Konsekwentnie

2009-03-07 22:58:55

Mamy sobotę, dla mnie dzień wytchnienia, oderwania się od codzienności, pracy i problemów z nią związanych a mimo to w mojej głowie kotłuje się od południa jedna myśl: czemu zostałem lekarzem? Tak czasmi mam, myślę, że jak większość z Was, a ostatnio nawet częściej. Zazwyczaj czynnikiem spustowym jest jakaś sytuacja, ciężki dzień w pracy, a dzisiaj proste i celene pytanie mojej koleżenki, która po wysłuchaniu moich żali jak to jest ciężko, jak dużo pracy, jakie marne zarobki i znikąd docenienia, współczucia, posieszenia, spytała: " To po jaką cholerę wybrałeś tą medycynę i zostałeś lekarzem". I wiecie po raz pierwszy nie miałem innego argumentu niż powołanie, bo przecież nie prestiż zawodowy (już nie), nie pieniądze (bo jak mówią kokosów nie ma, do pierwszego wystarcza, bo wypłata 19 - go) i nie możliwość kariery (bo ja tego jakoś nie dostrzegam, ale może ślepy jestem). A na koniec rozmowy taż sama koleżanka spytała mnie, czy jeżeli miał bym jeszcze jedną szansę, dokonał bym innego wyboru, na co odpowiedziałem nie. I w tym momencie sam sobie wytrąciłem oręż z ręki, bo wiedząc już jak wygląda praca lekarza, doświadczając jej na co dzień nadal chciał bym nim zostać, straszne. Dała mi do zrozumienia, że nie mam prawa tak narzekać, bo to mój świadomy, przemyślany wolny wybór i nikt mnie nie zmuszał do tego żebym podjął taką, a nie inną decyzję. I temat rozmowy się skończył.  Ciekaw jestem jak Wy byście odpowiedzieli na to pytanie, czy bogatsi o doświadczenia, studiów, życia studenckiego, trudu egzaminów, pracy zawodowej nadal byście podjeli tą samą co przed laty decyzję ?      

Pozdrawiam. 



Nie dodano kategorii

Komentarze: 5

TenObcy 12.03.2009 r., 00:05
Często też zadaję sobie to pytanie. Bo na dyżurach sama straciłam zdrowie. Kasy z tego nie było, bo pracowałam w systemie 12-godzinnym jak większość pielęgniarek. Ale mimo to ciesze się, że skończyłam te studia. I zrobiłabym to drugi raz. Bo tylko lekarze z powołaniem są zdolni do takich przemyśleń. Inni nie zadają sobie takich pytań ;-). Poza tym zawsze można postudiować później cos innego. A medycyny później sie już nie postudiuje ;-).
misiek 08.03.2009 r., 21:36
Judymowanie jest trochę wpisane w nasz zawód. Jeśli ktoś chce robić kasę, to niech wyjeżdża i wiąże się z międzynarodową firmą. Jesteśmy wszyscy sfrustrowani - to prawda. Niewyspani i zmęczeni są ci, którzy dyżurują - można wybrać sobie pracę poza szpitalem! Nieprawdą natomiast jest, że nie ma się czasu dla rodziny - wszystko zależy od człowieka i od wartości, które postawił sobie na pierwszym miejscu. A na brak satysfakcji nie mogę narzekać. Cieszy każdy (sic!) sukces - czy jest to prawidłowa diagnoza, czy powrót chorego do życia po reanimacji. To naprawdę dodaje sił. Na długo. Na tyle, ze się nie chce robić niczego innego.
przenitek 08.03.2009 r., 11:29
Znaczy sie trochę jak dr Judym z " Siłaczki" : ) Cieszę się, że nie jestem odosobniony w moich przemyśleniach.
misiek 08.03.2009 r., 00:16
Mam doła. Ale i tak będę dalej leczył.
misiek 08.03.2009 r., 00:00
A mimo całego trudu, upierdliwości, braku forsy i perspektyw lubisz to co robisz? Jeżeli tak (bo ja na ten przykład lubię ten pieprzony zawód konowała) to nie ma o czym gadać.

Dodawanie komentarza