Otumanienie
2009-08-20 22:01:21
Szczerze powiem, że nie wiem co w ostatnich dniach się ze mna dzieje, ale moja koordynacja słowno - ruchowa osiągnęła poziom mocno alarmujacy i zamiast szybować ku górze, szoruje brzuchem o ziemię. Chodzę jakiś taki na wpółprzytomny, a priorytetowym punktem planu dnia staje się poszukiwanie możliwości odpoczynku. Moje mieszkanie w stolicy nigdy nie było jaskinią rozrywki, ale obecnie sluży mi tylko za sypialnię. Przychodze do domu, zmuszam się by resztką sił wziąść prysznic, a następnie padam na łóżko i błogo zasypiam. Co jest ???? Zenujące, ale prawdziwe. I nie jest to kwestią pracy, bo tam jak zawsze zajęć nie brakuje, ale wielkiego dramatu nie ma i nawet udaje mi się wychodzic z niej przed 17. Potem codzienne sprawunki i obowiazki i jestem w domu, a dalszy ciąg już znacie z opisu powyżej. Dzisiaj siedzę przed kompem resztką sił, próbujac nie zasnąć i podtrzymując powieki na przysłowiowych zapałkach. No nie wiem, ale albo mam niedoczynność tarczycy, albo .... się starzeję ; ))))))) I na koniec coś muzycznego z lat mej młodości ; )))))) :
czytaj resztę »
polskie dinozaury
2009-07-25 10:14:56
Rower, 33 stopnie Celsjusza w cieniu, brak wiatru, około 120 km przejechanych - tak po krótce możnaby było streścić przebieg mojej "wyprawy" do Parku Jurajskiego w Bałtowie (woj. świętokrzyskie). Na wspomnienie o czwartkowych upałach nadal jest mi słabo
. Warunki do jazdy raczej kiepskie, żar lejący się z nieba, rozpuszczający się asfalt i trasa która raczej nie obfitowała w zacienione fragmenty. Ale jeszce do celu jechało sie jako tako, bo wyruszyliśmy o świcie, zanim słonko dało o sobie mocniej znać; za to powrót był tragiczny. Wszechobecna duchota, gorące powietrze parujace dodatkowo od asfaltu; koszulkę rowerową można było spokojnie wyciskać jak po praniu, mimo, że oddychająca i jakoby świetnie transportująca wilgoć. Co około 20 km, trzeba było robić przystanki, na których pochłanialiśmy hektolitry płynów. I tylko żal, że nie można się było zimnego piwka napić, bo zachwilę trzeba było z poworotem wsiąść na rower i jechać dalej. No troszkę się zmordowałem.
Spytacie czy było warto .... ? Ależ oczywiście, że tak, to moja pasja, choć czasami okupiona dużym wysiłkiem. Poza tym warto było zobaczyć po raz pierwszy Bałtów. Miasteczko samo w sobie niczym szczegówlnym nie wyróziające się od tysięcy jemu podobnych w Polsce gdyby nie fakt, że po odkryciu w pobliżu śladów bytności dinozaurów postanowiono to skrzętnie wykorzystać i utworzono tzw. Jura Park Bałtów (http://www.juraparkbaltow.pl). Miejsce, które obecnie sciaga to tysiące turystów. Naprawdę warto go odwiedzić, głównie z miluśińskimi, którzy oprócz podziwiania naturalnej wielkości modeli dinozaurów, jak te poniżej, (notabene bardzo realistycznie odtworzonych), możliwości posłuchania o ich historii, rozwoju i budowie, mają do dyspozycji liczne skierowane właśnie dla nich atrakcje jak fajnie urządzone place zabaw, czy safari zoo, które podziwia się z pokładu oryginalnego amerykańskiego autobusu szkolnego.


To tyle o czawrtkowej wyprawie, dzisiaj pada więc pewnie z wycieczki rowerowej nici i trzeba zostać w domu
czytaj resztę »
Dziwny to kraj
2009-07-20 19:46:35
Dziwny to kraj, ta nasza Ojczyzna. Pełna wynaturzeń, sprzeczności i nieprawidłowości dotykających każdego aspektu naszego życia. I pewnie myślicie że znowu będę się rozwodził nad nieprawidłowościami jakie panują w polskiej służbie zdrowia. Nie tym razem, wylałem już wiele żółci w tym temacie w poprzednich postach. Dzisiaj postanowiłem dotknąć zgoła innego i nie związnego z medycyną tematu.
Od kilku dni mam mośliwość trochę wiecej niż dotychczas pojezdzić na swoim ulubionym środku transportu, czyli na rowerze. Zadowolony przemierzam kolejne kliometry trasami i w mieście i poza nim. Naprawdę polecam. Ten obraz radości i sielanki psuje niestety nieodparte wrażenie, że będąc rowerzystą, czyli tak naprawdę pełnoprawnym użytkownikiem dróg, jest się intruzem i nikomu niepotrzebnym zawalidrogą. Nie raz obserwuję rozzłoszczonych kierowców, z których aż kipi gdy muszą ustawić się za mną do skrętu i poczekań aż ja wykonam ten manewr. Wielokrotnie już zostałem obtrąbiony mimo, iż jechałem zgodnie ze wszystkimi znanymi mi przepisami, ale jaechałem przecież po drodze - królestwie samochodów. Jazda po uczęszcanych trasach wcale nie należy do przyjemności, samochody osobowe jeszce nie stanowia problemu, ale wielkie TIR-y to poważne niebezpieczeństwo, szczególnie gdy przejeżdżają metr od Ciebie, wytwarzając silne zawirowania powietrza, a wtedy nietrudno stracić panowanie nad kierownicą i nieszczęście gotowe.
