Archiwum: Wrzesień 2009


Ta ostatnia niedziela...

2009-09-28 21:01:54

Czy ktoś, kto wymyślił ostry dyżur ortopedyczny dla całej Warszawy i okolic w jednym jedynym szpitalu każdej doby zamienił się z kimś na głowy?

 

 Ilość ludzi na własnych nogach, podpartych przez rodziny, skaczących na jednej nodze, ciągniętych i pchanych na wózkach siedzących, wwożonych na wózkach leżących, wnoszonych na kocu, na rękach, na desce a nawet na ramie roweru przekroczyła ostatniej niedzieli moje... czyli ludzkie pojęcie... Krzyk, wrzask, kłótnie, zapach krwi, potu, zapach żądzy mordu poprzedzającego w kolejce pacjenta, pozbawiał mnie poczucia rzeczywistości przez 24h... w pewnym momencie zabrakło miejsc leżących i zastanawialiśmy się nad zorganizowaniem legowisk na podłodze... zmieniający się co kilka godzin koledzy ortopedzi padali na przysłowiowy pysk, nie byli w stanie opanować agresji tłumu, co chwilę wzywano straż miejską i policję... motocyklistów roztrzepanych w miał nie policzę... i w tym ja - starszy dyżuru, przestałam to w pewnym momencie kontrolować... nie ukrywam, że nagabywana non stop przez oczekujących chorych o wstawiennictwo w przesunięciu się bliżej drzwi w kolejce, czułam się tak fatalnie bezsilna... sporo zaś interwencji internistycznych polegało na podźwiganiu ciśnienia zasłabiętych i żle-się-poczutych pacjentów pro-ortopedycznych...

 

...szaleństwo jakieś na Boga...

 

...tak nie może być dalej, bo w końcu ktoś umrze w tej Izbie czekając albo kogoś zabiją z zazdrości o jeden wcześniejszy numerek...

Ostatnia niedziela sprawiła, że powróciły do mnie wspomnienia o tym, że już kiedyś tak było...

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 13 , zobacz komentarze

Donna Mumina od Flachonów...

2009-09-20 01:05:47

...tak od około 10-ciu lat przewinęło się przez moje łapy bardzo liczne grono Flachonów - poderwanych przypadkiem, w ciemno, na poczcie, w sklepie, w necie, po przemyśleniach i bezmyślnie... tanich-wymacanych przez wielu i kosztownych-nietknietych, całkiem nowych... 

...taka ze mnie Donna Mumina od Flachonów... podrywam bez opamiętania, zawsze, wszędzie i zwykle mam kilka w jedym czasie, żadnemu zaś nie dochowuję wierności zbyt długo :)

Oto aktualizacja - co w domu to i na blogu:) 

 

 

Hermesy poprawiają mi nastrój - dają poczucie, że brak możliwości moczenia dupska na brzegu M.Śródziemnego oraz spływu tratwą w dół Nilu, to jedynie przejściowe kłopoty turystyczne i na pewno pojadę tam już w przyszłym roku :)

 

 

 

She Wood Disquared, w przeciwieństwie do męskiej wersji, która tak fascynująco snuje się po korytarzach szpitalnych za Miśkiem :) jest nieco zbyt poważna i mocno pudrowa - a niech mnie - mogę mieć puder i tam, gdzie słońce nie dochodzi...

 

Perły Lalique ukochane także przez Kaeri - zresztą za moim przewodem - to piękna kamfora w stęchłej piwniczce... nie każdy lubi nas paradujące po szpitalu w Perłach a to przecież typowo lekarski zapach :)

 

Prada, Prada, Prada... zachwyt nad ciuchami i wąchanie wnętrza szuflady pewnej równie lub jeśli nie mocniej pokręconej lekarki spowodował chęć i czyn... Prada Tendre jest jak moda Prady - klasycznie a jednak zaskakująco nowocześnie... i diabelsko, bo przecież tam się ubiera Diabeł :)

 

Etra ETRO - ehhh... moja kochana czerwona ognista kula Le Feu d`Issey Miyake już z każdej butli śmierdzi przeterminowaniem - wycofana w 3 czy 4 lata po premierze zawładnęła moim sercem tak mocno, jak żaden Flachon już chyba nie zawładnie - wysuszyłam do dna 4 x 75ml i coś około 5-ciu 50-tek... ostatnią sprzedałam z dużym zyskiem i chyba raczej bez żalu...

