nic nowego

2009-09-29 20:42:03

  Opieka poszpitalna nad pacjentem należy do ............. oczywiście do  lekarza prowadzącego chorego w warunkach szpitalnych. Takie wrażenie można odnieść obserwując losy i  perypetie zdrowotne pacjentów opuszcających naszą Klinikę. I chyba nie jest to wina tzw "rejonu", bo tak dzieje się ogólnie rzecz biorąc wszędzie. Lekarze POZ nie czują konieczność realizacji zaleceń znajdujących się na kartach wpisowych, w końcu to nie ich zalecenia i niech spełnia je ten kto zlecił. I tym sposobem pacjenci nie mogą doprosić się w warunkach ambulatoryjnych chociażby kontroli morfologii, czy kontroli innych podstawowych badań laboratoryjnych. "Proszę pana/pani to nie są moje zalecenia ....." słyszą od swojego lekarza rodzinnego, "..... proszę zgłosić się od oddziału w którym był pan/pani hospitalizowany". No i pacjenci przychodzą do nas, dzwonią rozżaleni,  nie mogąc się doprosić, tak, tak  doprosić o to, co tak naprawdę jest obowiązkiem lekarza POZ. W Polsce nie istnieje coś takiego jak ciągłość opieki nad pacjentem, chory po wyjściu ze szpitala trafia zazwyczaj (bo nie można też generalizować, choć dla wyrazistości to czynię) w "czarną dziurę", nie wiedząc mimo jasnych zaleceń w karcie wypisowej co ma ze sobą zrobić, natrafiając non stop na odmowy i opór "materii". I szczerze powiem, to nie wiem czy to się kiedyś zmieni, mam nadzieję że tak.......      

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 9 , zobacz komentarze

tętniący problem

2009-08-24 20:37:07

W miniony piątek około godziny 13 trafiła do mnie z IP pacjentka przeniesiona z innego ośrodka z podejrzeniem zapalenia płuc. W wywiadach dość obciążeń żeby oddzielić kilku innych pacjentów, a w obrazie radiologicznym całkowite zacienienie lewego płuca. Płyn ?????? Już stan pacjentki po pojawieniu sie na oddziale nie wróżył nic dobrego, chora blada jak ściana, splątana, pobudzona, bez kontaktu słowno - logicznego, z ciśnieniem 85/50 mmHg, a nad polem osłuchiwania lewego płuca szmer oskrzelowy. Uuuuuuuuuu nie jest dobrze pomyślałem sobie. Przyłozyliśmy sondę USG do opłucnej i ..... niby nie krew, hemoglobina 10,9 mg/dl z poprzedniego dnia, no rzekłoby się nie ma dramatu, ale stan pacjentki mówi co innego. Z wielkim trudem walcząc z pacjentką pobraliśmy krew (wyniki o zgrozo mimo adnotacji cito były za kilka godzin) i podłaczyliśmy do ją monitora, a tam saturacja 78 %, tętno 140/min, a ciśnienie 80/50 mmHg. Trzeba działać i to jak najszbciej, tylko jak takiej pacjentce  zrobić TK, czy nakłuć diagnostycznie opłucną skoro ona wije się jak przysłowiowy piskorz. Opuszczając pracę i przekazując informacje Dyżurnym (którym w tym miejscu chciałbym serdecznie podziekować, bo wykonali kawał dobrej roboty) byłem pełen obaw. I nie zawiodłem się, gdy pacjentka na lekach się nieco uspokoiła koledzy wykoanli jej TK klp, a tam co?...... A no pękający tętniak aorty piersiowej, "skrwawiajacy" się do lewej jamy opłucnowej. Dramat. Sorry Janku, że nie dałem poczatkowo wiary Twoim przypuszceniom. I teraz zaczyna się najlepsze czyli poszukiwanie ośrodka, który zechciał by taką pacjentke zoperować;  no bo jak leczyć zachowawczo pękajacego tętniaka na internie?????? W jednym z wydzwonionych ośrodków wogóle takich operacji nie przeprowadzają, w drugim nie udało sie skompletować zespołu operacyjnego, a w trzecim zabrakło właściwych stentów, cóż...... Dzisiaj (a minęło już cztery dni odkąd chora do nas trafiła) też spędziłem praktycznie  cały dzień wisząc na słuchawce i konsultując pacjentke w róznych ośrodkach i co ..... i nic.  Brak konkretów i perspektyw dlaszego działania. Przyjdzie jednak ten tytułowy tętniacy problem leczyć na internie, w końcu nie pierwszy raz leczymy schorzenia typowe dla zupełnie odmiennych i jakże róznych od naszej  gałęzi medycyny.

                                                                

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 10 , zobacz komentarze

Otumanienie

2009-08-20 22:01:21

Szczerze powiem, że nie wiem co w ostatnich dniach się ze mna dzieje, ale moja koordynacja słowno - ruchowa osiągnęła poziom mocno alarmujacy i zamiast szybować ku górze, szoruje brzuchem o ziemię. Chodzę jakiś taki na wpółprzytomny, a priorytetowym punktem planu dnia staje się poszukiwanie możliwości odpoczynku. Moje mieszkanie w  stolicy nigdy nie było jaskinią rozrywki, ale obecnie sluży mi tylko za  sypialnię. Przychodze do domu, zmuszam się by resztką sił wziąść prysznic, a następnie padam na łóżko i błogo zasypiam. Co jest ???? Zenujące, ale prawdziwe. I nie jest to kwestią pracy, bo tam jak zawsze zajęć nie brakuje, ale wielkiego dramatu nie ma i nawet udaje mi się wychodzic z niej przed 17. Potem codzienne sprawunki i obowiazki i jestem w domu, a dalszy ciąg już znacie z opisu powyżej. Dzisiaj siedzę przed kompem resztką sił, próbujac nie zasnąć i podtrzymując powieki na przysłowiowych zapałkach. No nie wiem, ale albo mam niedoczynność tarczycy, albo .... się starzeję ; ))))))) I na koniec coś muzycznego z lat mej młodości ; )))))) :

                         

czytaj resztę »

Dodane w na luzie | Komentarze 6 , zobacz komentarze

Egoizm

2009-08-11 19:47:19

Po dzisiejszym dniu wiem, a raczej utwierdziłem się w tym, że wiem że naszym życiem, równiez moim, kieruje daleko posunięty egoizm. Na każdym kroku liczy się tylko własny tyłek, własny interes, nic wiecej ..... przykryty górnolotnymi słowami o sprawiedliwości i równości obowiazków. Zatracamy w tym ferworze pracy chęć i zdolność pomocy innym. Minęły czasy, że gdy pojawiało sie na oddziale nowe przyjęcie każdy wykazywał zainteresowanie, a gdy nie było dyżurnego do zajecia sie nim, szybko znajdowało sie zastępstwo. Było jakoś przyjemniej i przyjaźniej. Nie wiem do końca co jest przyczyną obecnego stanu rzeczy. Pewnie natłok zajęć i nowych obowiazków, wieczne zaganianie i brak czasu nawet na to, żeby podrapac sie po .... głowie. Każdy kombinuje jakby tu zrobić, co by sie nie narobić i jest jak jest. Teraz przyjęcie pacjenta w ciągu dnia jest złem koniecznym i bronimy sie przed nim nogami i rekami. Cóz rzeczywistość..... I przyznaje rację, że rozkład obowiazków nie jest symetryczny, a bardziej doświadczeni koledzy mają od nas żółtodziobów poprzez konsultacje, wykonywanie specjalistycznych badań czy choćby udzielanie sie jak dzisiaj na izbie przyjęć wiecej pracy i mają prawo domagac sie specjalnych przywilejów bijac tak naprawdę w nas młodszych. Ale wiem po dniu dzisiejszym, że moje zdanie nie jest najważniejsze (i słusznie)i liczy się zdanie większości. Pytanie brzmi jaki jest interes większości ????? Bo na pewno jekiś jest. A teraz sza, cicho sza ......

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 16 , zobacz komentarze

Szarlatani

2009-08-06 21:47:14

Sprawy trzeba nazywać po imieniu. I nie jestem uprzedzony, ani też tym bardziej nie jestem rasistą. Po prostu pewne rzeczy w głowie mi sie nie mieszczą i nie godzę się na to by pewne jawne nadużycia i oszustwa stawały się ogónie obowiazującymi normami, które akceptuje wiekszość społeczeństwa. Patologia jest patologią i już, i nie można jej tłumaczyć i usprawiedliwiać na milion sposobów. O czym mowa, ano o działalnosci wielu pseudomedyków najcześciej o ezotycznie brzmiacych imionach i nazwiskach (jak choćby Baguio City czy Laurence Cacteng), którzy ziawiają się szybko ni stąd ni z owąt (no najcześciej z Filipin), naciągają ludzi udając, że ich leczą i uleczają ze smiertelnych chorób, a potem równie szybko z zainkasowaną gotówką znikają z naszego kraju.

Ostatnio w jednej z radomskich gazet przeczytałem wielką na pół strony reklamę jednego z takich códotwórco - szarlatanów, który jest w niej wymieniany jako ten, który w sposób bezkrwawy leczy wszystkie (i słowo wszystkie jest tu słowem kluczem) dolegliwości jakie tylko mogą dotknąć człowieka, od  zadartego paznokcia, aż po uogólnione choroby nowotworowe..... Ta, a jedzie mi tu czołg ... ? Bezkrwawe operacje, też coś. O zbadanie tych tkanek, które jakoby pochodzą z organizmu operowanych w ten sposób osób pokusił się swego czasu Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu i cóż się okazało, otóż tkanki te pochodziły od zwierzat chodowlanych (najcześciej od krów). Jednym słowem świnie z nich. 

Ulubionym miejscem działalności tych pseudouzdrowicieli są oczywiscie małe miejscowości i wioski. Bo naród tam (nie generalizując oczywiście) bardziej prosty, przesądny, wierzący w zabobony zatem  takie oszustwo łatwiej kupi.  Oczywiście "spece od uzdrawiania" pojwiają sie tam w towarzystwie osób, które mając podnieść ich wiarygodność zaświadczają, że zostały cudownie uzdrowione, że ów "magik" X, czy Y (nie chce mi sie pisać juz ich nazwisk bo za długie i zbyt skompilkowane są) spowodował znikniecie np. guza trzustki, rozkruszenie kamieni nerkowych czy uleczenie niepłodności. No gratulacje, może w ogóle naszą medycyne oprzeć o tego typu "osobowości"?  Było by jak to mówią napewno smieszno i strasznie, ale spektakularne sukcesy medyczne gwaratowane.

I powiem Wam, że naród te oszustwa kupuje i akceptuje, do tych szarlatanów ustawiają sie kolejki oczekujących (często po kilkaset osób), a kilkuminutowa wizyta kosztuje około 150 zł. I co Wy na to? Polska jest doskonałym poletkiem mogącym wyżywić jak sie okazuje około 40 tysięczną społeczność bioenergoterapeutów, bezkrwawych chirurgów i temu typu podobnych, a Polacy zostawiają i ich gabinetach rocznie około 6,3 mld złotych (a to tylko szacunkowe dane, prawdziwe dane nie są znane bo gro przypadków nie jest nigdzie ewidencjonowana). 

Oszuści żerują na ludzkiej naiwności, siłe sugestii pacjenta, a co najgorsze na jego chęci i wierze w wyzdrowenie .... a potem co, inkasują za nic kasę i dalej w świat. Dlaczego dajemy sie tak łatwo nabierać ???? Bo wiara czyni cuda, a nadzieja potrafi przezwyciężyć czesto najgorsze momenty w naszym zyciu. Siła sugestii jest wielka i jak widać kosztowna. Dla wielu ludzi taki pseudo uzdrowiciel to często ostatnia deska ratunku, kiedy możliwosci konwencjonalnej medycyny sie kończą, oni mówią wyleczymu pani/panu ten rozsiany nowotwór "od ręki". I ludzie płacą i podobno są tacy, którym pomaga.....

