Archiwum: Kwiecień 2009


wielka medyczna przygoda

2009-04-29 21:47:43

Dzień zaczął się od kłótni z lekarką pogotowia w sprawie przewlekle dializowanego pacjenta, którego przywiozła do "najbliższego szpitala". Dodam, że pacjent nie dusił się z powodu POChP, tylko miał zaostrzenie niewydolności serca w przebiegu przewodnienia! Czym mam wydializować pacjenta? Palcem?

Już ta pierwsza interwenacja w Izbie Przyjęć powinna mi dać wiele do myślenia. Bo potem było coraz gorzej.

Odma podskórna twarzy i szyi po zabiegu stomatologicznym. Fajnie trzeszczało i fajnie wygladało na RTG, ale pacjent nie do końca był z tego zadowolony. Pękający tętniak aorty piersiowej i brzusznej u pacjenta przywiezionego na neurologię jako "ból pleców po dźwignięciu ciężaru". Nie muszę dodać, że stan chorego uległ dramatycznemu pogorszeniu w Izbie Przyjęć - bół w klatce piersiowej i brzuchu z objawami wstrząsu. Miodzio! Całe szczęście cały dyżurujący zespół się sprawił na medal - tzn. pielęgniarki, anestezjolodzy, technicy radiologiczni - Ci nawet uruchomili tomograf, który okazał się być bardzo przydatny :) Nawet chirurdzy okazali sie ludzcy - szybko znaleźli miejsce dla chorego w szpitalu o wyższym stopniu referencyjności. Na koniec (oby, bo jeszcze kawał dyżuru przede mną!) młoda osoba przywieziona w stanie astmatycznym, która zatrzymała sie oddechowo i krążeniowo w Izbie. Reanimacja - a jakże! Skurcz oskrzeli był tak silny, że nic nie było słychać w klatce piersiowej. Bomba! Czemu nie! Jest w Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej - nadal jest wentylowana. Fatalnie.

Aha. Jeszcze jedno. Zadzwonił(a) lekarz dyżurny miasta z pytaniem, czy bardzo jestem zajęty :) Całe szczęście jak streściłem w trzech zdaniach co mnie spotkało przed paroma chwilami, to z uśmiechem i zrozumieniem odstąpiła od przysłania mi kilku poturbowanych z demonstracji...

Kończę, bo nie wiem, co mnie czeka dalej. Ktoś kiedyś o dyżurze powiedział, że to wielka medyczna przygoda. Absolutna prawda. Oby jak najmniej takich przygód.

Jeszcze jeden, a nawet dwa miłe akcenty.

Dzięki Żyrafo za Misia:)

Dziś ze skutkiem pozytywnym (wybitnie!) zdała egzamin specjalizacyjny nasza oddziałowa Koleżanka. Radość ogromna dla Niej i dla wszystkich jej życzliwych. Gratulacje!

Jeszcze jedno mi się przypomniało. Dla niewtajemniczonych - z moim synem już lepiej. Obudził się i jest głodny. Bez gorączki. Dobry znak :)

czytaj resztę »

Dodane w praca | Komentarze 9 , zobacz komentarze

34 stopnie

2009-04-26 21:47:09

Bynajmniej nie chodzi o długość ani szerokość geograficzną, choć niemalże na 34 stopniu długości geograficznej południowej leży Buenos Aires (chciałbym kiedyś tam się znależć!). Bynajmniej nie chodzi o dzisiejszą temperaturę powietrza - w słońcu było o wiele więcej, a w cieniu ciutkę mniej. 34 stopnie - taką dokładnie temperaturę mojego ciała pokazywał przez cały dzień termometr (zaznaczam, że nie jest popsuty). To przecież jeden ze składników SIRS (zespół ogólnoustrojowej reakcji zapalnej)!!!! Całe szczęście, że odnotowałem tylko jeden z nich. Lecz pomimo tej niewielkiej radości więcej powodów do niej się dziś nie znalazło. Najmniejszy niemal wysiłek fizyczny prowadził do pojawienia się na mym czole zimnego potu, przyspieszonego oddechu i tachykardii (właściwie mógłbym to podciągnąć pod SIRS). Nie wiem jakie dziadostwo się do mnie dobrało, ale dobrze nie jest. Może to świńska grypa? Ale przecież ani nie byłem w Stanach Zjednoczonych i Meksyku, nie miałem też kontaktu z nikim kto byłby tamże. Cóż to więc? Cholera jedna wie. Zmutowane jakieś wirusicho, bo siecze równo po wszystkim - nie muszę chyba dodawać, że łeb, mięśnie i stawy też bolą! Mały poza upiornym kaszlem (dychał przez cały dzień jak gruźlik) przez cały dzień jakoś się trzymał, ale przed snem zrobił sie słaby i markotny co okazało się nie tylko oznaką zmęczenia - termometr (ten od 34 stopni) zrobił swoje - gorączka 38,5. Extra! Noc zapowiada się upojnie...

A jutrzejszy dzień... Cóż! Muminy mała też jest chora (tu z kolei 39 stopni), więc nie będzie Jej jutro (do zbadania chyba z 12 pacjentów). Szef Izby Przyjęć ma zastąpić Ją na dyżurze (ja zbyt słaby bo bym pomógł), więc jutro z rańca wyruszy na odpoczynek do domu (zatem do obsadzenia Izba). Porównywany przez "górkę" do Roberta De Niro jeden z kolegów, który notabene ma jutro pełnić dyżur w Izbie, uległ jakowejś kontuzji podczas zmagań sportowych - już dzwonił do mnie, czy nie zastąpiłbym go jutro? Jeszcze nie wiem, bo jeżeli moja kondycja będzie taka jak dziś to nie dam rady. A gastroskopie, a konsultacje. Extra! Jutrzejszy dzień zapowiada się upojnie... 

czytaj resztę »

Dodane w po egzaminie , varia | Komentarze 11 , zobacz komentarze

i got life

2009-04-25 21:41:20

Czasem żałuję, że posiadam potomstwo. Tak jak dziś z samego rana. Dzień o dziwo wolny od pracy, więc z założenia można trochę dłużej pospać. Można, gdy nie posiada się dzieci. Bowiem mój urwis obudził się dziś o szóstej rano! I nie dał się dalej uśpić! Rześki i radosny potrzebował towarzysza do zabawy. I ani myślał odpuścić. Trzeba się było zatem zwlec z łóżka i rozpocząć dzień o nieprzyzwoitej jak na wolne porze. 

Przeważnie nie żałuję, że mam potomstwo. Okazało się, że nie do końca jest tak różowo jak myślałem. Chęć zabawy to jedno, a ból mięśni, kości i gardła z towarzyszacym katarem i gorączką do 38 stopni to drugie. Mimo tych dolegliwości dość szybko przekonałem się, że forma fizyczna mojego syna jest zadziwiająca. Większość z objawów bólowych ustąpiła w ciągu dnia, pozostał katar z bólem gardła, co nie przeszkadzało mu przeciągnąć ojca przez większość gier i zabawek. Ojca, którego po ostatnim dyzurze chyba też bierze jakieś dziadostwo. Tak, czy siak dzień okazał się rewelacyjny, było wesoło, rodzinnie i pogodno, mimo że z wyjścia na spacer i grę w piłkę nici. To jest zadziwiające - jak zapowiada się ładna pogoda, to któreś z nas choruje. Mam nadzieję, że jutro będziemy w lepszej kondycji.

Mimo objawów rozpoczynającej sie infekcji oraz braku wyspania (a może właśnie dlatego) od rana wlazł mi do łba kawałek, który stanowi swoistą pochwałę życia:

 

 

czytaj resztę »


snooker

2009-04-22 22:30:12

Dziś z innej beczki. Pozostawiam pracę i naukę z dala, choć jak sobię tak myślę, to koniec obecnego postu może nieokczekiwanie zatoczyć wielki łuk i nawiązać do całego naszego najbliższego otoczenia.

Oglądałem sobie dziś przez chwilę kanał Eurosport, na którym transmitowane są aktualnie Mistrzostwa Świata w snookerze. To bardzo ciekawa odmiana bilarda. Stół jest o wiele większy od amerykańskiej formy zabawy, a bile mniejsze. I jest ich więcej, mają różne kolory i punktację. Trzeba w odpowiedniej kolejności powbijać wszystkie do łuz (otworów w stole bilardowym) co nie wydaje sie być łatwą sprawą. Wiem, bo na zwykłym (najbardziej popularnym w różnych klubach) stole nie jest to łatwe, lub ja nie do końca wiem jak to robić. Zatem zabawa jest trudna, no może nie tak pasjonująca jak skoki narciarskie, czy formuła 1 (zwłaszcza, że żaden znany zawodnik nie jest Polakiem), ale ogląda się elegancko ubranych panów (wymóg tego sportu) całkiem przyjemnie. Zwłaszcza, że to co robią z kijami i bilami jest niesamowite.

W tym wydaniu powiedzenie "lecieć w kulki" nabiera zupełnie innego wymiaru...  

czytaj resztę »

Dodane w po egzaminie , varia | Komentarze 9 , zobacz komentarze

dzień pracy

2009-04-19 14:33:22

Co prawda dziś niedziela i powinno sie odpoczywać, czyli nabierać sił do nowego tygodnia pracy, ale taki sobie zawód wybrałem, że nie wszystkie "świąteczne" dni okazują się być wolne. Można się do tego przyzwyczaić, ale życie trzeba mieć zaplanowane na co najmniej miesiąc z góry, co nie zawsze się udaje. Całe szczęście dyżur wypadł w doborowym towarzystwie. I korzystając z odrobiny spokojności bazgrolę coś teraz, bo zgodnie z pierwszą (i zarazem główną) zasadą dyżurowicza - odpoczywaj kiedy możesz, bo nie wiadomo co za chwilę się zdarzy. 

Zatem pozdrawiam wszystkich, którzy dziś nie pracują a w szczególności Cieszyrada, Czesława, Dionizjusza, Dionizego, Ekspedyta, Ekspedytę, Elfega, Emę, Emmę, Irydiona, Jerzego, Konrada, Krescencjusza, Krescensa, Krescentego, Leona, Leonę, Leontynę, Pafnucego, Sokratesa, Tymona, Wigilię, Wierzyna, Wincentego i Włodzimira (wg Wikipedii dziś obchodzą imieniny).

 

Poprzednią zagadkę prawidłowo odgadł Przenitek - to sarkoidoza.

Na dziś nowa, też prosta zagadka. Co to?

 

rad1.gif

czytaj resztę »


blogowanie

2009-04-18 21:59:17

Muszę się przyznać, że czas nauki był straszny. Stąd wynikała łatwość robienia wszystkiego innego, także blogowania. Im ciężej było, tym łatwiej zasiadałem za klawiaturą komputera. I słowa jakoś tak same się układały w zdania, a zdania w posty. No i praktycznie całą dobę miałem do dyspozycji. Teraz, wolny od ciężaru nauki, nadrabiam zaległości z życia codziennego. I, choć może to dziwić, przez to brakuje mi czasu na blogowanie. Jest tyle rzeczy do zrobienia, które odkładane były na "po egzaminie", że brakuje dnia na ich załatwienie. No i w końcu mogę swobodnie zasiąść do poczytania interesujących mnie książek i (lub) czasopism jakże różnych od medycznych, obejrzenia ciekawego filmu, czy spędzenia czasu na zabawie i rozmowie z bliskimi. Gdzie zatem znaleźć wolną chwilę na blog, skoro tyle ciekawych spraw dzieje się dookoła? A i czasem fizyczne zmęczenie daje znać o sobie. I choć mam to wszystko już za sobą to psychiczne też. Ciekawe kiedy mi odpuści?

czytaj resztę »

Dodane w po egzaminie , varia | Komentarze 7 , zobacz komentarze

dyżur

2009-04-16 21:28:04

Pierwszy po bardzo długiej przerwie dyżur, jawił mi się w czarnych barwach. Wielka medyczna przygoda w Izbie Przyjęć. Trochę odzwyczaiłem się od spędzania nocy w nieswoim domu, nie mówiąc o łóżku (oczywiście gdy pozwalają na to pacjenci), więc "z pewną taką nieśmiałością" podszedłem do zadania. Przede mną stało wyzwanie, którego po paru miesiącach "bezruchu" ponownie miałem się podjąć. A muszę powiedzieć, że naprawdę zapomniałem jak "przyjemne" mogą być dyżury, zwłaszcza w Izbie Przyjęć. Właściwie nie powinienem być zdziwiony, ale nic się przez ten czas nie zmieniło.

Wśród ogromu pacjentów niepotrzebnie kierowanych do szpitala oraz rzeszy osób traktujących Izbę Przyjęć jak kolejną przychodnię, zdarzają się też ci naprawdę potrzebujący pomocy. Nie irytuje mnie ich przyjazd nawet w środku nocy. Wymagają hospitalizacji, bądź doraźnej pomocy i tyle. Ale osoby (niewiedzieć czemu zwłaszcza młode), które zgłaszają się do szpitala z bólem gardła, stanem podgorączkowym, czy uczuciem drętwienia małego palca u lewej stopy wywołują u mnie wyraźną irytację. W godzinach południowo-wieczornych jest to jeszcze do zaakceptowania (aczkolwiek istnieją okoliczne poradnie), ale środek nocy w Izbie Przyjęć szpitala nie jest ani dobrym miejscem, ani czasem na rozwiązywanie problemu swędzącego i przeciekającego nosa!

