opieka podstawowa

2009-07-22 11:51:52

Długo zastanawiałem się czy pisać ten post, żeby nie być posądzonym o działanie wbrew kolegom lekarzom pracującym w podstawwoewj opiece zdrowotnej;  ja młody, niedoświadczony lekarz - cóz on może wiedzieć. Jednak zdecydowałem się na to wiedząc, że tak naprawdę to wystepuję nie przciwko lekarzom, którzy pracują w POZ, z których część znam i bardzo cenię jako ludzi i wspaniałych fachowców, a przciwko organizacji systemu ochrony zdrowia w Polsce. Z założenia ma być tak, że pacjent ma trafić do lekarza rodzinnego z każdą dolegliwością i to On ma stanowić "sito" które "odsiewa" osoby wymagajace hospitalizacji szpitalnej, czy pomocy specjalisty w danej dziedzinie, od tych których da się spokojnie zaopatrzyć i leczyć ambulatoryjnie. Takie są założenia i wytyczne Minsiterstwa Zdrowia, ale rzeczywistośc ni jak do nich nie przystaje. Bo jak tu zajać się pacjentem i strać się prowadzić jego leczenie gdy ma sie pod opieka tysiące takich osób, a na każdą z nich około 10 - 15 min na wizytę. I gdzie tu czas, na to zeby zebrać pożądny wywiad z pacjentem, omówić z nim istotę rozpoznanej choroby oraz planowaną diagnostykę i leczenie dbajac o nadmieniany juz na naszum blogu copliance. Te 10 - 15 minut zajmuje właśnie wypełnienie dokumentów pacjenta, wszelkiego rodzaju skierowań na badania i recept; nie ma czasu na rozmowę. I wiadomo, że wtedy łatwiej po prostu wypisać skierowanie do szpitala  i powiedzieć: " Tam się Panem/Panią zajmą .... i będzie to dla Pana/Pani lepsze". Lekarze POZ jak wiadomo muszą się też liczyć z nakladami ponoszonymi na jednostkowego pacjenta, bo prawie codzień mają kładzone do głowy, że muszą oszczędzać, że powinni wypisywać mniej skierowań na badania, że zobronione mają kierować pacjentów np. na tomografię. I jak tu normalnie funkcjonować z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zawodowego. No nie da się. Dlatego często my lekarze pracujący na oddziałach szpitalinych w IP spotykamy się z tłumaczeniem kolegów, że oni nie mogą czegoś zrobić, zasłaniając się jakimiś ustawami wydanymi ostatnio przez Panią Minister Zdrowia czy nakazem przełożonych. Ostatnio spotkałem się nawet z sytuacją kiedy lekarz POZ odmówił pacjentce realizacji zaleceń poszpoitalnych, m.in. wykonania podstawowych badań biochemicznych krwi, tłumacząc to tym, że to ja powinienem realizować te zalecenia skoro je wydałem...... tylko że wtedy byłbym nie lekarzem oddziałowym tylko rodzinnym, a ja się na to nie godzę. Myślałem przez jakiś czas że takie postępowanie i metody działania lekarzy rodzinnych dotyczą tylko "rejonu" obsługiwanego przez nasz szpital. Nic bardziej mylnego, ostatnio przekonałem się, że podobnie jest tak naprawdę wszędzie. I szczerze powiem, żę nie wiem jak to zmienić, bo ja się na reformie służby zdrowia nie znam, a to myślę ona jest winna zaistaniałej sytuacji, a nie tysiące lekarzy POZ którzy działają na tyle na ile pozwala im otaczająca rzeczywistość. 




Komentarze: 3

MSI 25.07.2009 r., 19:23
Jak dla mnie taka specjalizacja produkująca lekarzy POZ etc. (nota bene jakim cudem medycyna rodzinna okazała się priorytetowa czyli bardziej doceniana i chyba lepiej płatna) powinna być pod patronatem np. SGGW, bo tam jest prędzej miejsce dla ludzi zachowujących się jak kukułki ;-)
przenitek 25.07.2009 r., 00:00
Ale Michu dlatego , że skierowanie wystawić najprościej, a w rozpoznaniu napisać jak jeden z doktorów cytuję; "starczość" - no i ręce opadają. A poza tym jego napisanie zajmuję dużo mniej czasu niż rozmowa/wywiad z chorym czy jego badanie.
misiek 23.07.2009 r., 20:47
Pomimo całej sympatii dla kolegów lekarzy (także rodzinnych), niestety stwierdzę, że w Polsce nie ma skutecznej weryfikacji celowości wystawiania skierowań. Stąd taka łatwość w ich tworzeniu. Koledzy tzw. "rodzinni" spod dużego palca wypisują tonę skierowań to tu, to tam oddalając od siebie problem. Kontrola skierowań wykazałaby jak naprawdę funkcjonuje POZ.

Dodawanie komentarza