Kiedyś myślałem, że jeżdżąc częściowo po chodnikach będzie bezpieczniej. Nic bardziej mylnego, w tym królestwie pieszych jest jeszce gorzej, a przede wszystkim to przecież wg. prawa zabronione. Jeżdżąc rowerem po chodnikach nietrudno wjechać na jakiegoś przechodnia, tym bardziej że niektórzy z nich poruszają sie po dziwnej i naprawdę dla mnie nieodgadnionej trajektorii. Dodam jeszcze że jedyne dwa poważniejsze wypadki na rowerze miałem właśnie poruszając sie po chodniku. A już tak poza tym wszystkim, to na chodniku rowerzysta też nie jest mile widziany.
Są na szczęście trasy specjalnie wydzielone dla rowerzystów. Asfaltowe, brukowane i inne (najlepsze są te o czerwonej nawierzchni), które powinny być rajem dla cyklistów. Czy są ???? No cóż, na razie jest ich bardzo mało, choć i tak doceniam, że z roku na rok sukcesywnie ich przybywa, ciesze sie nawet z tych które mają po parę metrów i z tych co ni stąd ni z owąt kończą sie nagle w szczerym polu, albo w połowie długosci ulicy. Ale ilość nie jest najwazniejszą kwestią, bowiem co innego wyprowadza mnie z równowagi. Dotyczy to ścieżek już istniejących, które zazwyczaj biegną równolegle do chodników, niczym od nich nie oddzielone i tu pojawia sie problem bowiem wiele osóg traktuje je jako integralną część tegoż chodnika, co z tego że jakoś tak dziwacznie oznakowaną i mającą inny kolor. Wielu ludzi sobie po nich spokojnie spaceruje, wyprowadza psy, a czest (o zgrozo) jeździ wózkami z milusińskimi. Chyba nie muszę mówić jakie to niebezpieczne gdy ta samą ścieżką będzie podążał rozpędzony rowerzysta. Ale i tą sytuację jestem w stanie przeboleć, choć scieżki rowerowe są jedynymi miejscami gdzie my rowerzyści powinniśmy się w miarę bezpiecznie czuć i poruszać. Najbardziej irytujące jest i tego nie mogą zrozumieć, że gdy chcesz na takiej scieżce przejechać i dasz sygnał dzwiękowy dzwonkiem to możez liczyć się z tym, że zostaniesz zwyzywany przy uzyciu bardzo mało wybrednych słów. Ale chyba brak kultury cechuje nasze społeczeństwo niezależnie od tego czy jest się pieszym, kierowcą, czy rowerzystą.
I żeby nie było, że idealnymi użytkowwnikami dróg sa rowerzyści. Nie, wcale tak nie jest i wśród rowarzystów jest wiele osób słabo operujacych szarymi komórkami, które chociażby jeżdżą po publicznych drogach w srodku nocy bez świateł nie mając nawet jakiegokolwiek elementu odblaskowego. No idiotyzm i już.
Jak to jest (że posłużę się ulubionym krajem dr Zielonego) że we Francji można spokojnie i bezpiecznie przemierzyć rowerem z jednego miasteczka do drugiego oddalonego czesto o kilkannaście, a czasem i kilkadziesią kilometrów po ścieszce rowerowej nie wadząc nikomu i nie narażając się na nieżyczliwość kierowców, czy przechodniów ???? Ech chciałbym doczekać takich czasów, że i w Polsce tak będzie.
czytaj resztę »
Oddech
2009-07-05 17:15:42
Naprawdę miło złapać trochę oddechu od pracy, choćby nie bedąc w niej tylko przez dwa dni. Z jednej strony to niewiele, a z drugiej strony to wystaraczajaca odskocznia od monotonii codziennego życia i natłoku obowiazków. Te parę dni wolnego postanowiłem spedzić w Gdyni, a powodem był międzynarodowy zlot żaglowców, rozpoczynajacy coroczne regaty.
A zatem juz w środę wszystko było podporzadkowane temu, aby jak najszybciej wydostać się z Warszawy i rozpoczać podróż ku relaksowi. W pracy pojawiłem sie jak zwykle około 7 rano, ogarnąłem pacjentów, wydałem zlecenia, zrobiłem wypis i po porozumieniu z szefem zespołu ruszyłem w drogę. No właśnie droga ta okazała sie poniekąd drogą przez mekę. Każdy zna z własnego doświadczenia stan polskich jezdni, zatem nie bede się niepotrzebnie rozpisywał. W każdym razie trasa nad morze usiana jest jak już wspominał Misiek fotoradarami, robotami drogowymi i innymi tego typu podobnymi ograniczeniami w ruchu. Prawdziwą gehenną okazały się jednakże świetne rozwiązania naszych drogowców pod tytułem: "ruch wahadłowy". Korki po sam horyzont i slimacze tempo towarzyszyło nam przez dobre trzydzieści kiometrów i zamiast zakładanych 6 godzin jechalismy dobre 7,5 godziny. Jechalibyśmy pewnie jeszcze dłużej, gdyby nie fakt, że ostatni odcinek podróży postanowiliśmy odbyć około 130 kilometrowym odcinkiem autostrady A1 i to ona powróciła nam wiarę, że w Polsce nie jest tak źle i że są juz nawet u nas odcinki równych, dobrze oznaczonych, bezkolizyjnych dróg, gdzie można rozwinąć bezpiecznie trochę większą prędkość niż przepisowe 130 km/h. Gdynia powitała nas pięknym zachodzacym słońcem. Po zakwaterowaniu się u znajomych i paru chwilach spedzonych na pogaduszki zmeczeni położyliśmy się spać. Nastepnego dnia prawie ino swit ruszyliśmy ogladać żaglowce. I mimo iż były to godziny przedpołudniowe, a do tego jeszcze czwartek na nabrzerzu już czekały tłumy odwiedzajacych, którzy krzatając się pomiędzy budkam z szeroko pojętymi pamiątkami (można było kupić wszystko, nawet przysłowiowe mydło, widło i powidło), a nieodzownymi na tego typu imprezach namiotami z gastronomią skutecznie ograniczali dostęp do podziwiania przepięknych zaglowców. A naprawdę było co podziwiać od najwiekszego na