No i problem, który został poruszony w poście Przenitka - pijani. Plaga to mało powiedziane. Właściwie większą część swojego dyżuru spędziłem na ich "leczeniu". Niestety dwóch zatrutych (stężenia alkoholu we krwi odpowiednio 3,3 i 5,5 promila), głęboko nieprzytomnych w chwili przyjazdu do szpitala musiało trafić do oddziału. Po wytrzeźwieniu (patrz odpowiednio 4 i 6 nad ranem) na własne żądanie opuścili chwiejnym krokiem szpital. A Izba Wytrzeźwień "zatrutych" nie przyjmuje :)

Można by jeszcze długo wymieniać problemy, z którymi się wczoraj jakby "na nowo" zetknąłem. Ale i tak lubię swoją pracę. I już wkrótce czeka mnie następna wielka medyczna przygoda...

czytaj resztę »

Dodane w praca | Komentarze 9 , zobacz komentarze

chrypa

2009-04-14 21:35:49

Święta przebiegły pomimo gila bez istotnego załamania mojej kondycji fizycznej (nie licząc oczywiście nieprzyzwoitego przejedzenia). Co do formy psychicznej (teściowie z moją rodzicielką na kupie) - przemilczę :)

Natomiast dziś niepokojąco ochrypły i piskliwy staje się pod wieczór mój głos. Niestety towarzyszy mu ból gardła, co niezbyt dobrze wróży na dzień następny. A problem tkwi w tym, że jutro przede mną kolejna z niezwykłych przygód medycznych, czyli dyżur. I to w Izbie Przyjęć. Głos jest bardzo ważnym instrumentem w naszym fachu, tak jak i ręce, wzrok, słuch, czy urządzenia wspomagające - stetoskop, latarka, szpatułka. Na migi ciężko wytłumaczyć komuś, że nic mu nie jest, bądź jest poważnie chory. A jak tu zebrać wywiad? Niby można wszystko zapisać, ale badanie jednego pacjenta trwałoby wieki... A napierający na drzwi gabinetu tłum petentów niewątpliwie rozszarpałby na kawałki "niemego" doktora. A ten nie mógłby wydać z siebie nawet okrzyku przerażenia!

 

Zatem zaordynowałem sobie leki - wszak "medicae cura te ipsum". Zobaczymy rano co z tego wyniknie. I czy rozszalały tłum będzie mógł sobie poużywać, czy nie... 

 

Ale przed dyżurkiem łatwa radiologiczna zagadka. Co to za choroba?

 

s.jpg

czytaj resztę »


poświątecznie

2009-04-13 21:19:20

W tym roku mój wkład w organizację świąt ograniczył się do jedzenia - na mojej głowie były sprawunki a i po części szykowanie różnych wiktuałów. Jak co roku obiecywałem sobie ograniczenie zakupów, no bo właściwie na stole wystarczą tradycyjna biała kiełbasa, szynka i jajka. I jak co roku wszystkiego było za dużo. Rodzice wyjechali, a my (mimo, że zapakowaliśmy im połowę żarcia) zostaliśmy z pękającą w szwach lodówką. Jak co roku czeka nas dojadywanie przez najbliższy tydzień świątecznych potraw.

A patrzeć na jedzenie nie mogę - obżarstwo świąteczne jest straszne, ale tak się składa w polskiej tradycji, że potrafimy od śniadania płynnie poprzez obiad przejść do kolacji. Obfite w stosunku do wymienionych posiłków jest słowem drobnym. One są przerażająco obfite. Sałatka warzywna miesza się z jajami w majonezie z groszkiem, pasztetem z zająca, białą kiełbasą parzoną, ćwikłą z chrzanem, ogórkiem konserwowym, pomidorem ze szczypiorkiem, szynką gotowaną,  jajkami faszerowanymi, świeżym ogórkiem, galaretką z nóżek, grzybkami marynowanymi, schabem pieczonym, rzodkiewką, sałatką z pieczarkami, polędwicą oraz tłustym (ale pysznym) boczkiem, co po krótkiej przerwie zaprawione jest makowcem, sernikiem, babką wielkanocną, jakimiś cukierkami i czekoladą, a po chwili odpoczynku rosołem z makaronem, dwoma gatunkami mięs, jakimś drobiem z towarzyszącymi przystawkami i dodatkami, gdzieś tam lody w międzyczasie, na co z kolei nakłada się poranna porcja wiktuałów wzmocniona żurem, śledziami i inszymi zakąskami... 

