remont i...?
2010-07-21 00:17:58
No cóż. Remont. I to nie tylko w szpitalu...
Z racji braku czasu nawet sklonowany Misiek nie daje rady codziennie coś nabazgrać :)))
Ostatnie dni spędzam głównie na przebieżce po stołecznych sklepach z wnętrznościami i różnymi takimi...
Nie macie wrażenia, że remont, czy urządzanie mieszkania to jedna z najbardziej frustrujących czynności w życiu? I nie mówię tu wcale o koszmarnym bałaganie, który niestety spada na nas całą mocą tynku! Nagle okazuje się, że macie z połowicą zupełnie inną wizję pokoju (sypialni, kuchni, łazienki, czy gabinetu) nie do końca zgadzacie się co do "poprawek" proponowanych przez współmałżonka (-ę), a kolory farb (czy wzory tapet, faktura tkanin, gatunek płytek i inne) które chcielibyście zapodać na ścianach i czymkolwiek jeszcze w swoim mieszkaniu (apartamencie, domku, hacjendzie, czy innym budynku) stają się kością niezgody w dotychczasowym, wydawałoby się "sielskim" pożyciu... Nie mówiąc już o wszelkiego rodzaju tzw "dodatkach" związanych z planowanym (po remoncie) wyglądem wspólnego siedliska...
Mały koszmarek. Ale trzeba to przejść. Najlepiej przy okazji nie szlachtując się nawzajem...
Bo może się to skończyć totalną demolką a nie remontem...
I choć filmik nie dotyczy remontu, to niejeden związek rozpadł się podczas jego trwania!