świecie żaglowca czteromasztowego czyli rosyjskiego "Sedova", poprzez jedyny zaglowiec o zielonym ożaglowaniu, przystosowany do podrózy osób niepełnosprawnych czyli niemieckiego "Aleksandra von Humboldta", a skończywszy na perłach naszej żeglugi czyli "Zawiszy Czarnym" i "Darze Młodzierzy". Atrakcji nie brakowało, można było zwiedzać wybrane jednostki, zbierać pamietkowe materiały i pieczątki, a i organizacja była niczego sobie. Było tylko jedno ale, a mianowicie ilość osób, która tak jak my najechała z racji w/w zlotu jak też trwającego jednocześnie Heineken Open Air Festival Gdynię w ten weekend. Ja przyzwyczajony już do warszawskiego tłoku i korków byłem przerażony, a co dopiero rdzenni mieszkańcy Gdyni i jej władze, które jak sądze nieopacznie zorganizowały dwie wielkie imprezy jednoczasowo. Ukontentowany po dwóch dniach pełnych wrażeń i atrakcji wróciłem do stolicy. A jutro z powrotem do pracy, ale żeby nie kończyć pesymistycznie, postaram sie wkrótce zamieścić parę zrobionych na zlocie fotek : ))))
czytaj resztę »Jak w PRL - u
2009-06-27 12:54:10
W naszym szpitalu wczoraj bylo swięto ; ))))) Z gospodarską wizytą wpadła do nas Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy nie jaka Hania Gronkiewicz - Walc, zeby otworzyć jakże nową, nowoczesna, piekną i wogóle Pracownię RTG, z równie nowoczesnym tylko troche mniej użytecznym tomografem 64 - rzędowym. I w wizycie nie było by pewnie nic szczególnego, bo podobna ona był do wielu innych tego typu imprez często widywanych na szklanym ekarnie, gdyby nie przygotowania do niej. Oj było na co popatrzeć i poczuć sie jak w PRL - u. Już od przeszło 1,5 tygodnia przed planowanym przyjazdem szanownego gościa zaczęły sie nerwowe prace przygotowawcze ; ) Robotnicy uwijali sie jak w ukropie, żeby zdążyc na czas z przygotowaniem trasy przemarszu Pani Prezydent. I niestety tylko tej trasy, ale o tym za chwile. Odmalowywano niedawno co remontowaną izbę przyjęć, kładziono nowe linoleum, wprawiano nowe szyby jednym słowem robiono na polecenie lorda wszystko, zeby codzienne niedostatki, ukryć schować, sprzatnąć pod tzw. dywan. Wszystko mialo lśnić i sprawiać wrażenie nowego. Dobrze, że nie rozwijano sztucznej trawy i nie zwołano ludzi z transparentami, którzy skandowali by zasługi dyrektora. Oczywiście trasa przemarszu Pani Prezydent było dobrze obmyślona i odnowiona. Wszystko było zaplanowane i odbylo się tak, żeby szanowny Gość nie zawitał do brudnych, obdrapanych i od lat nie remontowanych oddziałów jak chociażby do naszej Kliniki. chetnie byśmy sie pochwalili odpadajacym tynkiem,niedomykajacymi sie oknami, sterczącymi kalblami , karaluchami i jeszcze wieloma podobnego typu atrakcjami. Ale nie było Jej to dane, szkoda. Jedyny plus tej wizyty jest taki, że odnowiono choć fragment naszego szpitala, no i oczywiście że mozna sie było znowu na chwilę poczuć się jak za PRL - u gdy na planową wizyte władz podobno nawet trawę malowano, żeby była bardziej zielona. Chore, ale prawdzie.
czytaj resztę »piękny dzień
2009-06-11 20:43:54
Naprawdę mogę powiedzieć, że to był naprawdę piekny dzień. I nie dla tego, żeby się coś szcególnego wydarzyło, nie po prostu od długiego czasu wreszcie się wyspałem. Świeto w środku tygodnia pracy pozwoliło mi poleniuchować nieco i zalec w łóżku do 11. Wspaniałe uczucie obudzić się nie z wrzaskiem budzika w uszach tylko dźwiękiem łagodnej melodii płynacej z radia. I jeszce jeden ważny aspekt: mimo czwartku nie trzeba było pędzić do pracy, która ostatnimi czasy daje mi naprawde nieźle w kość, a środa z uwagi na zblizający się długi weekend i multum planowanych wypisów też nie należała do najłatwiejszych, po powrocie ze szpitala po prostu wziąłem szybki prysznic i padłem na łózko, a resztę historii która skończyła się dzisiaj o 11 już znacie. Oby takie okazje do poleniuchowania zdarzały sie jak najczęściej. Pozdrawiam i miłego wieczoru życzę.
czytaj resztę »Krótko
2009-06-02 20:06:58
I ja dzisiaj krótko, bo dosyć już narzekania, na otaczającą rzeczywistość, pracę czy brak podwyżek, mam bowiem nieodparte wrażenie, że im wiecej o tym mówimy tym mniej się w tej materii dzieje. W pracy jak na zachodzie bez zmian. Jak zwykle roboty jest tyle, że jak w przysłowiowym żarcie człowiek biega z pustymi taczkami, bo nawet nie ma czasu załadować : ) Atmosfery pomiędzy zespołem nie nazwał bym gęstą, bo taka nie jest, chociaż poruszenie kwestii podwyżek dla rezydentów i ich zasadności, to rzeczywiście było włozenie kija w mrowisko. Każda ze stron ma swoją racje i jej broni, słusznie, ale cieszy, że z humorem potrafimy o tym dyskutować. Jednostki tradycyjnie obrażone na resztę populacji ludzkiej, nadal podtrzymują swój opór i z wytrwałością walca drogowego niweczą wszelkie próby nawiazania z nimi logicznego kontaktu. Martwi mnie tylko fakt, że projekt założenia w pokoju lekarskim klimatyzacji (bo przecież w upalne lato nie potrzebujemy chodzić na saunę, temperaturka ok. 40 oC, a pot spływa ciurkiem od czubków włosów do dużych palców u stóp) nie dojdzie do skutku. Ech trudno nam sie skrzyknąć i wspólnie zadziałać.