W tym roku mój wkład w organizację świąt ograniczył sie do jedzenia...

czytaj resztę »


gil

2009-04-10 23:52:55

W pracy jak na razie ekstra. Poszalałem dziś na Izbie Przyjęć. I muszę przyznać, że zdobyta wiedza nawet okazała sie być użyteczna. Nie żebym stawiał z marszu niewiadomo jakie rozpoznania, ale... Tu drobnostka, którą pewno przepuściłbym kiedyś, tam drobnostka którą się wyhaczyło... Ciekawe na jak długo starczy tej wiedzy i zapału. Mówią, że bardzo szybko wietrzeje z głowy...

Jak można się było domyślić mój organizm odzwyczaił się od zjadliwych szczepów oddziałowych. Ledwie dwa dni w pracy, a już gil zaczyna mnie atakować. Gil, kichanie i drapanie w gardle. I jakieś takie ogólne rozbicie i chyba gorączka...

I fajno! Jak zwykle w Święta będę chorował. Już nie przypominam sobie jak wygladają bez choróbska. W minione Boże Narodzenie głosik miałem jakbym conajmniej cztery dni balował śpiewając pełnym głosem patriotyczne pieśni żołnierskie. W zeszłą Wielkanoc też nie było lepiej. Może mam to gdzieś zapisane w genach? A przecież cała rodzinka zjeżdża sie do nas. Extra! Ale co robić - u nas właściwie jest jedyne miejsce, gdzie możemy się wszyscy spotkać.

Zatem z gilem do pasa, nosem czerwonym i gardłem bolesnym idę szykować jadła wszelakie, jaja ze smakiem, zająców pasztety i inne takie tam bzdety.

I powtórzę za znajomą życzenia dla Wszystkich blogowiczów:

Lukrowania, malowania, oblewania, mazurzenia i chrzanienia!

 

czytaj resztę »


praca

2009-04-09 21:00:58

Jak miło znowu pójść do pracy.

Jak miło jest robić coś innego niż ślęczeć nad książkami.

Tak przynajmniej wygląda to na chwilę obecną. Co prawda koledzy postarali się (za co serdecznie im dziękuję), bym od razu nie musiał żałować że jestem znów w kieracie, ale myślę że i zwykła harówka byłaby dziś miłą odmianą dla ostatnich trzech miesięcy. Na razie mam "power" i oby tak zostało jak najdłużej. Mimo wszystkich upierdliwości naszego zawodu lubię swoją pracę i brakowało mi kontaktu z pacjentem. Brakowało mi także gastroskopii. Bałem się, że nie będę wiedział co zrobić z "rurą", ale poszło gładko. To jest chyba tak jak z jazdą na rowerze i pływaniem - raz posiądnięta umiejętność pozostaje na całe życie. A kolega S. niemalże skakał z radości na mój widok - przez cały czas mojej nieobecności w szpitalu sam zasuwał. Chyba do końca roku będę musiał wykonać wszystkie gastroskopie... Ale (choć niektórych może to dziwić) lubię to i za bardzo się nie przejmuję. 

Jak miło dziś spokojnie napisać post i nie myśleć, że czas spędzony na blogu wywoła wyrzuty sumienia, że się nie uczyłem. 

Jak miło...

 

Miło mi również móc złożyć w ten sposób życzonka Przenitkowi, który okrągło dziś jubileuszuje!

Specjalnie dla Niego:

 

czytaj resztę »


the day after

2009-04-08 20:58:14

Miło obudzić się i nie myśleć o nauce. To chyba jest najbardziej przyjemne w całej tej sytuacji.

I chce się zaśpiewać razem z Queen dla wszystkich, którzy trzymali za mnie kciuki:

 

 

czytaj resztę »

Dodane w po egzaminie , muzyka | Komentarze 6 , zobacz komentarze

zero

2009-04-07 21:58:31

Są dni takie, w które otwarcie oczu jest aktem odwagi.

Taki nastrój miałem właśnie z samego rana. Włos jeżył mi się na karku od samego myślenia o egzaminie, do którego miałem przystąpić. Ręka drżała podczas golenia, maszynka wyślizgiwała sie z już spoconej ręki, a o koordynacji ruchowej lepiej nie mówić - jak się okazało to pozacinałem się nieco, co widać było na kołnierzyku egzaminacyjnej koszuli, w który wsiąkły resztki krwi zmieszanej z lepkim potem...

Taaaaaak. Fajno! A mus przecie się zebrać do kupy i jakoś niestety stanąć do próby. Ale najpierw trzeba w całości dojechać do miejsca kaźni. A z koordynacją tak jak przy goleniu. Wzrok rozbiegany, myśli niepoukładane. Jak do cholery przeszli przez to inni? W sumie dorosły facet a boi się jak dziecko.

Dojechałem. Szczęśliwie nikogo nie przejechałem i nie miałem żadnej stłuczki. Nawet udało mi sie porządnie zaparkować (tzn. między wyznaczonymi do tego miejsca liniami). Teraz do oddziału. Czwarte piętro. Winda? Nie. Po schodach. Byle dłużej...

Przydział pacjentów. Cholera obydwie kobitki z problemem. Żadna z czystą interną. Aaaaaaaaaa! Fajnie, że asystenci w porządku. Pomagają jak się da. Wszyscy uśmiechnięci, mili i grzeczni, odpowiadają na pytania, zwracają uwagę na istotne rzeczy. Tylko żebym w notatniku nie nabazgrał jak kura pazurem i coś z tego mógł później przeczytać (znów ta koordynacja!). Wchodzę dopiero o 11.00. Cztery osoby przede mną. Dłuży się jak nie wiem co. Dookoła ludzie wydają się być obryci na potęgę. Rzucają do siebie hasłami o których nie mam zielonego pojęcia. Co ja tutaj robię?!

Pierwsza osoba wychodzi z piątką. Dziewczyna gada jak nakręcona. Pewno zarzuciła komisje trajkotem. Jakie miała pytania? Cholera, na połowę bym prawie nic nie powiedział. Fajno, że zdała ale dlaczego tak dobrze! Źle dla następnych w kolejce...

Druga dziewczyna - druga piątka. Pytania? Hmmm, tak oczywiście że łatwe... Coraz bardziej się zastanawiam po co tutaj przyszedłem?

Chłopak chyba dostał czwórkę, ale nie wiem do końca bo wzywają mnie do sali egzaminacyjnej. Nagle zrobiło mi się sucho w ustach i wogóle sucho jakoś tak, gorąco i duszno... Podchodzę do komisji, żeby wylosować kopertę z pytaniami. Ta z samego środka, a niech tam - co ma być to będzie. Siadam przy wyznaczonym stoliku, żeby przygotować się do opdpowiedzi. Za moimi plecami kolejna pretendentka do bycia specjalista zaczyna mówić, ale przestaję słyszeć. Otwieram kopertę i czytam pytania...

I nagle ulga. Wiem już, że zdam ten egzamin. Wszystkie pytania mi pasują! Na wszystkie jestem w stanie odpowiedzieć trochę więcej niż coś! Z przedstawieniem pacjentów nie powinienem mieć kłopotu - najbardziej bałem się wylosowanego zestawu pytań. Mózg od razu zaczyna inaczej pracować, w notatniku zapisuję schemat odpowiedzi... Będzie dobrze. Za moimi plecami dziewczyna odpowiada tak sobie (albo tylko mi się tak wydaje). Zdała, ale nie wiem z jaką oceną, bo musiałem na moment decyzji komisji egzaminacyjnej wyjść z sali.

Teraz moja kolej. Prawie całkowicie już spokojny pewnym głosem zaczynam predstawiać pacjentki. Główny egzaminator (bardzo sympatyczna osoba) od czasu do czasu przerywa starając się uściślić moje wypowiedzi. Rezonans magnetyczny opisuję całkiem nieźle. Druga pacjentka - wydaje mi się, że też dobrze. Czas na odpowiedzi na wylosowane pytanka. Idzie całkiem gładko. Widzę to w oczach wszystkich egzaminatorów. Każdy wtrącił jakieś swoje trzy grosze, ale generalnie obeszło się chyba bez grubszych wpadek z mojej strony...

Znowu muszę wyjść. Czas na decyzję komisji. Ale za drzwiami czekam już całkiem wyluzowany. Zdałem na 100%. A ocena nie jest ważna. Mam to już za sobą. Ulga niesamowita!

