czy leci z nami lekarz?
2010-07-24 23:00:47
Intensywna w ostatnim czasie przebieżka po salonach mebli różnorakich, sklepach z wykładzinami, dywanami, tapetami i farbami oraz obecność w instytucjach serwujących tzw. dodatki (w szerokim tego słowa zrozumieniu) nie mogła obyć się bez ikeowskich klimatów. Sklepy IKEA nie są moją ulubioną, w kwestii meblowej, dystrybutornią ale bardzo lubię tam zaglądać z racji gadżetów kuchennych i związanej bezpośrednio z kuchnią przekąską, którą właściciele IKEA serwują w swej strefie jedzeniowej.
IKEA z racji dość dobrej funkcjonalności swych wyposażeń miała być jak gdyby weryfikacją spojrzenia na pokój mej latorośli. Nie dane mi było jednak tak od razu znaleźć się w miejscu nazwanym "Pokój dziecięcy". Co prawda kierowałem się ze swoją rodzinką w tamtym kierunku. lecz nagłe "ding dong" przerwało nasz marsz ku strefie dziecięcej. "Czy w sklepie znajduje się lekarz? Jeżeli tak proszony jest o przyjście do restauracji!" - padło z głośników. Niestety z racji rozległości sklepu (a i czasem konieczności poruszania się zgodnie z ustalonym kierunkiem zwiedzania) dotarłem do strefy kulinarnych smaków nie tak szybko jak sobie zaplanowałem. A tu - cóż za zdziwienie... Nie jestem jedynym lekarzem na pokładzie tego Concorda! Oprócz mnie stawiło się trzech innych medyków! Musi być, że stanowimy dość silną grupę w społeczeństwie (szacunki mówią, że jest nas około 100 tys.) i aż tylu znalazło się w jednym miejscu o tek samej porze
! Każdy co prawda innej specjalności, ale przez to mogliśmy stworzyć małe konsylium! Miło! Na szczęście "nieszczęśnik" do którego nas wezwano nie wymagał czynności resuscytacyjno-reanimacyjnych... Ale spotkanie skwitowaliśmy uśmiechem i "grabą". Na prawdę dobrze świadczy o zawodzie, że aż "tylu" lekarzy przyznało się do swego zawodu
!
Obejrzawszy interesujące nas działy udaliśmy się (ja ponownie) w kierunku jadłodajni. Zasiadłszy przy stolikach restauracyjnych na krzesełkach URBAN (dość wygodne muszę przyznać) wsunęliśmy chłodnik (smaczny!), zupę krem z zielonego groszku (słona, ale smaczna) oraz nierozerwalnie jakoś związany z IKEA - filet z łososia z warzywami (dziś nieco gorszy niż pamiętam z przeszłości...). Moja latorośl oczywiście uparła się na frytki, więc i na tę pokusę przystaliśmy - rybę chętnie zjada, to i ta odrobina "niezdrowej żywności" mu nie zaszkodzi...
Ale właściciele sieci IKEA liczyć tak, czy siak potrafią! Może jestem niesprawiedliwy, może się czepiam, może były popsute podajniki, a może wynika to z ogólnoświatowego kryzysu, ale dotychczas napoje (po zapłaceniu bodajże 3,50 PLN za widoczną na tacy szklankę) można było spożywać w ilościach nieograniczonych, dziś niestety nie. Czy to z racji upału (zbyt duża ilość wypijanych płynów - a Polak wypić przecież potrafi!), czy też może z racji wcześniej wspomnianego kryzysu (jak Polak potrafi - to wypije, a w taki upał jak się na ambicje wejdzie - to tym bardziej!) opcja dowolnej ilości spożywanych napojów w dniu dzisiejszym nie istniała... Całe szczęście nie ograniczono napojów ciepłych, ale przecież w taką duchotę trudno wypić duszkiem litr gorącej kawy!!!
Wyprawę na Targówek można uznać za udaną. Opcje wyglądu dziecięcego królestwa wybrane (bardzo ważny fakt dzisiejszej zawiślanej wycieczki), różne siedziska (te przybiurkowe głównie, ale i inne także) wypróbowane, brzuchy wypełnione (ale z umiarem!) oraz... tym razem udało sie opuścić budynek targówkowej IKEI bez zakupów. Trzeba zapisać to w annałach!
A przede wszystkim kolejne życie ludzkie uratowane! I to w towarzystwie kilku kolegów po fachu!
Skończyło się zatem trochę inaczej niż w trakcie pewnego lotu, gdy na hasło czy jest na pokładzie lekarz nie wstał nikt choć lot był w kierunku miasta konferencji kardiologicznej, a pokład praktycznie po brzegi wypełniony był specjalistami... Może coś przekręciłem z tą anegdotą?! Może było inaczej?! Może trochę przesadzam?!
Już wiem - na pokładzie nie było Polaka!