Ale kurcze miało być krótko, a to dlatego, że de novo zapałałem chęcią poszerzania swoich horyzontów i powróciłem do zarzuconego dawno czytania kryminałów. Na początek sięgnąłem po moja ulubioną autorkę utworów z tego gatunku czyli Agathę Christie ..... i mnie wciągnęło. Zatem miłego i relaksujacego wieczoru życzę i zmykam obcować z literaturą : )
czytaj resztę »Polska mentalność
2009-06-01 21:12:59
Polska to dziwny kraj, pełen sprzeczności i absurdów. Pewnie inne narody wcale nie są od nas lepsze i też mają swoje przywary, ale swoje podwórko zna się najlepiej i najlepiej je komentować. Moj dzisiejsze przemyślenia to wynik długiej obserwacji życia codziennego, spotęgowane ostatnimi wydarzeniami. Wydaje mi się że spory procent z nas zachowuje sie w zyciu jak przysłowiowy pies ogrodnika - sam nie zje i komuś nie da. Widać to na każdym kroku od relacji miedzy sąsiedzkich, aż po zycie polityczne (w tym ostatnim to ogólnie przyjeta norma, zatem nie ma się co dziwić). Przysłowiowy Polak jak zauważy, że jego sasiadowi się powodzi, realizuje się rodzinnie i zawodowo, stać go na coraz to nowe rzeczy, samochód, czy dom nie myśli jak tu zrobić, żeby jemu dorównać, a nawet go prześcignąć, tylko kombinuje i modli się, żeby sasiadowi się noga podwinęła i żeby stracił to codotychczas osiągnął.
To strasznie przygnębiające, ale niestety prawdziwe. Brak wśród nas jedności, chęci współdziałania i woli zdrowego współzawodnictwa. Piszę o tym bo coraz bardziej odczuwam to na własnej skórze.
Wystarczy wyjśc na forum z jakąkolwiek inicjatywą, to połowa osób rzeczywiście chętnie ją poprze, ale ta druga połowa jątrzy i szuka dziury w całym gasząc zapał do jej realiazacji samym zarodku.
Co w nas takiego jest, że najchętniej dostrzegali byśmy tylko czubek własnego nosa. Niewiem, ale chciałbym, żeby to sie zmieniło.
czytaj resztę »złośliwość rzeczy martwych
2009-05-26 23:27:12
No inaczej tego nazwać nie można, urzadzenia wszelkiej maści sprzysiegły się przeciw mnie. Siostra narzeka na ludzi, a ja ponarzekam sobie na sprzęty. No wkurzyłem sie nieco, przyznaję. Wczoraj było tylko preludium przed dzisiejszym punktem kulminacyjnym. Mianowicie wczorajszego wieczora siadłem do kompa i chciałem sobie odrobinę muzy wgrać do telefonu. No niby nic trudnego, a jednak.... Nie u ważam sie za jakiegoś abnegata technicznego i z nowinkami z tej dziedziny nie jestem na bakier. A jednak to zadanie mnie przerosło. Mało tego, że nic nie nagrałem to jeszcze skasowałem dotychczasowe utwory, w tym ulubione motywy dzwonków. Załamany położyłem sie spać nie podejrzewając, że i tak najgorsze czeka mnie następnego dnia. Fiat, samochód jak każdy inny, choć niektórzy mówią, że rdzewieje i sie psuje nawet wtedy jak się na niego patrzy. A przyznaje, że autko dość humorzaste, nie lubi nieorginalnych cześci i złośliwych czy nawet śmiesznych komentarzy na swój temat. Właśnie dzisiaj umówiłem na weekend wizytę w serwisie, co by przejrzeć to i owo i powymieniać niezbędne cześci. Ale popołudniu plany się zmieniły i wizytę trzeba będzie ja odwołać, bo Fiacik zastrajkował i postanowił rozkraczyć się na wiadukcie w centrum Warszawy. Trochę to trwało zanim go doholowaliśmy do serwisu. Dzieki Miśku bo dzieki tobie dotarłem do domu przed świtem ; )))))) I jak tu nie wierzyć w złośliwość rzeczy martwych.
czytaj resztę »kon - ferencja
2009-05-23 21:56:02
Ech dzisiejszy i wczorajszy dzień upłynął mi pod hasłem konferencji. O ile z dnia wczorajszego niewiele pamiętam, bo żyłem, a w zasadzie to nie żyłem po dyżurze i moja aktywność skupiała sie na szukaniu właściwego miejsca co by przysiąść i zasnąć, o tyle w dniu dzisiejszym przypomniałem sobie dlaczego tak nie lubię wielkich konferencji naukowych. Są one pożyteczne, a i owszem, poszerzają naszą wiedzę, pozwalają się zaznajomić z najnowszymi doniesieniami z naszej dziedziny, a czasem nawet zwiedzić piękne miejsca (przykład ostatnia konferencja kardiologiczna w Zakopanem). Ale jest coś, co zawsze na tego typu imprezach strasznie mnie dekompensuje -zachowanie niektórych z Nas, którzy traktują tego typu spotkania, zjajzdy, konferencje jako miejsce tylko i wyłącznie do tego, żeby się najeść, nagromadzić tony bezużytecznych gadżetów oraz uzupełnić kolekcje firmowych długopisów. Niby nie ma w tym nic złego, ale dla mnie jest to żenujące. Jak na horyzoncie podczas konferencji widać kolejkę to możemy być pewni, że stoi ona do darmowego bufetu, albo do stoiska gdzie można zdobyć darmowy mini notatnik lub chińską parasolkę z logo firmy farmaceutycznej. Naprawdę odrobine umiaru, bo śmieją się z nas wszyscy którzy takie zachowanie z boku obserwują. Dziś rozbawiła mnie pani, która do zdobytej uprzednio od jednej z firm torby, niby w ukryciu pakowała skrupulatnie wystawione kruche ciasteczka. No cóż wygladało to delikatnie mówiąc niespecjalnie dobrze ....