ad rem - Etra jest w pewnym sensie klonem LeFeu - doskonała na zimowe dni - korzenna, przyprawowa... i mój Boże taka nietrwała - zostanie u mnie z sentymentu do Kuli ;)

 

 

Organza Indecence Givenchy - tak nieprzyzwoita jak na to wskazuje butelka (radzę dobrze się jej przyjrzeć) - ooooo! to SuperFlachon - poderwałam Ją na e-bay... chyba wszyscy leżeli w Anglii pijani jak bele po sobocie w  pubach, więc nad ranem w niedzielę wzięłam Ją bardzo tanio :) Wanilia, przyprawy - ciasteczko bożonarodzeniowe, ale takie na ostrrrrro... no i ta nieskromna sukienka - nie wszystkie taką mają, a ja tak!

 

Liberte Cacharel - ktoś powie, co ta wieśniara pospolita tu robi? A ja ją lubię właśnie za tę wieśniarskość - jest słodka jak disco polo i krótkotrwała jak letni flirt - czasem potrzebne są i takie emocje :)

 

Venezia Laura Biagiotti - Flachon legenda, Flachon widmo - mój pierwszy dorosły Flachon... trzymany teraz z sentymentu, nienadużywany, po 10-ciu latach pachnący niezmiennie... normalnie szok - tak pachną suknie i maski na Karnawale Weneckim, zapewne... bo oczywiście także tam nie byłam :)

 

 

Narciso Rodriguez For Her - Flachon pościelowy... choć kiedyś odrzucił mnie swoją pierwotną naturą i konwaliością, powróciłam na klęczkach... wyzwala ponoć w mężczyznach "odmienne stany świadomości" - we mnie nie... nosiłam Go na codzień i nie zauważyłam, żeby tłumy zgłodniałych samców się na mnie rzucały... reklama i marketing, a fe... kobieta się nastawi na "superbranie" a tu kicha, tylko fajny zapach...

 

 

Doszliśmy do sedna moich lubości:

 

Encre Noire - król męskiej strony naszej zapachowej półki, goszczący u mnie czasami z krótką wizytą, jak pożyczona o poranku koszula kochanka... na ulicę wyjść nie-bardzo, ale ponosić troche można i nieżle się w niej czujesz... pachnie mi pięknie tłuczonymi ziarnami świeżo łuskanego słonecznika i drewnem - cudne połączenie z dzieciństwa - łuskanie pestek na płocie :)

 

MaxMara Kashmina Touch to według w/w lekarki sikacz nic nie wart i ścierwo... i co poradzę, że mię na ścierwo wzięło tej jesieni - będę brnąć przez wrzesień i pażdziernik pachnąc drzewem kaszmirowym... mmmmhhmmmm...

 

NU YSL to zapach zeszłej zimy i Pani Magdy naszej zabiegowej :) to na Niej wyczułam tego Flachona i pognałam na polowanie zakończone sukcesem na e-bay po miesiacu, bo już wycofany jest i basta... kadzidło, kardamon, pieprz i orchidea... na mnie jedynie kadzidło... było, minęło - sentyment i 5ml - pozostało...

 

Feminite du Bois Shiseido to zaklęty Flachon z Wiednia - tam natkniety pierwszy raz, zbyt dorosły aby Go poderwać... ponowne podejście po latach było jak grom z jasnego nieba - czysta kobiecość jak nazwa wskazuje zaklęta w drzewie ( cedrowym!) w wolnym tłumaczeniu na własny użytek - lubię go wodzić na pokuszenie jesienią - nadchodzi jego czas, choć całe lato przestał w szafie, w cieniu :)

 

I na koniec mroczna strona mojej pachnącej duszy - Pokręcony, Diabelski i Trudny Flachon - zwany Czarnym Kamykiem bądź Czarnym Kapciem ze względu na wielce zacny kształt... Black Cashmere Donny Karan... dla mnie to zapach nocny, "ćmowy" taki trochę, bo chodzę w nim na oślep i robię dziwne rzeczy - kto widział ten wie :) tango, gdybym umiała, to bym chyba tylko w nim tańczyła :)

 

 

 

Poniżej częściowa kolekcja z ostatnich lat - tylko tyle pozostało mi po awarii komputera, jest tam około 1/3 tego co zostało poderwane :)

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 18 , zobacz komentarze

Pierwszy wolny i Live Aid :)

2009-09-14 23:14:43

Pokręcone czasem mam skojarzenia...

