadłem znalazła się Naczelna Rada Lekarska, która 16 grudnia zawiesiła protest, naiwnie wierząc w swój wpływ na zmianę stanowionego prawa w drodze negocjacji. Tak jakby dopiero po raz pierwszy próbowano ją wystrychnąć na dudka. Co więcej, naczelne gremium lekarskie zgodziło sie na powołanie zespołów samorządowo-ministerialnych do monitorowania ... implementacji ustawy refundacyjnej. Skuteczność takiego zespołu moze być porównywana do finezji z jaka hasała w latach stanu wojennego inspekcja robotniczo-chłopska. 30 grudnia w Sejmie, przed kamerami minister Arłukowicz przypomniał całej Polsce o swoim szacunku i uznaniu dla prezesa NRL Macieja Hamankiewicza. Szczerze mówiąc, ani troche się dr. Arłukowiczowi nie dziwię. Jeszcze przed Nowym Rokiem miał powody, aby zameldowac o wykonaniu zadania.

OZZL będzie nawoływał do protestu, bo taki jest sens jego istnienia. Ciekawe tylko, dokąd odeślą lekarzy najbardziej poobijanych po proteście. Formę protestu, którą wybrały związki zawodowe, a samorzad lekarski zawiesił, rządzący obeszli zmuszając presją aptekarzy do podpisania umów na kształt których nie mieli oni wpływu. W walce politycznej politycy są od nas lepsi – to oni wygrywają wybory i mają do dyspozycji instrumenty władzy. Znam osobiście w MZ, Rządzie i Sejmie osoby, które podzielają lekarski punkt widzenia i szanuja logiczną argumantację, ale w politycznej gorączce i w ostrym konflikcie mogą być zmuszone ulec woli politycznej tzw. nieprzemakalnych. Eskalując konflikt możemy nie dać im szansy na działania zgodne z naszymi postulatami. Ta szansa oczywiście musi mieć określony termin.

Szczęscie w zdrowiu może w nachodzącym roku lekarzom najbardziej sie przydać.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Memento dla pochodu samowykluczonych

2011-12-13 22:42:49

W nocy z 12/13 grudnia 1981 roku pełniłem dyżur chirurgiczny w szpitalu w Lubartowie. Noc była spokojna, choć bardzo mroźna. Karetki z chorymi rzadko kursowały. Zdrezmnąłem sie trochę, przed siódmą rano obudziała mnie pielęgniarka z krzykiem : Wojna, panie doktorze? Pomyślałem sobie : zwariowała pewnie z tego przemęczenia. Ja, wówczas 28-latek, w dodatku przewodniczacy szpiatalnej "Solidatności" uważałem, że wszystko nam sie uda i nikogo nie należy się bać ... Byłem naiwny. To bo było potem wspominam jak zły sen.

Mija właśnie trzydzieści lat. Dziś to mój syn pełni dyżur laryngologa w jednym z lubelskich szpitali. Czy coś się zmieniło od tamtego ponurego poranka? Czy warto biegać po warszawskich ulicach i rżnąć patriotów, domagających się powrotu suwerenności i niepodległości, a tak naprawdę to rozruby na całego. Ja zamiast maszerować, pytam o to samego siebie. Od kilkunastu dni w internecie wrzało i zapowiadano wielkie przebudzenie narodu, który ma rzekomo dość rzekomego zniewolenia ze strony rządzących. Istna Wiosna Ludów. Niestety dla organizatorów przy Marszu Niepodegłości liczebnościowo wyszło bardzo słabo. Z jednej strony chciano upamiętnić zmarłych w okresie PRL, z drugiej próbowano załatwić wszystkie inne sprawy związane z bieżącą polityką - Smoleńsk, gospodarka, Sikorski, Tusk, komuniści - totalny bigos na dodatek bardzo kiepsko doprawiony. A czym się na pochodzie samowykluczonych nie pasjonowano?