.... ale poza tym konferencja pod wzgledem merytorycznym była całkiem udana i pozwoliła mi usystematyzować wiele wiadomości i zdobyć nowe.
Miłego wieczoru : ))))
czytaj resztę »majówka
2009-05-03 16:41:33
Jak to dobrze że ten przedłuzony weekend miał aż 3 dni, po ciężkim tygodniu w pracy stanowił doskonałe wytchnienie i regeneracje dla organizmu. Można sie było choć na chwile oddać błogiemu lenistwu. No może nie do końca lenistwu i nie do konca błogiemu bo tradycyjnie dla mnie spedzonemu na rowerze. Jeszcze raz zachęcam ,bo to swietna forma spędzania każdej wolnej chwili czasu, z korzyscią dla zdrowia i kondycji naszego organizmu. poza tym dla mnie to pasja, pozwala mi choć na chwile oderwać sie od medycyny. I choć wiem, że dla niektórych wyglądam dziwacznie w stroju rowerowym, uzbrojony w kask i rekawiczki, albo jak godzinami potrafię mówić o cześciach rowerowych to i tak mnie to nie zniechęca. Lubie to i już. I w te trzy dni laby mogłem sobie znowu poszaleć rowerowo. Super. I taka myśl przemknęła mi przez głowę, że chyba wreszcie po tylu próbach zacznę jeździć do pracy rowerem. Tylko ten warszawski ruch i nerwowość panująca na ulicach mnie powstrzymują.
I na koniec jedna obserwacja z tego "długiego" majowego weekendu. 1 i 3 maja przejeżdżając przez miasto i okoliczne miejscowości mijałem setki osób, które kompletnie nie potrafiły się odnaleźć w te wolne dni i nie miały nic konstruktywnego do roboty. Siedziały smutne, ze zgaszona miną. I dopiero w sobotę 2 maja, tylko dlatego, że mieszkam na tyłach wielkiego centrum handlowego odkryłem o co chodzi, w czym rzecz. Otóż nie wiedzieli co ze soba zrobić bo w nowe święta zamknieto im sklepy i spędzanie wolnego czasu na podziwianu wystaw skepowych było niemozliwe. Ot taka nasza specyfika.
czytaj resztę »Spełnienie
2009-04-25 22:57:15
Ten post ma być jednocześnie usprawiedliwieniem (że nie odwiedzałem bloga w przeciągu ostatnich 24 h), a takżę pewną formą pochwalenia się z moich dokonań. Pamietacie jak w jednym z wpisów narzekałem na to, że medycyna strasznie zawęża nasze horyzonty, że nie mamy czasu na jakąkolwiek rozrywkę intelektualną. Wtedy to też postanowiłem zmienić ten stan rzeczy; trochę czasu rzeczywiście mi to zajęło, ale wczoraj byłem wreszcie po bardzo długiej (aż wstyd się przyznać) nieobecności w teatrze na sztuce pod tytułem "Zimny prysznic". Naprawdę niezła komedia obyczajowa z dobrą obsadą aktorską i choć nie lubię Ryśka z "Klanu", który był odtwórcą głównej roli, to wyszedłem zadowolony. A dzisiaj kolejny powód do radości, prawie cału dzień szalałem na rowerze, klikadziesiąt kilometrów przygody za mną i to w towarzystwie prawie zupełnie nie branżowym. Warto mieć pasje (to tak w nawiązaniu do news - ów w aktualnościach na naszej stronie) i je realizować. Zatem po długiej przerwie wreszcie nie narzekam i zmęczony, choć szczęśliwy zmykam : )))))
czytaj resztę »góry, góry ukochane
2009-04-19 17:58:15
Wiecie uwielbiam góry i to w każdym wydaniu i te polskie (bo głównie w nich bywam) jak i te za bliższą i dalszą zagranicą (choć tu doświadczenie wyjazdowe jest znacznie uboższe) i dzięki zrządzeniu losu (i pomocy, a i wyrozumiałości koleżanek i kolegów z pracy, za co dziękuję) dane mi było ten weekend spędzić w stolicy polskich Tatr - Zakopanem, miejscu do którego wracam regularnie choć z coraz mniejszym przekonaniem. Pierwszy mój przyjazd w to miejsce przed parunastu laty na dobre uzależnił mnie od magii polskich gór, było fantastycznie i nawet pogoda nie grała praktycznie żadnej roli. I tak było przez kilka kolejnych lat, rokrocznie z wielką niecierpliwością oczekiwałem kolejnego wyjazdu w góry. Teraz coś się jednak zmieniło. W tym roku zupełnie świadomie nie udałem sie do Zakopanego, tylko w dużo spokojniejsze i jak teraz mogę spokojnie powiedzieć piękniejsze miejsce czyli w Beskid Wyspowy. Stolica polskich Tatr zmieniła się diametralnie, stała się stolicą "lanserki", tandety i podkoloryzowanego folkloru. Jeżeli chcieć kogoś szybko zniechęcić do polskich gór wystarczy go "przeciagnąć" przez zakopiański dworzec PKS, Krupówki i ich okolice i całość zwieńczyć trasą do Morskiego Oka gdzie wśród tłumu turystów można dostrzec okazy wspinające się nawet (o zgrozo) no około 6 - 8 cm obcasach. Od razu mówię do obcasów nic nie mam. Owszem są trasy gdzie turystów jest znacznie mniej, ale teraz są one praktycznie niedostępne, bo panuje 2 stopień zagrożenia lawinowego. Zatem przychodzi się przeciskać między ludźmi na znanych trasach, a wierzcie mi nawet teraz zupełnie poza sezonem jest nas turystów tutaj całe mnóstwo. Zakopane rocznie odwiedza 3 miliony osób i to one zmieniają klimat, krajobraz tego naprawdę urokliwego miejsca. Ale góry tak czy inaczej pozostają piękne i strasznie się cieszę i dziękuję, że przyszło mi je znowu odwiedzić, zobaczyć i odetchnąć górskim powietrzem. A pogoda dopisała, zatem na konferencję która była powodem mojego przyjazdu, chodziłem z drugiego końca miasta na piechotę. No i jeszcze jedno: tak fartownie trafiłem że miałem pokój z widokiem na Giewont. Obłędne wrażenie, budzić sie i za oknem widzieć spowite słońcem szczyty. No a teraz wracam powoli (tak to właściwe słowo, wręcz kluczowe ponieważ pociąg jest już na starcie opóźniony o 120 min) do stolicy tym razem Polski, skąd Was serdecznie pozdrawiam.