A że Polska to dziwny kraj, wiemy chociażby z poprzednich postów (kraj absurdów, Dziwny to kraj) to co sie okazuje: w Polsce uzdrowicielem może zostać każdy, wystarczy zarejstrowac działalność gospodarczą i reguralnie płacić podatki. A nad tym całym "biznesem" czuwa kto, nie, nie ministerstwo Zdrowia, tylko Izby Rzemieślnicze. Magik udajacy cudotwórce jest traktowany według polskiego prawa i polskich przepisów jak stolarz czy kowal. Niezłe nie ; ))) Tak naprawdę nikt tego nie kontroluje. 

Naprawdę do ludzi musi dotrzeć, że super nowoczesna metoda "oczyszczania organizmu" zwana hydrokolonoterapią i kosztująca ok. 140 zł, to zwykła, ordynarna lewatywa, a uzdrowiciel, który obiecuje usunięcie bezkrwawe rozsianego guza to oszust i szarlatan.   

 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 10 , zobacz komentarze

prowokacja

2009-07-28 22:50:28

Wiadomo że najłatwiej jest kopać leżącego. Tym razem dostało się nam od telewizji TVN, która korzystając z okazji (bo tak to trzeba po prostu nazwać) jaką jest szerząca się wszem i wobec w Polsce (poodno potwierdzonych jest już 71 przypadków, a kilkanaście nowych osób jest mocno podejrzanych o zachorowanie) świńska grypa, a fachowo rzecz ujmująć jaką jest wzrost liczby osób zainfekowanych wirusem grypy AH1N1 postanowiła urządzić małą prowokację. Wielokrotnie w pracy śmialiśmy się, narzekając na warunki w niej panujące i pewne związane z tym absurdy, że zaraz przyjedzie Ryszard Cebula z programu TVN "Uwaga" i nakręci mrożący krew w żyłach reportaż. My tu sobie śmichy chichy, a tu stało się. Padliśmy jak i bodajże dwa inne szpitale warszawskie ofiarą  jak zwykle starannie wyreżyserowanej prowokacji. Na izbie przyjęć pojawił się bowiem praciownik w/w stacji (zresztą nie poraz pierwszy) uzbrojony w ukrytą kamerę podając sie za turystę, który wrócił właśnie z Hiszpanii i że ma objawy pseudogrypowe, zatem żeby wykluczyć wirusa AH1N1 został natychmiast skierowany do Szpitala Zakaźnego. No niby nic się takiego się nie stało, normalna rzecz, ale w telewizorni wielkie larum, że jak to tak można, żeby pacjent z odejrzeniem "świńskiej grypy" nie otrzymał właściwej pomocy, że nie podjęto działań mających na celu izolację chorego itd, itp.... Oczywiście na szklanym ekranie wypowiadała się też szanowna Pani Minister, która pod natłokiem pytać zapowiedziała, że wyciągnie daleko idące konsekwencje, bo lekarze w szpitalach nie stosują się jakoby do jej zarządzenia. 

Śmiać mi się trochę chce, bo wiadomo sezon ogórkowy, dobrze podłapać jakąś sensację, którą naród łatwo kupi i uzna za prawdę, a że politycy na wakacjach niewiele się dzieje to padło znowu na służbę zdrowia. A cała ta sytuacja ma miejsce w chiwli, kiedy rzeczywiście jest kilkadziesiąt nowych zachorowań wywołanych wirusem grypy AH1N1, ale jak wszyscy dobrze wiemy wszystkie osoby obecnie chore przechodzą tę infekcje łagodnie, bez powikłań. Część z nich jast rzeczywiście hospitalizaowana w szpitalach, ale to bardziej celem wykonania badań i ewentulanej izolacj niż leczenia, bo jak można przyczynowo leczyć infekcję wirusową ?????? Nawet Główny Inspektor Sanitarny, który wypowiadał się dzisiaj rano w mediach powiedział, że osoby zakazone wirusem "świńskiej grypy" nie zagrażają otoczeniu, nie wymagają szcególnej izolacji, a jedynie leczenia takiego jak przy zwykłej grypie. O co zatem tyle hałasu, jątrzenia, nie wiem. Ale cóż medialny temat sie pojawił i pewnie długo jeszce bedzie się odbijał szerokim echem.

Szkoda, że w naszym kraju jednymi z najbardziej popularnych programów są te z serii "Uwaga", a jednymi z najbardziej poczytnych (choć to stanowczo za duże słowo, bo więcej tam do oglądania, niż do czytania, a i ta niewielka ilość treści jest zazwyczaj marnej jakości) gazet są tabloidy i szeroko pojęte brukowce. To właśnie media tego typu kształtują świadomość naszego społeczeństwa, często świadomość spaczoną lub mocno zniekształconą. Choć przyznaję, że internet również pozwala na pisanie wszystkiego i publikowanie gdzie bądz,czego bądź, zatem pewnie i ja z racji swojego zawodu nie jestem w opisanej dzisiaj prowokacji obiektywny. 

 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 16 , zobacz komentarze

polskie dinozaury

2009-07-25 10:14:56

Rower, 33 stopnie Celsjusza w cieniu, brak wiatru, około 120 km przejechanych - tak po krótce możnaby było streścić przebieg mojej "wyprawy" do Parku Jurajskiego w Bałtowie (woj. świętokrzyskie). Na wspomnienie o czwartkowych upałach nadal jest mi słabo Laughing. Warunki do jazdy raczej kiepskie, żar lejący się z nieba, rozpuszczający się asfalt i trasa która raczej nie obfitowała w zacienione fragmenty. Ale jeszce do celu jechało sie jako tako, bo wyruszyliśmy o świcie, zanim słonko dało o sobie mocniej znać; za to powrót był tragiczny. Wszechobecna duchota, gorące powietrze parujace dodatkowo od asfaltu; koszulkę rowerową można było spokojnie wyciskać jak po praniu, mimo, że oddychająca i jakoby świetnie transportująca wilgoć. Co około 20 km, trzeba było robić przystanki, na których pochłanialiśmy hektolitry płynów. I tylko żal, że nie można się było zimnego piwka napić, bo zachwilę trzeba było z poworotem wsiąść na rower i jechać dalej. No troszkę się zmordowałem.

Spytacie czy było warto .... ? Ależ oczywiście, że tak, to moja pasja, choć czasami okupiona dużym wysiłkiem. Poza tym warto było zobaczyć po raz pierwszy Bałtów. Miasteczko samo w sobie niczym szczegówlnym nie wyróziające się od tysięcy jemu podobnych w Polsce gdyby nie fakt, że po odkryciu w pobliżu śladów bytności dinozaurów postanowiono to skrzętnie wykorzystać i utworzono tzw. Jura Park Bałtów (http://www.juraparkbaltow.pl). Miejsce, które obecnie sciaga to tysiące turystów. Naprawdę warto go odwiedzić, głównie z miluśińskimi, którzy oprócz podziwiania naturalnej wielkości modeli dinozaurów, jak te poniżej, (notabene bardzo realistycznie odtworzonych), możliwości posłuchania o ich historii, rozwoju i budowie, mają do dyspozycji liczne skierowane właśnie dla nich atrakcje jak fajnie urządzone place zabaw, czy safari zoo, które podziwia się z pokładu oryginalnego amerykańskiego autobusu szkolnego.

To tyle o czawrtkowej wyprawie, dzisiaj pada więc pewnie z wycieczki rowerowej nici i trzeba zostać w domuFrown 

 

czytaj resztę »

Dodane w na luzie | Komentarze 5 , zobacz komentarze

opieka podstawowa

2009-07-22 11:51:52

Długo zastanawiałem się czy pisać ten post, żeby nie być posądzonym o działanie wbrew kolegom lekarzom pracującym w podstawwoewj opiece zdrowotnej;  ja młody, niedoświadczony lekarz - cóz on może wiedzieć. Jednak zdecydowałem się na to wiedząc, że tak naprawdę to wystepuję nie przciwko lekarzom, którzy pracują w POZ, z których część znam i bardzo cenię jako ludzi i wspaniałych fachowców, a przciwko organizacji systemu ochrony zdrowia w Polsce. Z założenia ma być tak, że pacjent ma trafić do lekarza rodzinnego z każdą dolegliwością i to On ma stanowić "sito" które "odsiewa" osoby wymagajace hospitalizacji szpitalnej, czy pomocy specjalisty w danej dziedzinie, od tych których da się spokojnie zaopatrzyć i leczyć ambulatoryjnie. Takie są założenia i wytyczne Minsiterstwa Zdrowia, ale rzeczywistośc ni jak do nich nie przystaje. Bo jak tu zajać się pacjentem i strać się prowadzić jego leczenie gdy ma sie pod opieka tysiące takich osób, a na każdą z nich około 10 - 15 min na wizytę. I gdzie tu czas, na to zeby zebrać pożądny wywiad z pacjentem, omówić z nim istotę rozpoznanej choroby oraz planowaną diagnostykę i leczenie dbajac o nadmieniany juz na naszum blogu copliance. Te 10 - 15 minut zajmuje właśnie wypełnienie dokumentów pacjenta, wszelkiego rodzaju skierowań na badania i recept; nie ma czasu na rozmowę. I wiadomo, że wtedy łatwiej po prostu wypisać skierowanie do szpitala  i powiedzieć: " Tam się Panem/Panią zajmą .... i będzie to dla Pana/Pani lepsze". Lekarze POZ jak wiadomo muszą się też liczyć z nakladami ponoszonymi na jednostkowego pacjenta, bo prawie codzień mają kładzone do głowy, że muszą oszczędzać, że powinni wypisywać mniej skierowań na badania, że zobronione mają kierować pacjentów np. na tomografię. I jak tu normalnie funkcjonować z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku zawodowego. No nie da się. Dlatego często my lekarze pracujący na oddziałach szpitalinych w IP spotykamy się z tłumaczeniem kolegów, że oni nie mogą czegoś zrobić, zasłaniając się jakimiś ustawami wydanymi ostatnio przez Panią Minister Zdrowia czy nakazem przełożonych. Ostatnio spotkałem się nawet z sytuacją kiedy lekarz POZ odmówił pacjentce realizacji zaleceń poszpoitalnych, m.in. wykonania podstawowych badań biochemicznych krwi, tłumacząc to tym, że to ja powinienem realizować te zalecenia skoro je wydałem...... tylko że wtedy byłbym nie lekarzem oddziałowym tylko rodzinnym, a ja się na to nie godzę. Myślałem przez jakiś czas że takie postępowanie i metody działania lekarzy rodzinnych dotyczą tylko "rejonu" obsługiwanego przez nasz szpital. Nic bardziej mylnego, ostatnio przekonałem się, że podobnie jest tak naprawdę wszędzie. I szczerze powiem, żę nie wiem jak to zmienić, bo ja się na reformie służby zdrowia nie znam, a to myślę ona jest winna zaistaniałej sytuacji, a nie tysiące lekarzy POZ którzy działają na tyle na ile pozwala im otaczająca rzeczywistość. 

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 3 , zobacz komentarze

Dziwny to kraj

2009-07-20 19:46:35

Dziwny to kraj, ta nasza Ojczyzna. Pełna wynaturzeń, sprzeczności i nieprawidłowości dotykających każdego aspektu naszego życia. I pewnie myślicie że znowu będę się rozwodził nad nieprawidłowościami jakie panują w polskiej służbie zdrowia. Nie tym razem, wylałem już wiele żółci w tym temacie w poprzednich postach. Dzisiaj postanowiłem dotknąć zgoła innego i nie związnego z medycyną tematu.

Od kilku dni mam mośliwość trochę wiecej niż dotychczas pojezdzić na swoim ulubionym środku transportu, czyli na rowerze. Zadowolony przemierzam kolejne kliometry trasami i w mieście i poza nim. Naprawdę polecam. Ten obraz radości i sielanki psuje niestety nieodparte wrażenie, że będąc rowerzystą, czyli tak naprawdę pełnoprawnym użytkownikiem dróg, jest się intruzem i nikomu niepotrzebnym zawalidrogą. Nie raz obserwuję rozzłoszczonych kierowców, z których aż kipi gdy muszą ustawić się za mną do skrętu i poczekań aż ja wykonam ten manewr. Wielokrotnie już zostałem obtrąbiony mimo, iż jechałem zgodnie ze wszystkimi znanymi mi przepisami, ale jaechałem przecież po drodze - królestwie samochodów. Jazda po uczęszcanych trasach wcale nie należy do przyjemności, samochody osobowe jeszce nie stanowia problemu, ale wielkie TIR-y to poważne niebezpieczeństwo, szczególnie gdy przejeżdżają metr od Ciebie, wytwarzając silne zawirowania powietrza, a wtedy nietrudno stracić panowanie nad kierownicą i  nieszczęście gotowe. 