Ponownie zapraszają mnie do środka. Gratulujemy, zdał pan. Teraz już jestem zupełnie spokojny :)

 

Strasznie długi post mi wyszedł, ale chyba musiałem po części odreagować w ten sposób. Emocje, których tak naprawdę (pomimo dobrego końcowego efektu) nie chciałbym przeżywać kolejny raz.

Teraz się napiję!

Ale najpierw zaśpiewam sobie:

 

czytaj resztę »

Dodane w muzyka , egzamin | Komentarze 10 , zobacz komentarze

3... 2... 1...

2009-04-06 09:34:58

Przyspieszone odliczanie, bowiem i czasu pozostało mało. To już jutro...

Nogi mam "mientkie" jak z waty. Boję się okropnie! Chyba jeszcze bardziej niż przed testem.

Kto może niech trzyma za mnie kciuki.

 

czytaj resztę »

Dodane w egzamin , muzyka | Komentarze 12 , zobacz komentarze

cztery

2009-04-03 11:18:44

4 - cztery.

To suma dwóch dwójek i zarazem ich iloczyn. A jednocześnie kwadrat liczby dwa.

Jak kwadrat to i prostokąt, równoległobok, romb i trapez.

To czterech ewangelistów (święci Mateusz, Marek, Łukasz i Jan).

To czterech jeźdźców Apokalipsy (Zwycięzca, Wojna, Głód i Śmierć).

Czterech było chłopców z Liverpoolu - The Beatles.

Są cztery stany skupienia materii (ciało stałe, ciecz, gaz i plazma).

W 4 stopniach Cesjusza woda ma największą gęstość.

Cztery są główne kierunki geograficzne (północ-N, wschód-E, południe-S, zachód-W), a i pośrednie kierunki pierwszego stopnia też są cztery (NE, SE, SW, NW).

Serce człowieka posiada 4 jamy.

Człowiek posiada też cztery kończyny.

Istenieją cztery typy osobowości (sangwinik, choleryk, melancholik i flegmatyk).

To cztery pory dnia i cztery pory roku.

"Le quattro stagioni" - to cykl czterech koncertów smyczkowych Vivaldiego (Wiosna, Lato, Jesień, Zima).

To "The Sign of Four" Artura Conan Doyla - drugi z kryminałów o Sherlocku Holmesie.

To dla mnie "Ach, kiedy znów ruszą dla mnie dni" Edwarda Stachury ("...Lato, jesień, zima, wiosna - Do Boliwii droga prosta! Wiosna, lato, jesień, zima; Nic mi się nie przypomina...").

Jak quattro to oczywiście Audi Quattro, ale chyba jeszcze bardziej pizza - rewelacyjnie tłusta i ciężka Quattro Fromaggi - świetnie robiona niedaleko pracy.

To pioseneczki "Cztery słonie" oraz "Łapy, łapy, cztery łapy" z programów dziecięcych.

To szanty i zespół Cztery Refy. Jak szanty to także utwór "Cztery piwka na stół" (to raczej półszanty).

To świetne polskie seriale "Czterej panceni i pies" oraz "Czterdziestolatek" (to już teraz!).

To zespół Four Non Blondes i charakterystyczny głos Lindy Perry w "Whats up".

 

To kwiecień - miesiąc egzaminu. Pocieszam się, że to także czterolistna koniczynka - według przesądów przynosi podobno szczęście...

 

 

czytaj resztę »

Dodane w muzyka , egzamin | Komentarze 18 , zobacz komentarze

pięć

2009-04-02 10:38:30

5 - pięć.

To jedna z liczb pierwszych.

To pięciolinia.

Pięciu muzyków to kwintet.

To bardzo ważna w życiu "piąta klepka".

To także niezmiernie ważna dla niektórych pora na herbatkę (tea time), czyli five oclock.

To przepiękna Dolina Pięciu Stawów w Tatrach.

Pięć kół olimpijskich to zarazem różnorodność jak i jedność ludzi na całym świecie. Symbolizują poszczególne kontynenty (niebieskie - Europa, czarne - Afryka, czerwone - Ameryki, żółte - Azja, zielone - Australia).

Pięć razy dziennie muezzzin wzywa z wieży minaretu wiernych muzułmanów do modlitwy.

Tora to Pięcioksiąg (Genesis, Exodus, Leviticus, Numeri, Deuterenomium).

To pięć palców u każdej ręki i nogi człowieka.

