wirując w pralce...
2009-08-18 21:36:17
...się zawsze zastanawiałam, jak to to jest być po tamtej stronie szybki... bo tak: w dzieciństwie hipnotyzował mnie wir szmat w naszej starej Frani, nieco później w czeskiej Pradze maszyna do lodu na margaritę... ale nie miałam nigdy zawrotów głowy takich jak dziś :( i wiem jedno, że to nie jest fajne... Bo ani prania z tego nie ma, ani rauszu miłego dla otoczenia...
Dziś o poranku się zerwawszy jak co wtorek :) żle oceniłam sprawność narządu równowagi i najpierw walnęłam o ścianę po prawej. Do łazienki wchodząc, niemal nie zmieściłam się, bo przeszkadzała mi ściana też po prawej. O skorzystaniu z prysznica nie było mowy - po pierwsze nie trafiłabym nawet we wnękę, po drugie obrót wokół własnej osi skończyłby się pewnie trepanacją czaszki, po trzecie nie dało rady odchylić łba do tyłu żeby hodowlę po myciu opłukać... łał... mam w domu rollercoaster za darmochę...
...jeśli dodam, że mimo to dojechałam częściowo o własnych siłach samochodem do pracy, odwaliłam obchód, zlecenia i kilka konsultacji ortopedycznych oraz samodzielnie powróciłam do Piaseczna, to czyż nie mogę z siebie być dumna?
Dziękuję powyższym i niniejszym za pomoc okazaną mi w dniu dzisiejszym (hi, hi) przez Kulegóf-s-Procy: Pszemuś - całusy za Frencza z szynką, Zaściennemu Głosu za Tabletusię, Michowi za nienamawianie do klatkowania ;) o poranku i obietnicę skierowania na angio-CT zwojów :))) Już mi lepiej :)))
Ale CT lepiej nie robić, bo się wszyscy dowiecie, że kupiłam egzamin a mózgu nima, został tylko móżdżek i to z pijanym robakiem :))
No to jedziem z U2...