czytaj resztę »
Trzymamy kciuki : )
2009-04-07 07:10:12
Michu mocno trzymamy za Ciebie kciuki, powodzenia 
rzeczywistość
2009-03-28 17:03:39
Muszę Wam powidzieć (nie co w nawiązaniu do poprzedniego postu), że powrót do rzeczywistości jaką jest konieczność egzystowania w wielkim mieście, po kilku dniach pobytu w małej miejscowości w Beskidach jest przerażajacy. Doskonale rozumiem radość Siostry z przeprowadzki poza miasto i odrobinę zazdroszcę. Tam, tzn w Beskidach, życie toczy się zupełnie innym rytmem i wedle zupełnie innych reguł. I niczego tutaj nie gloryfikuję, bo wiadomo wszędzie dobrze tam gdzie nas nie ma, ale stwierdzam fakt na podstawie własnych obserwacji. Bo na poczatku rzeczywiście przeszkadzał mi brak telefonu, internetu, sklepu , czy bankomatu na wyciągnięcie ręki, ale do tego idzie przywyknąć w krótkim czasie. To co natomiast jest niesamowite w miejscach takich jak to opisywane, to spokój, cisza, brak szaleńczego pośpiechu, tu możesz sie zatrzymać ,pomyśleć, wiedząc że nie porwie cię pędzący tłum : ) Oczywiście każdy kij ma dwa końce, ja tam byłem tylko kilka dni i to co dla mnie było blogosławieństwem jak ogromna ilość śniegu, wspomniany już spokój i cisza dla miejscowych jest prawie przekleństwem, bo na przykład trzeba przecież jakoś przez zaspy dotrzeć z dziećmi do szkoły czy do sklepu po zakupy. A i piękne widoki miejscowych już tak nie urzekają i tak nie cieszą, choć doceniają piękno własnej okolicy jak np. wracają z urlopu z równin ; )))) Zatem jak widać wszysto ma swoje dobre i złe strony, grunt to umiejętność ich dostrzegania. A do zycia w mieście też przyjdzie sie po powrocie przyzwyczaić.
A i na koniec jeszce jedno spostrzeżenie branżowe niejako, lekarz w tamtych okolicach też ma nie najgorzej, bo zdaje się, że szanowany jest bardziej przez swoich pacjentów, praca jakby nieco mniej stresująca (choć nie do końca, bo weź tu sobie sam poradź w głuszy, ze stanem zagrażajacym zyciu, bez jakiegokolwiek zaplecza) a i wdzięczność ludzi jest większa. Ale z drugiej strony szansa na kształcenie i rozwój dla lekarzy takich jak ja jest mizerna. Tam trzeba już osiąść bedąc lekarzem w pełni wykształconym.
P.S. A propos tego że praca na tzw. przyczólku jest spokoniejsza, przytoczę słowa mojego przyjaciela, również lekarza, który miał okazje pracować na dyzurach w PR w miejscowości Lutowiska w Bieszcadach: " .... jak się nic nie dzieje to jest zupełny luz można nawet grila robić, ale jak jest wezwanie to nigdy do łatwych przypadków i człowiek jest umordowany tak jak po całym dniu ciężkiej pracy ....."
czytaj resztę »uzależnienie
2009-03-26 23:35:29
A witam, wiem, wiem że dawno nie pisałem, ale to z już wiadomych racji tego, iż mimo zapewnień operatora nie miałem zasiegu. Biegałem, szukałem, ustawiałem sie na górce i nic, no może poza komunikatem o braku dostępu do sieci. Jedyna mozliwość żeby poszperać w internecie pojawiała się w chwili gdy wyruszalismy gdzieś dalej i to tylko do czasu gdy starczało baterii w laptopie. Nie uwazacie, że strasznie szybko przyzwyczajamy się do nowinek technicznych, jaeszce niedawno telefon komórkowy, dzisiaj internet, a jutro kto wie .... Nie wyobrażamy sobie bez nich życia, choć jeszcze kilkanaście lat tem wszyscy potrafiliśmy śię bez nich obejść. Przyznaje, że i ja czułem sie nieswojo, a nawet rzekłbym, że źle nie mogą dzwonić i "serfować po necie". To tak ułatwia życie. Ale z drugiej strony dobrze było poczuć, że nie jest się zniewolonym przez technikę.