Wizerunek ochrony zdrowia w minionym dwudziestoleciu jest całkowitą porażką elit politycznych od prawa do lewa, wydoroślałych po, w gruncie rzeczy udanej transformacji ustrojowej w Polsce. Zdrowie ciągle nie stało się kategorią polityczną. Ani dzięki trosce o jego ochronę ani jej zaniedbaniom nie wygrywa się ani nie przegrywa wyborów. Szalę goryczy przelewa fakt, że szpitale nie stały mekką dla chorych, lecz bastionem zatrudnienia dla pracowników chronionych przez związkową pajęczynę, umacniającą chore status quo. Niewątpliwym dobrodziejstwem dla chorych jest dostępność polskiej medycyny do szerokiego wachlarza leków i środków opatrunkowych z całego świata, czego nie zapewniała komuna. Nie sposób nie zauważyć pojawienia się najnowszych technologii diagnostycznych, choć ich wykorzystanie i rozmieszczenie pozostawia wiele do życzenia. Mamy piękne nowe szpitale, ścigające się w prasowych rankingach, ale mamy również stare szpitalne rudery, utrzymywane ze strachu przez gniewem lokalnych kacyków i krzykaczy. Nie pomagają w pozytywnych przemianach organizacje konsumenckie i korporacje zawodowe, które po świetnym starcie we wczesnych latach 90-tych przeżywają obecnie kryzys przywództwa i autorytetu. Lekarze ogniskują swoje zainteresowania niemal wyłącznie na własnym rozwoju zawodowym i powodzeniu finansowym, coraz mniej z nich angażuje się w sprawy publiczne. Środowisko lekarskie i pielęgniarskie jest bardzo podzielone. W każdym razie zbieżności interesów profesorów i stażystów nie dostrzegam. Wyjątkowo wredną robotę wykonują lekarze kupieni przez NFZ, do tworzenia przepisów często upokarzających innych lekarzy i tworzenia barier i zapór w dostępie już mocno skołowanego społeczeństwa do tzw. służby zdrowia. Przewiduję, że ich rola w tle nadchodzącego kryzysu jeszcze bardziej się wzmocni. W roku 2012 oczekiwałbym całkowitego odpartyjnienia kierownictw szpitali. Czy mogę na to liczyć? Chyba, że znowu będę naiwny.

 

 

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Jak tu lekarzowi nie zapłacić za pracę ...

2011-11-21 01:15:42

W ubiegły piątek w siedzibie Izby Lekarskiej w Poznaniu na spotkaniu z lekarzami nowy dyrektor Oddziału Wielkopolskiego NFZ, dr Karol Chojnacki potwierdził, że w kontraktowaniu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, nie będą wziete pod uwagę oferty, nie spełniające tzw. warunków brzegowych, czyli :

1. poradnia czynna co najmniej 3 x w tygodniu
2. poradnia czynna co najmniej 12 godz/tygodniowo


Urzędnicy NFZ, a więc lekarze, których dobrze wynagrodzono i którym obiecano wysokie premie za kolejne już upokorzenie lekarzy, a przy okazji pacjentów, błysnęli nowym pomysłem, jak tu nie zapłacić specjalistom za pracę.

Można przypuszczać, że zostaną "wycięte" małe poradnie, głównie na wsiach, gdzie np. dojezdzajacy ginekolog jest potrzebny raz na tydzień na 5-6 godzin. Kilkoro moich znajomych lekarzy pracuje w takich poradniach, które lokalne społeczności całkiem sobie chwalą. Takie poradnie na miejscu to zawsze COŚ dla pacjentów, a szcególnie dla młodych kobiet przy nadziei, coraz mocniej skołowanych trudnosciami dostępu do specjalistów. Dojazd do najbliższego miasta, a tym samym poradni to czasem wiecej niż 30 km. W momencie, kiedy premier zapowiada obebranie "becikowego", opieka na ciężarną dramatycznie się pogorszy. A W takie poradnie zaangażowano czasem duże pieniądze gminnych samorządów, które teraz wystrychnieto na dudka. Podobno dyr.Chojnacki co prawda stwierdził, że rozporządzenie dot. konkursów wydała pani minister, której już nie ma i może minister Arłukowicz będzie miał inne zdanie na ten temat, więc sprawa jest otwarta ....

Władza ma swoje sposoby na wytłumaczenie kazdej nowej "ściemy". Szkoda, że chirurdzy w szpitalach nie mogą zwalić winy za swoje niepowodzenia na gastrologów, a ci znowu na dermatologów, którzy okazjonalnie wpadają do nich na konsultację. Ale co by mogli powiedzieć na temat swoich diagnostycznych wpadek np. radiolodzy.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Krytyk reform będzie reformował

2011-11-19 01:05:31

Polska medycyna ma od dziś nie tylko nowego ministra, ale również osobliwego reformatora, pediatrą z dyplomem MBA rodem ze Szczecina. Dr Bartosz uwielbia media, odrzuca wszystko na bok kiedy widzi kamery, mikrofony i flesze. Premier Tusk okreśła go jako umiarkowanego lewicowca. Nie mam zielonego pojęcia, czym błysnie nowy najważniejszy lokator Palacu Paca na Miodowej. Bartosz Arłukowicz, wyglada na mocno zakłopotanego, bo jeszcze nie tak dawno krytykował reformy i styl sprawowania władzy przy dokładnie tych, którzy sie teraz z nim tą władza podzielili. Nowy nabytek PO, pozwalał sobie także na krytykę samego premiera oraz jego rządu. Słynną jego krytykę koszyka świadczeń gwarantowanych jeszcze mam w uszach. W Wolnych chwilach jak sam mawia "zakłada krótkie spodnie, pije wódkę i gra na gitarze" We własnej knajpie nad morzem. To prawie tak jak ja, chociaż ja juz wszystko wypiłem. O jedną cysterne za dużo, a moi kompani twierdza, że nawet o dwie. Minister Bartosz ma jescze kupę czasu.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Alelluja Byle Taniej!