To pięć głównych zmysłów (wzrok, słuch, smak, węch i dotyk).

To pięć rozróżnianych smaków (słony, słodki, kwaśny, gorzki i umami).

To także chińska przyprawa pięć smaków.

W tradycji chińskiej wyróżniano 5 żywiołów (woda, ogień, drewno, metal i ziemia).

5 żywiołów japońskich to powietrze, ogień, woda, ziemia i piorun.

A w kulturze helleńskiej (nam najbliższej) do czterech żywiołów (powietrze, ogień, woda, ziemia) doszedł piąty element - kwintesencja (eter). Film Luca Bessona "The Fifth Element" porusza tę tematykę.

Pentagon to siedziba Departamentu Obrony USA. Ciekawe jest to, że budynek zbudowany został na planie regularnego pięciokąta, każdy bok budowli ma 5 pięter ponad ziemią, na każdym piętrze jest 5 korytarzy, a wewnętrzny dziedziniec ma powierzchnię 5 akrów.

"5" to tytuł piątego albumu w twórczym dorobku Lenny Kravitza.

To piąty album Dire Straits "Brothers in Arms"

To niezapomniany "Piątek z Pankracym", ale z ten z Zygmuntem Kęstowiczem.

To "Pięć lat kacetu" Stanisława Grzesiuka.

To utwór Republiki "Śmierć na pięć".

 

To najwyższa ocena, którą można było kiedyś uzyskać w szkole, na uczelni, na egzaminie...

Ale nie tak dobrej oczekuję za pięć dni... 

 

 

czytaj resztę »

Dodane w muzyka , egzamin | Komentarze 23 , zobacz komentarze

sześć

2009-04-01 21:51:25

6 - sześć.

To najmniejsza liczba doskonała (jest sumą wszystkich swoich dzielników właściwych).

To liczba atomowa węgla, który jest chemiczną podstawą życia.

To liczba atomów węgla w glukozie.

Szóstego dnia Bóg stworzył człowieka.

To ilość ramion w gwieździe Dawida.

To najwyższa liczba oczek na kostce do gry.

Kostka do gry to sześcian.

Sześciu muzyków to sekstet.

Puchar Sześciu Narodów to coroczne najważniejsze rozgrywki w rugby.

To sześć żon Henryka VIII (Katarzyna Aragońska, Anna Boleyn, Jane Seymour, Anna z Kleve, Katarzyna Howard, Katarzyna Parr).

Sześć stóp pod ziemią określa głębokość grobu w krajach anglosaskich. "Six Feet Under" to także tytuł niezłego serialu telewizyjnego zabawnie traktującego temat śmierci.

Szósty zmysł. Hm. Trudne do wytłumaczenia, ale wiadomo o co chodzi. "The Sixth Sense" to ponadto tytuł interesującego filmu z Brucem Willisem.

66 to gra karciana.

Route 66 - jak mawiają Amerykanie Droga-matka (mother road) to legendarna autostrada biegnąca praktycznie przez całe Stany Zjednoczone. To także animowany film "The Cars" tamże się rozgrywający.

To jak dla mnie trudne do wymówienia kiedyś zdanko w języku angielskim "six slippery snakes slide under the cellar floor" Surprised

To utwór "Six Blade Knife" z debiutanckiej płyty grupy Dire Straits. To także szósty na tej płytce oraz szósty na płycie "Alchemy" rewelacyjny ich kawałek "Sultans of Swing".

 

Według numerologii jestem szóstką. Jest to także dzień moich urodzin. Pamiętam, że imieniny wtedy obchodzą Bruno i Artur.Cool

Sześć lat już haruję w obecnej robocie Yell

Nie muszę przypominać, że za 6 dni będę egzaminowany...

 

 

czytaj resztę »

Dodane w muzyka , egzamin | Komentarze 27 , zobacz komentarze

koniec

2009-04-01 09:21:16

Z racji coraz większej ilości czasu spędzanego na blogowaniu z przykrością donoszę, że z dniem dzisiejszym jestem zmuszony zakończyć moją "pisarską twórczość" i poświęcić się w całej reszcie nauce. Zapiski zapiskami, ale egzamin rzecz ważna i przygotować się trzeba.

Na pożegnanie zamieszczam jeden z moich ulubionych utworów węgierskiego rocka - "Dziewczyna o perłowych włosach" Omegi

 

 

czytaj resztę »

Dodane w muzyka , egzamin | Komentarze 25 , zobacz komentarze