upór

2010-07-16 23:23:44

Upór nie zawsze jest dobrym doradcą. Nie znaczy to, że trzeba być uległym i zawsze nadstawiać drugi policzek. A tym bardziej być zgodnym we wszystkim co nam wmawiają! Życie pokazuje, że całkowita uległość także nie jest dobrym doradcą. Zwłaszcza w medycynie...

 

Od dawien dawna twierdzę, że w medycynie jak w kinie - najlepsze scenariusze nie mogą się równać z tym, co spotyka nas na drodze naszej kariery zawodowej.

Ileż to razy opinie tak zwanych "specjalistów"okazywały się być w końcowym efekcie błędne? Ileż to razy wyniki badań obrazowych nie ujawniały tego, co naprawdę dolegało pacjentom? Ileż to razy chory z prawidłowym panelem badań umierał z nieznanej przyczyny? Ileż to razy osoba praktycznie skazana na śmierć (sądząc po całokształcie badań i stanu klinicznego) wychodziła z tego cało? Ileż to można mnożyć tych ileż?

A wniosek jest prosty. Medycyna nie jest tak łatwa i poukładana jak matematyka, która królową nauk jest i basta! W medycynie zwykle równanie ma więcej niż jedną niewiadomą, a proste wydawałoby się działania nie zawsze dają ten sam wynik końcowy!

I przede wszystkim - ta sama choroba może przybrać zupełne inne postacie u każdego ze spotkanych na swej drodze pacjentów. "Typowe objawy" są ważne - około 80, nawet 90% populacji je zaprezentuje. Ale, sądząc z autopsji, jakiś jeden na dziesięciu chorych "typowych objawów" miał nie będzie.

I odwrotnie "typowe" dla danej jednostki chorobowej objawy mogą okazać się tylko "maską" zakrywającą oblicze zupełnie inne schorzenie.

I bądź tu mądry i pisz wiersze... Medycyna jest jak detektywistyka - zwykle szukamy "przestępcy" zatruwającego życie ludzkie. Najtrudniejsze to wytropić "drania". Cala reszta zależy już od odporności organizmu i wdrożenia odpowiedniego leczenia.

 

A teraz o uporze. Wczorajszy dyżur to kolejna walka z najazdem przewoźników. Podobno były problemy w całym mieście, podobno kilka szpitali zamknęło swe podwoje dla pacjentów internistycznych, podobno gdzieś nie byłą prądu (to możliwe - sami niedawno to przeżyliśmy), podobno windy w którymś ze szpitali stanęły (to też możliwe), "podobno" w ustach dyspozytora pogotowia mnożyło się w tempie zastraszającym... To "podobno" wiązało się z przywozem do SOR pacjentów, którzy na moje niedoświadczone oko wymagali natychmiastowej hospitalizacji w oddziale internistycznym, czyli tam gdzie łóżek już nie było. Podwieszać na hamakach pod sufit? Koordynator pogotowia nie potrafił mi na to pytanie odpowiedzieć :))) Z jednego mogę się tylko cieszyć - liczba pacjentów na początek dzisiejszego dnia przekraczała tę założoną jako podstawa do utrzymania drugiego dyżurnego. Fajno, a że się napracowaliśmy (notabene w doborowym towarzystwie - niejaki Przenitek i doktor Mandżurski), to nic.

 

Właściwie mógłbym skończyć - upór w zapełnianiu oddziału chorymi wynikał jedynie z liczby tychże pojawiających się w SOR. Za sprawą skierowań od lekarzy POZ jak i tych przywożonych tzw. "transportem ratowniczym". Jedna z chorych - młoda kobieta (patrzę przez pryzmat swojego wieku) zgłosiła się ze skierowaniem z powodu uporczywych bólów brzucha. Prawy dolny kwadrant. Od jakiś 2 dni. Na poprzednim dyżurze badana - laboratorium, chirurg, USG jamy brzusznej - nie wydaje się, żeby był to ostry wyrostek - uwidoczniono torbiele prawego jajnika, więc odesłana na ginekologię do jednego ze stołecznych szpitali. Tam a jakże zbadana, nawet USG TV wykonane - i nic. To nie ich sprawa. Do domu.