2011-10-22 02:18:46

Pani Minister Ewa Kopacz - Marszałek Sejmu in spe, zapowiada twardy kurs kontyunuacji dotychczasowej koncepcji zmian w ochronie zdrowia. Tylko patrzeć,  jak ustawa refundacyjna zlikwiduje możliwości rabatowania refundowanych produktów leczniczych, i jak wzrosną ceny leków, które były oferowane pacjentom po bardzo niskich cenach dzięki rabatom i upustom. Wzrost cen będzie jeszcze bardziej odczuwalny w przypadku tych chorych, którzy stosowali droższe leki oryginalne. Ustawa bowiem wprowadzi zasadę łączenia leków w tym samym wskazaniu w grupę terapeutyczną objętą wspólnym limitem ceny. W jednej grupie mogą znaleźć się leki oryginalne i ich generyczne odpowiedniki, o ile mają podobne działanie terapeutyczne, zbliżony mechanizm działania i takie same wskazania. Najtańszy z leków będzie wskazywał limit, do którego dopłaca NFZ. Jeśli pacjent kupi lek powyżej limitu, z własnej kieszeni pokryje różnicę w cenie.

Dyrektor Departamnetu Leków w Ministerstwie Zdrowia Artur Fałek powiada dumnie w wywiadzie dla "Rynku Zdrowia", ze zna zastrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa stosowania generyków. Jeśli budujemy system medycyny opartej na faktach, to nie ma faktów, które by potwierdzały, że lekiem generycznym - z tą samą substancją, w tej samej dawce - nie można zastąpić innego - wyjaśnia dyrektor.

Zdaniem Fałka, są one w pełni zastępowalne i tożsame co do właściwości farmakokinetycznych i farmakodynamicznych. Zachodzę w głowę, dlaczego tak doświadczony urzędnik i znawca leków, brnie w niedorzeczności. Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Pacjent nie potrzebuje dopłaty do taniego leku, na który go stać, tylko właśnie do drogiego. Po co refundować tanie produkty? Potrzebna jest refundacja tych leków, które są drogie, jeśli oczywiście są wskazane i wykazują korzyści nad innymi, starszej generacji lekami, aby stały się bardziej dostępne. A tak, dalej będziemy inwestować w refundowanie antybiotyków, które są stosowane przez pacjentów sporadycznie, przepisywane przez lekarzy "na odczep się".

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, a nawet leżenia. Nie chciałabym tu obsobaczać tylko tych "wypróbowanych kandydatów na Kontynuatorów". Powiem więcej i tylko tyle: nie zazdroszczę im tych wszystkich "tajemnic do rozwiązania", jakie stają im na ich drodze do ministerialnych rozkoszy. Nastawiony przez politynych dysponentów na rozwiązywanie zadań i poszukiwanie raczej praktyczne rozwiązań, urzędnik, któremu własniez wczoraj udało się nie wylecieć ze lukratywnego stanowiska zabiera się z konieczności i obowiązku do rzeczy według własnych "schematów konstrukcyjnych" i zadziwiony odkrywa, że żadnej w tym logiki i żadnego wzorca. On nawet nie ma czasu na porządne spotkanie z 12-letnim Jonhny Walkerem, Ale zawsze stara się obarczyć swoimi niepowodzeniami ustępującego ministra i jego politycznych lub partyjnych halabardników. To pozwala mu przetrwać i szkodzić postępowi przez wiele, wiele lat .....

Nie zapominajmy, że należy postulować, aby ustawa z dnia 12 maja 2011 r. została niezwłocznie znowelizowana w zakresie jednoznacznego określenia podstaw prawnych dochodzenia roszczeń przez NFZ od lekarzy, którzy niezgodnie z prawem wystawią receptę na lek refundowany. Postulat ten jest o tyle właściwy, iż ustawa o refundacji leków obowiązuje nie w pełnym zakresie na dzień dzisiejszy, a jej wejście w życie (wszystkich rozwiązań i definicji) przewidziane jest na dzień 1 stycznia 2012 r.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 0 , zobacz komentarze

Lekarze nie mają prawa oszukiwać pacjentów!