 

 

Dziś przy okazji wpisywania się na listę Mam chętnych do wypieku ciastek na szkolny piknik charytatywny  (zbiórka na Fundusz Obiadowy)  przypomniało mi się niepomiernie większe :) i ważniejsze :) wydarzenie - Live Aid... dwa równoległe koncerty rockowe w Londynie i Filadelfii, zorganizowane 13 lipca 1985r roku przez Boba Geldofa oraz  Midge`a Ure`a w celu zebrania funduszy dla głodujących w Etiopii. Koncert Queen z tego wydarzenia uznany został na świecie, za najlepszy w historii... a przy Radio GaGa klaskało w znany wam rytm 72 tysiące ludzi...

 

...ale to nie Freddie Mercury zrobił na mnie największe wrażenie... zapamiętałam  Philla Collinsa i "Against All Odds"... i ryczałam oglądając, bo nieszczęśliwie zakochana w młodym koszykarzu z Łodzi wspominałam pierwszy wolny taniec w swoim życiu ... i nie powiem też, że nie mam dreszczy słuchając tej piosenki dziś :)

 

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 15 , zobacz komentarze

Chore gry Mimi Neo i inne Popo Z Nanie...

2009-09-07 00:09:21

Mimi Neo pokazała nową twarz!!!!! Poza chęcią zdarcia zielonych zasłon z wagonu ICC i przerobienia ich pośpiesznie na suknię zjazdową, była wyluzowana jak nigdy dotychczas, prawie bezstresowo przebyła spotkania z wierchuszką a do tego piła wino i tańczyła :P Normalnie SZOK! SZOK! SZOK! 

 

Ja podróżowałam tym razem także z Niewidzialnymi Konikami Jagody - służyły pomocą komentując sytuacje śmieszne i krytyczne, niestety nie chciały dźwigać bagaży... więc siatek ze stoisk farmaceutycznych nie nabrałam bez liku i Jagoda musiała się objeść smakiem oraz kilkoma gadżetami złapanymi w locie dzięki uprzejmości współzjazdowców :) 

 

Pszemuś podróż do celu zaczął od wciągania bagaży na pięterko przedziału, a jako, że siedziałam poniżej, stwierdzić muszę, że widok i wrażenia miałam przednie :P Uwielbiam Go bezbrzeżnie za zaśmiewanie się z moich "różnieśmiesznych" tekstów :) To bardzo poprawia mi nastrój. 

 

Panna M. mało nie wyleciała z przedziału, gdy pewen Pan Podpiwek usiłował udowodnić Jej, że zasiadła na jego krześle do Poznania - pomocna okazała się LolitaKonduktor, która na prośbę Miśka (a jakże!) jednym pstryknięciem palców wycofała PP do przedsionka... hi, hi - miał bilety na to miejsce, ale na późniejszy pociąg... 

 

Kaeri nie w sosie, bo i kaszel męczliwy, i zmiana klimatu z tureckiego na nasz, i konieczność występu przy plakacie nie napawała Jej radością... nic to - dzięki (:*) za wspólne chwile na wieży Siostro i miły liścik na pożegnanie, abym się nie czuła samotna przy oknie z widokiem na bawiący się w rytmie mochito kolorowy i głośny tłum...

 

Że Pani M. ma ostry język, to wiemy... ale wiemy już także dlaczego :D O rany, ta kobieta lubi mocne wrażenia podniebienne - nie zjadłabym 10% tego ostrego, co Ona. Szacun szefowo! 

 

GłosZzaŚciany zaimponował mi co najmniej trzy razy: dał się wyciągnąć na parkiet (!), miał odporne na żywioły spodnie (:P) i pochłonął kilogramowe burrito :)))) 

 

A Misiek... a Miśka przepraszam za zdeptane na imprezie buty..., bo widzisz Michu ja raczej "umiem" tańczyć tak, jak Róisín Murphy w "Let me know"... radzę obejrzeć do końca :P

 

   

czytaj resztę »

Nie dodano kategorii | Komentarze 6 , zobacz komentarze