doświadczenie
2009-05-12 20:48:00
Dzisiaj po raz kolejny przekonałem się jak wielką role w naszym zawodzie odgrywa doświadczenie. Zawsze podziwiałem kolegów, którzy na podstawie jednego spojrzenia na pacjenta, czy kliku zdań wywiadu potrafili postawić właściwe rozpoznanie. Wielki szacunek dla ich tzw "nosa" klinicznego. Obecnie co raz bardziej wierzymy w moc tych wszystkich badań, które mają wspomagać naszą pracę. Tomografia komputerowa, rezonans magnetyczny, PET, kapsułka endoskopowa itd. to cenne zdobycze nauki i techniki dzięki którym nasza praca staje sie łatwiejsza i sprawniejsza, dzięki takiemu wspomożeniu łatwiej nam postawić właściwe rozpoznania i właściwie leczyć. No właśnie, czy zawsze tak jest. Otóż niekoniecznie. Już co najmniej kilka razy w mojej krótkiej karierze zawodowej spotkałem sie z sytuacją gdzie zaawansowane metody diagnostyczne tylko zamazywały nakreślony wstepnnie na podstawie wywiadu i podstawowych badań właściwy obraz choroby i opóźniały rozwiązanie. Nie zapomnę opisu tomografii klp w której wszystkie wymienione przeze mnie na skierowaniu rozpoznania doktor opisujący ujął w słowa: nie można potwierdzić ..., nie da sie wykluczyć ..., obraz niejednoznaczny...., przypuszcalnie istnieje prawdopodobieństo, iż obraz sugeruje... (to ostatnie to już wymysł mojej wyobraźni). No w każdym razie badanie na które bardzo liczyłem tak naprawde nie rozwiało moich watpliwości, a wręcz przeciwnie jeszcze bardziej je nasiliło. I dopiero jeden rzut wprawnego oka radiologa, który powiedział krótko, cytuję "No tak, hmmm to jest zły opis doktorze, na tych skanach widać ordynarne śródmiąższowe zapalenie płuc..." I nagle wszystko stało sie jasne, modyfikacja terapii i w efekcie radykalna poprawa stanu zdrowia pacjenta. Własciwa ocena i interpretacja wyników badań obrazowych to przyznaję niełatwe zadanie i wymaga wielkiej wiedzy, opatrzenia się, a przede wszystkim doświaczenia. I tu dochodze do sedna dzisiejszego postu, otóż mam pacjenta któremu na podstawie tomografii (bez innych poprzedzających badań wstępnych) ropoznano guza nerki. Możecie domyślać się co to oznaczało dla pacjenta. Załamał sie cały jego świat, w który wkradł się lęk i niepewność jutra. Młody facet, praktycznie dotychczas nie leczący sie przewlekle, dramat. Dzisiaj na polecenie szefa postanowiłem postąpić wbrew logice i owo badanie tomograficzne (z założenia bardziej dokładne) zweryfkować badaniem USG ale wykonywanym i ocenianym przez bardzo doświadczonego lekarza. I co sie okazało, że ten guz to torbiel, do której światła wpukla sie fragment prawidłowego miązszu . I co Wy na to. Oto jak wprawne oko może zmienić rozpoznanie. Wielki szacunek.