Kiedyś myślałem, że jeżdżąc częściowo po chodnikach będzie bezpieczniej. Nic bardziej mylnego, w tym królestwie pieszych jest jeszce gorzej, a przede wszystkim to przecież wg. prawa zabronione. Jeżdżąc rowerem po chodnikach nietrudno wjechać na jakiegoś przechodnia, tym bardziej że niektórzy z nich poruszają sie po dziwnej i naprawdę dla mnie nieodgadnionej trajektorii. Dodam jeszcze że jedyne dwa poważniejsze wypadki na rowerze miałem właśnie poruszając sie po chodniku. A już tak poza tym wszystkim, to na chodniku rowerzysta też nie jest mile widziany.

Są na szczęście trasy specjalnie wydzielone dla rowerzystów. Asfaltowe, brukowane i inne (najlepsze są te o czerwonej nawierzchni), które powinny być rajem dla cyklistów. Czy są ???? No cóż, na razie jest ich bardzo mało, choć i tak doceniam, że z roku na rok sukcesywnie ich przybywa, ciesze sie nawet z tych które mają po parę metrów i z tych co ni stąd ni z owąt kończą sie nagle w szczerym polu, albo w połowie długosci ulicy. Ale ilość nie jest najwazniejszą kwestią, bowiem co innego wyprowadza mnie z równowagi. Dotyczy to ścieżek już istniejących, które zazwyczaj biegną równolegle do chodników, niczym od nich nie oddzielone i  tu pojawia sie problem bowiem wiele osóg traktuje je jako integralną część tegoż chodnika, co z tego że jakoś tak dziwacznie oznakowaną i mającą inny kolor. Wielu ludzi sobie po nich spokojnie spaceruje, wyprowadza psy, a czest (o zgrozo) jeździ wózkami z milusińskimi. Chyba nie muszę mówić jakie to niebezpieczne gdy ta samą ścieżką będzie podążał rozpędzony rowerzysta. Ale i tą sytuację jestem w stanie przeboleć, choć scieżki rowerowe są jedynymi miejscami gdzie my rowerzyści powinniśmy się w miarę bezpiecznie czuć i poruszać. Najbardziej irytujące jest i tego nie mogą zrozumieć, że gdy chcesz na takiej scieżce przejechać i dasz sygnał dzwiękowy dzwonkiem to możez liczyć się z tym, że zostaniesz zwyzywany przy uzyciu bardzo mało wybrednych słów. Ale chyba brak kultury cechuje nasze społeczeństwo niezależnie od tego czy jest się pieszym, kierowcą, czy rowerzystą. 

I żeby nie było, że idealnymi użytkowwnikami dróg sa rowerzyści. Nie, wcale tak nie jest i wśród rowarzystów jest wiele osób słabo operujacych szarymi komórkami, które chociażby jeżdżą po publicznych drogach w srodku nocy bez świateł nie mając nawet jakiegokolwiek elementu odblaskowego. No idiotyzm i już.

Jak to jest (że posłużę się ulubionym krajem dr Zielonego) że we Francji można spokojnie i bezpiecznie przemierzyć rowerem z jednego miasteczka do drugiego oddalonego czesto o kilkannaście, a czasem i kilkadziesią kilometrów po ścieszce rowerowej nie wadząc nikomu i nie narażając się na nieżyczliwość kierowców, czy przechodniów ???? Ech chciałbym doczekać takich czasów, że i w Polsce tak będzie. 

