nie do końca palmowa niedziela

2010-03-29 22:45:04

Dla jednych dzień wolny od pracy i święto, dla innych dzień zupełnie do święta niepodobny. Dla mnie wczorajsza Niedziela Palmowa oznaczała kolejny dyżur. Niezbyt różniący się od wielu poprzednich i aż zbyt podobny do wielu ostatnich. Znaczy się ciężka batalia. Bitwa toczona z przeważającą liczbą przeciwników. I nie chodzi tylko o pacjentów walących do szpitala drzwiami i oknami. Głównie mam na myśli wzmożone i wyspecjalizowane poniekąd siły w postaci różnej maści przewoźników.

 

Ustawa umożliwiająca "samodzielność" ratownikom medycznym niestety jest kolejną pomyłką w polskim systemie organizacji ochrony zdrowia. Możliwie, że nie mam racji, że źle dzieje się tylko na gruncie stołecznym. Jednak "samodzielność" polegająca na zabraniu z domu pacjenta i przewiezieniu go do najbliższego szpitala, przy bardzo ograniczonych możliwościach leczniczych ratownika medycznego jest wyrzuceniem pieniędzy w błoto. W ten sposób stali się bowiem dla chorych kolejną bezpłatną taksówką w kierunku szpitala. Bezpłatną taksówką, za którą my wszyscy płacimy. Nie będę tu pisał o zadufaniu w sobie, arogancji, nonszalancji, a niestety często ignorancji, wynikających głównie z braku wiedzy medycznej i niespełnionych ambicji. Bo decyzję o przywiezieniu do szpitala wszystkich wzywających pomocy może podjąć każdy. I do tego nie trzeba kończyć szkół. Są owszem i chlubne wyjątki od reguły, ale niestety duża liczba spotykanych ratowników medycznych ogranicza się do wyżej opisanego procederu dowozu.

 

Dostało się ratownikom medycznym, ale  ich "nauczyciele" wcale nie są lepsi. "Nauczyciele", czyli lekarze funkcjonujący w strukturach Ratownictwa Medycznego, z którymi wielu obecnych ratowników kiedyś pracowało (jako pielęgniarze i sanitariusze). Wymagać należałoby od nich więcej niż od uczniów, ale niestety w dużej mierze to czcze nadzieje. Podobnie działają - byle dowieźć do szpitala, byle upchnąć pacjenta, byle pozbyć się problemu. W taki, czy inny sposób. Stąd i urągające wszystkiemu stawiane rozpoznania na wypisywanych na poczekaniu skierowaniach. Oczywiście dominuje "ból w klatce piersiowej" - wszak z takim rozpoznaniem pacjent musi zostać w izbie przyjęć, bo trzeba i Ekg, i dodatkowe badania. "Nadciśnienie tętnicze" bez próby podjęcia leczenia w domu, czy nagminnie przywożone wiekowe osoby z hasłem "odwodnienie". Ale są i "stany gorączkowe" od kilku godzin, "pogorszenie łaknienia" od rana - na boku najczęściej tłumaczone przez przewoźników jako "starość" lub "rodzina roszczeniowa, więc zabraliśmy". No i kuriozalne "zasłabnięcia" u osobników kompletnie pijanych.     

 

Tak więc zmasowany najazd na SOR. Czasem czuję się jakbym uczestniczył w bitwie pod Termopilami - przeważające siły wroga codziennie przypuszczają atak na garstkę obrońców. "Wąskim gardłem" czyli wąwozem Termopile jest Izba Przyjęć, perska nawałnica pod wodzą Kserksesa (nie mogę niestety nikogo do tej postaci przypasować) to znacząco wspomagani przez pracowników Ratownictwa Medycznego pacjenci i "wszyscy potrzebujący natychmiastowej pomocy", a 300 Spartiatów to niestety nie opisywany w mediach 30-osobowy zespół SOR-u, lecz jeden lekarz i pielęgniarka. 

Tak a propos - ostatnio stacja TVN wyemitowała film o Spartanach pod Termopilami. "300" - utrzymany w konwencji komiksu film stworzony notabene na podstawie komiksu Franka Millera o tym samym tytule. Prawie dosłowne przeniesienie komiksu na ekran. Nie do końca zgodne z faktami historycznymi, ale za to świetnie zrealizowane sceny walk. I choć Persów przedstawiono jako niezłe indywidua, to całość mi się podobała. Bitwa niemalże z góry skazana na przegraną. Męstwo, odwaga i postępowanie zgodnie z wyuczonymi zasadami jest chwalebne, ale dla wszystkich Spartan kończy się śmiercią.

Ja coraz bardziej nie mam ochoty być bohaterem wieloodcinkowego komiksu pod nazwą SOR. Jak na razie, pomimo okupienia tego dużym zmęczeniem, wychodzę z każdej z dyżurowych batalii z tarczą. