zmęczenie materiału
2010-08-02 23:24:06
Jestem wyeksploatowany.
I fizycznie i psychicznie.
Remont w mieszkaniu (choć z poślizgiem, bo jeszcze się nie zaczął na dobre) już mnie zmęczył. Wszak wybieranie mebli, koloru farb, rodzaju tapet i innych takich nie jest łatwym zadaniem dla dwojga ludzi mających odmienną koncepcję na wystrój wizualny. A i koncepcja funkcjonalności wadzi znacznie w całym przedsięwzięciu. Poza tym rozpoczęty reanimacją dzisiejszy dzień (choć udana co prawda) także nie nastroił mnie dziś pozytywnie do świata. Potem było tylko gorzej...
Wywietrzywszy w weekend piwnicę - jak pusto tam teraz, okazało się bowiem, że zawartość większości pudeł to ciuchy i zabawki potomka - rozdaliśmy większość z rzeczy różnym znajomym, część zaś trafiła do pobliskiego komisu. Każda koszulka, spodenki, czy zabawka otulona wręcz była mgiełką wspomnień. A to pierwsze kroki, a to prezent od chrzestnej, a to ciuszki kupione przez rodziców, a tym bawił się tak fajnie, a jak lubił tę książeczkę... Łza się w oku zakręciła...
Podobnie jak przegląd zawartości najwyższych pólek, najgłębszych szuflad, ukrytych zakamarków mieszkania... Wszędzie wspomnienia, atakujące z wnętrza komody, zawartością szafy czy niezliczonej ilości pudełek i pudełeczek... Niby łatwo pozbyć się wielu ze znajdowanych tamże przedmiotów, lecz często sentyment podsuwa myśli zupełnie nierozsądne. W ostatecznym rozrachunku (wewnętrzna walka ze sobą) rozwaga zwykle zwycięża...
Eh! Remont to ciężka robota! Nie tylko fizyczna...