 

czytaj resztę »

Dodane w na luzie | Komentarze 8 , zobacz komentarze

upadek autorytetu

2009-07-16 20:12:36

    Ostatnie dni w pracy dają mi się szczególnie we znaki. Mimo, że to wakacje i teoretycznie powinno być trochę wytchnienia, pacjentów nie brakuje, a nas lekarzy o ironio jak na lekarstwo. Kolejka przyjęć dramatycznie się skurczyła i w sposób zastraszająco szybki obraca, powodując że codziennie mamy dwóch, a nawet kliku nowych pacjentów. Na wytchnienie nie ma co liczyć; gdy już otrząśniesz sie z jednych obowiazków, przygniatają Cię kolejne. I tak w kółko, bez opamiętania. Każdy z nas wyczerpany stara sie nie wybuchnąć i radzi sobie jak może, ze zmęczeniem, stresem, toną zalegajacych papierów. Jednym słowem łatwo nie jest.

   Ale mnie ostatnio nie marwi natlok pracy, bo do tego zdążyłem przywyknąć i się zaadoptowałem, ale rosnąca wsród pacjentów, a szczególnie i ich rodzin agresywność wobec nas. Prawie codziennie odczuwamy na własnej skórze, albo jesteśmy świadkami nieporozumień na lini lekarz -  pacjent i jego rodzina. Powody ich są bardzo rózne od niewłaściwej opieki, poprzez brak dostepności niektórych badań, niesmaczne obiady, niewygodne łóżka, przepełnione sale, a skończywszy na wygladzie naszego skąinąd rzeczywiście nieco obskórnego oddziału. Na porządku dziennym są już prawie awantury, urządzane szczegónie mlodszym z nas na korytarzu przez pacjentów i ich rodziny. Jesteśmy obwiniani tak naprawdę za całe zło tego świata. Czasami ta agresja jak mi sie wydaje wynika z chęci zakamuflowania w taki właśnie sposób braków w pielegnacji i opiece leżącej po stronie familii, czyżby wyrzuty sumienia. Trudno to zrozumieć, bo naprawde wydaje mi się, ze przy mozliwościach jakimi faktycznie dysponujemy staramy sie tych ludz leczyć w sposób zgodny ze wszystkimi standardami medycznymi. Niestety nie mamy wpływu na to, że do tej pory nie doczekaliśmy sie zapowidanego od lat remontu, ani chociażby na to, że mimo posiadania nowoczesnej pracowni radiologicznej nie dysponujemy mozliwościa  wykonania całodobowo badania USG, co ja mówie nie dysponujemy tym USG nawet codziennie, tylko obecnie 1 X (słownie jeden raz) w tygodniu. Makabra, ale nikogo to nie interesuje, a pacjentom czasami trudno sie dziwić, że wobec takich faktów popadają w irytację.

   Ale gdzie te czasy kiedy zawód lekarza, nie tylko na prowincji, ale także w wielkich miastach miał swoją pozycję. Kiedyś lekarz był postacią powszechnie szanowaną, a teraz. Cóż czasy kiedy cieszyliśmy sie społecznym zaufaniem i autorytetem chyba bezpowrotnie minęły. Niestety nasze środowisko też nie jest święte, i róznego rodzaju afery, głownie łapówkarskie, które zostaly ujawnione w ostatnich latach rzuciły trwaly i raczej trudno usuwalny cień na nasza profesję, utrwalając tym samym juz i tak zakorzeniony w społeczeństwie stereotyp lekarza łapownika. Ech, to nie ułatwia naszej pracy, powodując narastajacą flustrację.

   Ostatnio rozśmieszył mnie pacjent, a potem i jego rodzina, którzy w niewybredny sposób oskażyli mnie, że rozmyślnie głodzę pacjenta, powodujac jego postepujące oslabienie. Dodam tylko, że pacjent miał ostre zapalenie trzustki, do tego poalkoholowe.... Na nic zdały sie tłumaczenia, wyjaśniania, że to element leczenia, że stopniowo będziemy rozszerzać dietę. Chcieli nawet napisać pismo do dytekcji, jak sie domyślacie nie protestowałem, tak samo jak nie protestuje, gdy rodzina, chce pisac skargę na warunki panujące w oddziale.

Ech szkoda, że społeczny autorytet naszego zawody można już raczej rozpatrywać w kategorii doniesień historycznych, coż takie czasy.  

czytaj resztę »

Dodane w szaleńcza praca | Komentarze 28 , zobacz komentarze