Permamentny brak miejsc

2009-02-25 20:56:06

Dzisiaj jest dobrze, to w końcu środa przełomowy moment tygodnia, nawet sprawnie uwinąłem się w pracy i to na tyle, że udało mi się z niej wyjść o sensownej godzinie  (tzn. zanim jeszce się ściemniło, hi, hi ; )). Udało mi się nawet obejrzeć Fakty, a tam powtórka z rozrywki tym razem w Łodzi  - permamentny brak miejsc w oddziałach OIOM i oddziałach internistycznych. Dramatyczne relacje reportera, że karetki pogotowia nie mają gdzie wozić pacjentów, że ciężko chorzy są odsyłani z kwitkiem do domów, albo do innych szpitali gdzie tez nie znajdują pomocy. A cały reportarz okraszony w iście sensacynym stylu opisem przypadku pacjentki, kóra na przenośnym "karetkowym" respiratorze była wożona od szpitala do szpitala, aż w końcu nie znajdując pomocy znikąd zmarła na noszach. A wszystkiemu winni lekarze, którzy wg. mediów ukrywają wolne miejsca na oddziałach, bo w domyśle (oczywiście mocno zawaluowanym, ale i tak zrozumiałym nawet dla  średnio pojętnej osoby) nie chce im się pracować. Skąd my to znamy. Całkiem niedawno stolica naszego "pieknego" kraju borykała sie z podobnym problem, a szpital i klinika w której pracuję była na łamach gazet, głównie lokalnych oraz w radiowym eterze wymyślana od czci i wiary, że nie przyjmuje pacjentów mając co najmniej kilka wolnych łożek. Wychwalano wtedy CSK przy Banacha, że z troski od dobro pacjentów kładzie ich na korytarzu, a żeby podkreślić dramaturgię zdarzeń to do tego kładzie ich także na zwykłe materace na podłogę. I pokazywano w telewizorni cierpiących pacjentów i rozżalone rodziny, a RMF FM stacja którą nie posądzałem,  o aż taki populizm uruchomiła nawet specjalna infolinię dla pacjentów, któży mieli na nia dzwonić w przypadku gdyby nie byli przyjęci na oddział. Wyobraźcie sobie jak musieli sie czuć dyżurujący wtedy chociażby u nas lekarze izby przyjęć, którzy zastraszani nie tylko przez pacjentów i media, ale też przez własna dyrekcję nawet przy braku wskazań do hospitalizacji, mając nalegającego na przyjęcie pacjenta bali sie go odesłać do domu. A prawda wygladała i wygląda zupełnie inaczej, teraz na Banacha nie ma  korytarzowych dostawek, a u nas zarówno wtedy jak i teraz, permamentnie mamy kilku pacjentów na łóżkach korytarzowych. I gdzie tu prawda. Tylko żadnemu panu, czy pani redaktor nie chciało sie w sądnych dniach zajrzeć na nasz odział i przekonać sie jak było i jest naprawdę. A my dwoimy sie i troimy, żeby pacjentów jak najszybciej zdiagnozować i wypisać do domu, ale to i tak zbyt mało w stosunku do naporu jaki trwa na IP. Bo pacjentowi wygodniej przyjść na izbę, niż zrywać sie rano żeby dowiedzieć się, że spóżnili się i ich lekarz rodzinny ich dzisiaj nie przyjmie, ale może mają na to szansę w połowie przyszłego miesiąca (oczywiście dramatyzuję, choć może wcale nie).

Cóż prawda pewnie tak jak zawsze leży gdzieś po środku, ale chciałem wam przekazać jak to wszystko wygląda z mojego punktu widzenia. Pozdrawiam i do miłego usłyszenia. 



Nie dodano kategorii

Komentarze: 0

Nie dodano komentarzy.

Dodawanie komentarza