Jak już wspomniałem trafiła ponownie. Na mój dyżur. Wiecie - z wyrostkiem to czasem śmierdząca sprawa. Jest to najczęściej nierozpoznawalna choroba z zakresu chirurgii, ale także często pacjenci zupełnie niepotrzebnie zostają z tegoż powodu zoperowani... Powtarzam więc drogę - badania, USG, chirurg - to samo - torbiele w prawym jajniku, poza tym nic. Dla pewności kieruję jeszcze do ortopedy - może jakieś uszkodzenie lub zwyrodnienie stawu biodrowego? Prześwietlenie, konsultacja - nic. Zdrowa na badania, zdrowa na konsultacje, jedynie torbiele jajnika. Namawiam na pozostanie w oddziale (znaczy się pod sufitem na hamaku), choć nie do końca mam przekonanie, a i sama pacjentka nie napiera. Ale stało się. Jest w szpitalu. Rano CT jamy brzusznej i miednicy małej (wybłagany termin na 12.00) - jedynie to pozostało do zrobienia, ewentualnie neurolog... Wynik badania (ustna informacja - choć osobliwie zaszedłem do radiologów, bo przecież już po pracy jestem - jak powiedziała mi jedna z pań opisujących...) neguje zapalenie wyrostka robaczkowego, jedynie te torbiele jajnika. Badań laboratoryjnych jeszcze nie ma, choć minęło parę godzin od pobrania (cóż za szybkość pracy laboratorium!). Nic - podejmuję decyzję - pomimo jednej już wizyty u ginekologa namawiam na kolejną w ośrodku, który wydaje się być dla nas (czytaj Kliniki) z różnych powodów zaufanym. Szybka akcja ze zgodą dyrekcji na badanie i chora jedzie na ginekologię. I co? Zostaje tam właśnie, choć przed kilkunastoma godzinami ginekolog dyżurujący w jednym ze stołecznych szpitali powiedział - NIE! Co jest grane? Nie za bardzo mam ochotę się w to zagłębiać.

Wiem jedno. Powinienem po dyżurze wyjść bezpośrednio po odprawie do domu - znaczy się w warunkach wakacyjnych około 8.30. Opuściłem Klinikę o godz. 14.30. Ale warto było. Tak jak i te parę innych razy spędzonych ponadwymiarowo w szpitalu (czytaj - rzadko kiedy po dyżurze wychodzę przed 12.00).

A upór czasami jest ważny. Przecież chora już była konsultowana przez ginekologa...



