apteka
2010-04-09 00:29:31
Czasem i lekarz (bądź jego rodzina) potrzebuje jakiegoś medykamentu. Stąd moja dzisiejsza wizyta w aptece. Choć mógłbym ją nazwać zaprzyjaźnioną, bo wszystkie "magisterki" znają moją profesję, to nie staram się ujawniać swej przynależności do służby zdrowia i grzecznie stoję w kolejce. To zadziwiające - kiedykolwiek zaglądam do tej apteki - jest kolejka. Dłuższa lub krótsza, ale jest. Albo dobra (znaczy się tania) apteka, albo w dobrym miejscu. Nieważne - dziś też była kolejka. Niezbyt długa, raptem jakieś sześć osób przede mną przy czynnych dwóch okienkach, więc miałem nadzieję na szybkie załatwienie sprawy...
Niedoczekanie!
Starsza pani przy jednym z czynnych stanowisk wykupywała chyba dużą część zapasów aptecznych, bowiem trwało to jakieś 20-30 minut, co istotnie wydłużyło mój pobyt w "sklepie z lekarstwami". Wydawać by się mogło, że jest to strasznie schorowana osoba i trochę zaczęło mi się robić jej żal, do momentu gdy nie zorientowałem się w asortymencie kupowanych produktów medycznych. Jakieś zioła, minerały, preparaty wielowitaminowe, różne soki (?), napary i wywary - jednym słowem parafarmaceutyki. Przy każdym z nich zadawane pytanie o skład, użyteczność w jakimś tam schorzeniu i cenę, choć ta ostatnia nie do końca chyba była istotna, bo staruszka zapłaciła łącznie prawie 300 złotych za te wszystkie środki wspomagające.
Kolejna osoba przy okienku nie za bardzo mogła się zdecydować na rodzaj plastra na odciski. Przyszła z jednym z takowych do apteki, bo wyjęła go z torebki żądając dokładnie takiego samego. Przy okazji, gdy dowiedziała się, że plaster ten przylepia się wewnątrz buta a nie na odcisk, zupełnie zbaraniała twierdząc, że stosowało go na ciało! Dalsza wymiana opinii co do plastrów i jakiś zasypek dodatkowo wydłużyła chwilę zapłaty za zakupiony produkt.
Następny nieszczęśnik miał problem z wymową. Nie chcę tu naśmiewać się z niego, lecz przy dość istotnym "zacinaniu się" i niestety niezbyt wyraźnej wymowie, powiedzenie problemu z którym przyszedł do apteki zajęło dłuższą chwilę. Na domiar złego (a problem dotyczył stóp) okazało się, że większość medykamentów proponowanych przez farmaceutkę (a było ich sporo) już stosował, niestety bez efektu terapeutycznego.
Kolejka za mną robiła się coraz dłuższa, ta przede mną niestety nie malała w tempie mnie satysfakcjonującym. W którymś momencie niezbyt grzeczny, acz wiekowy jegomość (z tych co to wiedzą wszystko i na każdy temat) wypowiedział słowa, które niestety z lekka wyprowadziły mnie z równowagi. Rzucił bowiem do wszystkich, w trakcie zakupów plastrowych pani z odciskami, tekst: "To przecież lekarz powinien powiedzieć i doradzić co ma kupić (znaczy się rzeczona pani). Ale lekarze teraz nic nie mówią. Nawet pacjenta nie badają. Chcą tylko podwyżek pieniędzy!" Niestety, choć zwykle nie ujawniam swej profesji - tym razem nie wytrzymałem. Odwróciwszy się do jegomościa stwierdziłem, że nie życzę sobie rzucania na mnie kalumni, bo przez przypadek jestem lekarzem, a jego wypowiedź niestety obraziła wszystkich medyków, od których nie mam zamiaru się odgradzać. Starszy jegomość zamilkł już do końca mojego pobytu w aptece - niestety nie usłyszałem z jego ust słowa "przepraszam".
W jedne trzy kwadranse dotarłem do okienka i w ciągu 5 minut zakupiłem potrzebne mi leki. Podziwiam cierpliwość farmaceutek! Ja spędziłem w aptece niecałą godzinę a już zaczynała mnie ogarniać szewska pasja. One stoją "za stołem" po kilka godzin i poddawane są zmasowanemu atakowi klienteli, która poza milionem pytań całą swą złość za nieprawidłowo wypisaną przez lekarza receptę, za brak leku w magazynie, czy zbyt wysoką jego cenę, wyładowuje właśnie na nich. I pracują w świątek, piątek czy niedzielę.
Bywają jednak zawody gorsze od lekarza :)))