2011-10-14 17:32:22

Reklama usług lekarskich jest wszechobecna - na banerach, tramwajach i trolejbusach, w ulotkach na targowiskach. Konia z rzedem temu, kto określi, co jest reklamą, a co nie. Zakłady opieki zdrowotnej są zobowiązane do przestrzegania mało precyzyjnego art. 18b ustawy o zakładach opieki zdrowotnej, zgodnie z którym ZOZ może podawać do wiadomości publicznej informacje o zakresie i rodzaju udzielanych świadczeń zdrowotnych, jednak ich treść i forma nie mogą mieć cech reklamy. Natomiast uchwała Naczelnej Rady Lekarskiej z 1998 r. dość rygorystycznie określa, jak mają wyglądać informacje o działalności gabinetu lekarskiego. Tablice ogłoszeniowe powinny mieć kształt prostokąta o wymiarach nie więcej niż 40x60 cm, a informacje na nich nie mogą mieć cech reklamy. Znajomy profesor, wybitny lubelski ginekolog, skarżył mi sie kiedyś, ze zawiesił taką właśnie tablicę, ale nazajutrz obok niej pojawiła się ogromna plansza 3x3m, reklamująca usługi kominiarskie. C’est la vie!

Doceniam argument, że wielu lekarzy zainwestowało poważne środki finansowe w wyposażenie gabinetów i – co zrozumiałe – chcieliby odzyskać poniesione nakłady. a swoją drogą można żałować, że nie ma już pojęcia „leczenie pacjenta”, które zostało zastąpione określeniem „usługa medyczna”.

Nie jeden raz dawałem dowody własnie na tym blogu, że jestem za tym, by lekarze sięgali po sukcesy zawodowe i finansowe, które dadzą im jeszcze większą niezależność. Nie mam zamiaru być teraz psem ogrodnika, ale zawsze drażnić będzie mnie dezinformacja, że jakaś placówka prywatna czy publiczna leczy za darmo i bezboleśnie, powoduje później protesty pacjentów, którzy składają skargi do rzecznika odpowiedzialności zawodowej w izbie lekarskiej.

Lekarze nie mają prawa oszukiwać pacjentów!

Kodeks Etyki Lekarskiej (art.63) powiada, że "lekarz tworzy swoją zawodową opinię jedynie w oparciu o wyniki swojej pracy, dlatego wszelkie reklamowanie się jest zabronione". Ja tylko dodam, że jeśli nawet ma się dwie lewe ręce i brak talentu oraz popularności wśród pacjentów, nie zwalnia to z przestrzegania przepisów i poczucia elementarnje przywoitości.

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 2 , zobacz komentarze

Lekarz lekarzowi urzędnikiem

2011-09-25 20:29:43

Już kasy chorych pachniały lekarską zdradą. NFZ, modo ministrowie Łapiński & Nauman, dopełnił dzieła. Lekarz Urzędnik, wykształcony w Akademii Medycznej, niedowartościowany w zawodzie, często potężnie rozczarowany w swej ambicji, niedoszły ordynator, to dziś dla zwykłych lekarzy przeciwnik wagi superciężkiej. To taki Kliczko, którego nie da się uderzyć, ale wokół którego można z pięściami podskakiwać najmniej przez dziesięć rund.

Z Urzędnikiem, który zamienił stetoskop lub skalpel, na garnitur BOSSA, rządową brykę, o gwiazdkę lepszy hotel na wyjeżdzie na tzw. prowincję, kolejne rządy III i IV RP, które próbowały z nim walczyć, przegrywały. I chociaż żarliwie zapewniły, że zmniejszenie liczby urzędników to priorytet, ani Kaczorom ani Tuskom się nie udało. Przy okazji każdych wyborów rózne urzędnicze szare myszki po raz kolejny chowają sie po dziurach, aby za chwilę okazać swą wszechmocną siłę i pokazać się u boku zwyciężców. Tych urzędasów nie znajdziecie dziś na plakatach wyborczych, rozwieszonych licznie na przydrożnych słupach, a nawet na drzewach w lesie w okolicach Garwolina. Oni zajęci są tzw. oceną okresową. Dyrektorzy oddiałów wojewódzkich NFZ wystawiają noty swoim pracownikom za to, jak pracują. I okazuje się, że nie mają kogo zwolnić. Wszyscy oceniani pracują przynajmniej na poziomie średnim. Praktycznie żaden pracownik ministerstwa czy urzędu wojewódzkiego nie dostanie noty negatywnej. Nie ma tam również wybitnych pracowników. Jednym słowem króluje przeciętniactwo. Bawi się zatem demokracją lekarska inteligencja. Ma tę niekwestionowaną swobodę, że przeciętniactwo jej ani na chwilę nie pojmuje. Ale do czasu ......

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 1 , zobacz komentarze