czytaj resztę »
zima, zima, zima
2009-03-20 10:45:37
Trzeci dzien pada śnieg. Ogrom białego puchu spowił, całą okolicę i panują iście cudowne warunki dla narciarzy. Śniegu jest tyle, że nie do końca jesteśmy w stanie zidentyfikować nasz pojazd, a musimy go odgruzować bo dzisiaj przemieszczamy się w stronę Beskidu Wyspowego. Autochtoni mówią, że bez łańcóchów sie nie obejdzie. Mnie jednak martwi to, że najprawdopodobniej przez najbliższe parę dni nie będę miał kontaktu ze swiatem i z Wami bo tam gdzie jedziemy internet jeszce niedotarł. Cóż może wykorzystam gołębie pocztowe ; )))) Jakoś sobie poradzę. A tymczasem pozdrawiam i w załączeniu przesyłam fotki zrobione dzisiaj o poranku z okna naszego pensjonatu : )


A propos poruszanego ostatnio na blogu tematu dotyczącego zmian rekrytacji na studia medyczne, cytat z książki "Dobry zawód": "Szansę na studia medyczne mają tacy, którzy najlepiej zdadzą egzamin z fizyki, chemii, bilogii. Bardzo to słuszne, ale dla tych którzy będą rozwijać nauki medyczne. Jest jeszcze cała rzesza młodych ludzi, którzy chcą zwyczajnie leczyć. Są to takie "matki Teresy z Kalkuty", które mają potrzebę niesienia pomocy, a na medycyne sie nie dostają bo "oblewają" test z fizyki."
czytaj resztę »wytchnienie
2009-03-16 17:47:06
Trzeci dzień urlopu : ) Cudownie jest obudzić się rankiem z własnej nieprzymuszonej woli, a nie przez szkrzeczący o 5. 40 budzik i z jeszcze cudowniejszą opcją tego, że nie trzeba w pośpiechu wykonać porannej toalety, w biegu pochłonąć śniadania, a można jeszcze przez kilkanaście minut powylegiwać się w łóżku. Tego mi brakowało. Pierwsze słoneczne dni spędziliśmy w samej Krynicy. To naprawdę urokliwe miejsce i cieszę się że po latach poruszania sie utartymi schematami, tylko do Zakopanego jako stolicy polskich gór, gdzie w sezonie człowiek na człowieku stoi, trafiłem tu po raz pierwszy (straszne !). Krynica ma inny klimat, myślę że bardziej przyjazny, spokojniejszy i o tej porze roku ma jeszcze jeden (dla mnie zasadniczy) plus, brak kłębiacych sie wszędzie turystów. Ja jako jednostka aspołeczna : ) wolę tu spokojnie powedrować po okolicy niż tłoczyć się w kolumnie drogą do Morskiego Oka albo na Krupówkach. I żeby nie było, że faworyzuję jakieś miejsce, uwielbiam całe nasze góry (ulubione miejsce mojego wypoczynku), tylko chyba się starzeję i bardziej niż dotąd potrzebuję ucieczki od zgiełku życia codziennego. Zatem przez pierwsze dni, korzystając z pięknej pogody połaziliśmy po okolicy, zahaczyliśmy o piekną Górę Parkową. A dzisiaj klops, załamanie pogody, za oknem biało - szaro i cały czas pada śnieg z deszczem. To zapowiadało przymusowe siedzenie w pokoju i nuuudy : (. Ale na szczęscie tak sie nie stało i tuż po sniadaniu podjeliśmy decyzję, żeby zapakować cztery litery i ruszyć autkiem odwiedzając co piękniejsze miejsca regionu. I to był strzał w dziesiatkę, nie przeszkadzała nam pogoda i wszechogarniąjący ziąb by docierać do cieszących oczy i duszę miasteczek, zabytkowych cerkwi, opuszconych domostw w typowym podhalańskim stylu. Szczególnie polecam Stary Sącz, to naprawdę klimatyczne miasteczko, które urzekło mnie od razu swoim charakterem. I ta myśl, kiedy go opusczałem, że kiedyś chcialbym tu wrócić i zamieszkać, chyba mówi wszystko. Zmęczeni ale szczęśliwi, po pokonaniu ponad setki kilometrów, wróciliśmy na kwaterę. I to by było na tyle z news - ów, ale żeby nie być gołosłownym i nie pobudzać zanadto Waszej wyobraźni postaram się wkrótce dołaczyć parę fotek, bo dzisiaj mam jakieś kłopoty techniczne.
Pozdrawiam serdecznie : )


No i w końcu po długich staraniach udało się umieścić chociaż dwie fotki, pierwsza przedstawia panoramę Krynicy, a druga najstarszą zachowaną na terenie Polski cerkiew. Pozdrawiam serdecznie : ) Aaaaaaa i żeby rozwiać wszelkie wątpliwości i uprzedzić komentarze zamieściłem zdjęcie kościoła nie dlatego, że mam doła tylko dlatego, że naprawdę robi wrażenie ; )
czytaj resztę »"Położyło się niech leży ....."
2009-03-14 20:30:09
"Położyło sie niech leży, zanim stechnie to długo jeczcze" tym jakże trafnym cytatem z piosenki "Elektrycznych gitar" postanowiłem rozpocząć pierwszy dzień urlopu. Zregenerować siły po piątkowym koszmarze i przebąblować całą sobotę. Ale nie, tak się nie stało, już o 8.00 stałem spakowany przed pomem i czekałem na transport najpierw do domu rodzinnego (co by rodziców odwiedzić), a później do Krynicy Górskiej, skąd dzisiaj już do Was piszę. Zmęczony po przejechaniu około 500 km, ale zadowolony, że nadszedł upragniony wypoczynek, dotarłem szcęśliwie i bez większych perturbacji do celu. Nie zdażyłem się nacieszyć jeszcze widokiem gór, które okrył zmierzch, ale jutro uczynię to napewno i wkrótce umieszczę pare fotek. Tymczasem życząc miłej soboty pozdrawiam serdecznie i zmykam choć w częsci zrealizować nakreślony w pierwszym zdaniu plan : )
czytaj resztę »madrości
2009-03-12 22:35:47
Dzisiaj, nie jako do poduszki, bo pora już późna, postanowiłem uraczyć Was garścią paru wyczytanych ostatnio medycznych i niemedycznych madrości:
1) "Nigdy nie mów Oooo dopóki pacjent jest przytomny"
2) Dermatologia to jedyna dziedzina medycyny w której są dwie setki chorób i tylko trzy rodzaje maści przeciw nim" - kurcze dlaczego nie zostałem dermatologiem ?????