Dodane w praca

Komentarze: 18

misiek 02.09.2010 r., 07:17
Podstawowe, bez jakichś wymyślnych specjalnie. Jedynie Ca125 z ekstrawagancji, które notabene było w zakresie normy...
kamelia00@interia.pl 01.09.2010 r., 23:45
Jakie badania lab. były zlecone?
misiek 03.08.2010 r., 22:47
Nie jestem osamotniony w takich przypadkach. Uporu uczę się od innych - jeszcze bardziej upartych!!!
misiek 26.07.2010 r., 21:59
Przypadek. I tak musiałem zostać w pracy :)))
mumina 26.07.2010 r., 21:34
...i kto tu Kogo powinien chwalić "do rumieńca"? Hę?
misiek 26.07.2010 r., 10:40
P.S. Kobitkę zoperowali po weekendzie :))) Mąż przyszedł z podziękowaniem :))) Nie mogę przytoczyć co mówił, bo wyszedłbym na samochwałę :)))
misiek 21.07.2010 r., 18:02
Doktorze Gajewski! Znowu walisz szyfrem. "completo lunatico" to niestety częsty przypadek w polskim społeczeństwie :)))
jpl.wawa 19.07.2010 r., 21:51
niedawno się dowiedziałem że w naszym bajkowym świecie i naszej Wielkiej Spiżarce... jakiś incredibile imbecilo podał że od rana mamy 16 wolnych miejsc... a co..... popatrzymy sobie jak się starają....
misiek 18.07.2010 r., 21:49
Inusiu! Toż to tylko zjawiska meteorologiczne :))) Pomyśl, że kiedyś było jeszcze gorzej...
misiek 18.07.2010 r., 21:46
Tereniu! Mam wielki szacunek do Ludzi mądrych. Mogę jedynie wyrazić wdzięczność, że los dał mi szansę z takimi pracować! Jestem jedynie kwiatkiem w butonierce do Ich poczynań :)))
terenia 18.07.2010 r., 21:18
Misiu... tak ladnie piszesz o innych .....to tylko utwierdza mnie w przekonaniu, ze jestes nie tylko fantastycznym lekarzem ale takze wspanialym czlowiekiem. I tak juz zostanie :-)))))))))))))) to moje ostatnie zdanie (oj, rymnelo mi sie niechcacy) :-)))))))))))))
inusia720@interia.pl 18.07.2010 r., 21:16
No właśnie niestety nie da się nic zrobić z tą naszą służbą zdrowia:)zresztą jeszcze nie jest najgorzej mamy w miarę łatwy dostęp do specjalistów prywatnie:)))) Ale może dzięki takim lekarzom jak wy (przepraszam że tak piszę)wszystko sie zmieni :)))) dopiero niestety udało mi się podłaczyć laptopa jestem na mazurach i przez te dzisiejsze burze nie było prądu w małym domeczku drewnianym parę godzin a tu jeszcze noc sie nie skonczyła... mam nadzieje że na noc nie wyłaczą bo jestem strasznym cykorem:D pozdrawiam
mumina 18.07.2010 r., 18:51
...powaliło mnie... skomentuję resztę później...
misiek 18.07.2010 r., 18:01
Tereniu! I’m not the best! Znam wielu lekarzy mądrzejszych ode mnie. Na poczekaniu przytoczę kilku: Jurek P. - mój kumpel i zarazem nauczyciel (choć nie specjalista wielu dziedzin, to można z jego wiedzy czerpać garściami). Ela L. - skromna, niepozorna lekarka, która powala rozpoznaniami, spokojem i podejściem do pacjenta (notabene jedna z mych pierwszych prawdziwych nauczycielek medycyny - długo musiałem zaskarbiać się w jej łaski nim mnie zaakceptowała, ale w sumie dzięki Jej za to - musiałem wykazać się chyba całkiem niezłą wiedzą, skoro do tego doszło...). Mumina - obecnie pracujemy razem, mamy podobny stosunek do ludzi, podobnie myślimy w kwestiach medycznych, ale... Ona bije mnie na głowę w logicznym myśleniu, poskładaniu faktów i wykoncypowaniu ostatecznych wniosków. Poza tym moja empatia to co najwyżej jeden z kamieni - Jej empatia to piramida zbudowana z takich kamieni... Kolejna osoba to niejaki "Głos zza Ściany" - chciałbym mieć tak poukładaną wiedzę z medycyny jaką prezentuje On. Ponadto spokój, którym dysponuje (nie zdarzyło się zaobserwować jakichkolwiek oznak zdenerwowania z Jego strony) jest porażająca - spokój godny mistrza, którym notabene jest. Poza tym parę zdolnych osób (mogących być lepszymi ode mnie - czyli trochę ponad przeciętność) widzę na horyzoncie. Imion (lub ksywek nie wymienię) bo mogą popaść w samozachwyt, a to już niestety nie jest dobrą sprawą :)))
misiek 17.07.2010 r., 23:08
Inusiu! Możliwe, że zawitałaś do szpitala, w którym pracuję, bowiem dopiero od niedawna mogę wykonać USG w trakcie dyżuru. Może to i śmieszne, że stołeczny szpital nie może takiego badania wykonać, ale realia polskiej służby zdrowia są takie a nie inne. Ponadto w związku z tym co się dzieje w tej placówce zdrowia, możliwe że za jakiś miesiąc tego USG nie będzie można wykonać... A co do zapalenia wyrostka robaczkowego, to już w poście się wypowiedziałem - jest to najczęściej nierozpoznawalna jednostka chorobowa ze wszystkich przyczyn tzw. :ostrego brzucha", a i często chorzy zupełnie niepotrzebnie są kładzeni na stół chirurgiczny z takim rozpoznaniem, bowiem w trakcie zabiegu okazuje się, że wyrostek robaczkowy wcale nie jest zmieniony zapalnie...
misiek 17.07.2010 r., 23:03
Hmmm... Ten post wyszedł trochę jak autoreklama, a nie do tego dążyłem. Medycyna trudną sztuką jest (jakby powiedział jeden z wielkich). Najmądrzejszym lekarzem okazuje się być ten, który znajduje się na końcu diagnostycznej drogi pacjenta i postawi diagnozę! A to niestety nie zawsze jest takie łatwe...
terenia 17.07.2010 r., 14:46
Misiu, ...you ar best .......Twoja mama to musi byc aniol, bo potrafila tak wychowac syna, jak rzadko ktora mama. Powiedz jej to przy nastepnej wizycie i wysciskaj od nieznanej tereni .-))))))))
inusia720@interia.pl 17.07.2010 r., 11:23
niezle... sama osobiście znam taki przypadek mojej dobrej znajomej tylko ją bolało ok 1 miesiaca i żebyście zobaczyli jak niektórzy lekarze ją traktowali jak skręcała sie z bólów poprostu jak głupią że wymyśla tak samo było na poczatku ginekolog nic nie widział z jednego podobno dobrego ginekologicznego szpitala na górnym mokotowie dopiero na ct wyszło torbiel ponad 7 cm więc znowu konsultacja w tym samym szpitalu raptem pan ginekolog zobaczył i zapisał na termin laparoskopi za ponad 1 miesiąc tylko że biedulka nie doczekała bo torbiel się skręciła i pękła i nie miała laparoskopi....a ja sama historie przezyłam z wyrostkiem też w jednym z warszawskich szpitali pan chirurg duży doktor o godzinie 18 wykluczył zapalenie wyrostka robaczkowego pomimo że wyłam z bólów jak mnie badał wyłam darłam się raczej a o 24 wylądowałam na stole operacyjnym z perforacją już w innym szpitali starym na powiślu i przez to nie mam maleńkiej blizny tylko dużą a co przeszłam to ja wiem dreny nie dreny ale żyję.Poprostu nie raz lekarze zbyt pochopnie podejmują decyzje tylko i wyłacznie na podstawie badan krwi tak jak było u mnie o godz 18 miała 12tys leukocytow a ok 23 ponad 22 tys więc Miśiek widzę że z ciebie dobry lekarz dziewczyna miała naprawdę szczeście mi nawet nie zrobili usg bo podobno nie było o tej godzinie w szpitalu pomimo tego że szptal duży i miał sporo oddziałów ale własnie i tak bywa

Dodawanie komentarza