3) "Pacjent o najbardziej nieświeżym oddechu jest zazwyczaj najbardziej gadatliwy" - przestroga głównie dla stomatologów i dla tych co lubią się nachylać badając pacjenta
4) "Bąka puszcza się zawsze na chwilę przed wejsciem lekarza na salę" - czasami nie tylko bąka i trzeba szybko wołać salową.... :)
A na koniec coś co idealnie obrazuje naszą pracę:
5) "Nagłe wypadki przydażają się w najbardziej pracowitym dniu" - coś o tym wiemy, prawda?
6) "Telefon odzywa się w chwili, gdy na drugiej linii wykręciłeś właśnie inny numer" - irytujące w pracy sekretarki medycznej
I jak dla mnie najlepsze:
7) " Bój się dnia , kiedy nie bedziesz miał na co się wściekać" - uffff, a już myslałem że coś ze mna nie tak, że non stop się wkurzam : )
pozdrowienia
czytaj resztę »Ulga i radość
2009-03-11 20:21:29
Radosny dzień w naszej pracy dzisiaj nastał. Dwoje naszych znamienitych kolegów (a w woli ścisłości to koleżanka i kolega) zdało (i to jak) pisemny egzamin specjalizacyjny. Miło ich było wreszcie po tak długim czasie widzieć uśmiechnietych, i choć zmeczenie na pewno było wielkie to radośc z nich tryskała. Na ich cześć hip, hip huraaaaaa : )))))) A i my cieszyliśmy się co nie miara bo kto trzymał kciuki i zdrowaśki odmawaiał całe wieczory i ranki no wiadomo my, my, my i rościmy sobie prawa do sukcesu, hi, hi ; ))))))). Dużo wyrzeczeń ich te przygotowania do egzaminu kosztowały, ogrom stresu i kolejne nieprzespane noce i jak człowiek tego nie przeżyje (tak jak ja na przykład) sam na własnej skórze to nie bedzie wiedział o czym mowa. To wszystko jeszce przedemną taki jak i tony ołowków i zakreślaczy do pogryzienia podczas szaleńczej nauki, a czas szybko leci, za szybko. A wydawać by sie mogło, że dopiero co zaczynałem specjalizacje, a juz jestem w jej połowie.
Jeszcze raz ogromne gratulacje i oby coraz wiecej takich chwil w naszej pracy.
Pozdrawiam
czytaj resztę »kontra dla życia
2009-03-03 20:02:54
Ech, wiem pewnie spodziewacie się, że znowu jak w wiekszości poprzednich wpisów będę smęcił i narzekał na rzeczywistość, której nie da się zmienić jak stary zgryźliwy tetryk i wylewał skrywane żale na forum publicznym. Tu Was zaskoczę, dzisiaj nie, postaniowłem nieco spasować i mimo wszystko spojrzeć bardziej optymistycznie na życie, w końcu nie mozna dawać za wygraną. Rzeczywistość jest jaka jest i tego sam nie zmienię, ale postanowiłem się pozytywnie wyróżniać. Dośc malkontenctwa dookoła, więc po co dokladać do niego jeszcze swoje pięć groszy. Oczywiście nie odpuszcę i reguralnie będę krzyczał o niesprawiedliwości, bo w swej naturze mam mówić o tym głośno, choć to niepolityczne.
Zatem mimo , że dzisiejszy dzień dał mi w kość to cieszę się, że teraz mogę sciąść przed kompem z kubkiem gorącej herbaty i się zrelaksować. I spogladam na nieco zapomniany rower, czas go przygotować do sezonu w końcu wiosna idzie, a głowa pełna nowych tras rowerowych , które warto zrealizować.
Pozdrawiam : )
czytaj resztę »zaborczy związek
2009-03-01 11:18:24
Wczoraj miałem zupełnie luźny dzien, zero pracy, zero stresu, odpoczynek i ładowanie baterii na cały następny tydzień. I po jako takim odgruzowaniu mieszkania po całotygodniowym bałaganie, przetarciu drogi pomiedzy kuchnią, pokojem a toaletą postanowiłem zadbać o siebie i swoich najblizszych. Lekarz też człowiek i swoje hobby ma, dla mnie to m.in. bicykle, zatem nie mogłem odpuścić corocznej wystawy "Rowery 2009". Impreza mimo tłumów, super, pełno nowości rynkowych i mmnóstwo ludzi o podobnych zainteresowaniach, których tak jak mnie kręci ta sama pasja. To lubię, ale niestety z racji pracy rzadko znajduje czas, żeby poszaleć na rowerze. Wróciłem bardzo zadowolony. A wieczorem spotkanie z długo niewidzianymi znajomymi, już myślałem, że się obrazili za to, że nie znajdowałem dla nich czasu wcześniej. Ale nie. Oni ten fakt w kontekście swojej własnej pracy rozumieją, w końcu sami są z tzw. branży, i pewnie tylko dlatego. Po powrocie z pysznej kolacji, spędzonej w super towarzystwie wróciłem do domu z kłębiącą się na stykach moich szarych komórek myślą, że związek z medycyną na który parę lat temu się zdecydowałem, to związek bardzo zaborczy i tak naprawde ogromnie ogranicza mój świat, moje horyzonty i mnie samego. Ciężko znaleźć czas na to żeby zadbać o to, co najważniejsze: o rodzinę, przyjaciół, znajomych o nasze pasje, czyli ludzi i rzeczy, które czynią nasz świat szcześliwym. My czasem nie odstrzegamy jak bardzo zaniedbujemy najblizszych i siebie, dopiero jakiś boom, sprzeczka z najblizszymi, niespodziewana sytuacja życiowa nam to uświadamia. Mi uświadomił to po raz kolejny zresztą ten weekend i jedno jest pewne muszę przeanalizować mój system wartości, bo nie otaczam się samymi ludzmi z branży, którzy rozumieją jak bardzo może dać w kość dyżur i że po nim nie ma się już ochoty na nic, nawet na miłe spotaknie z przyjaciółmi.
czytaj resztę »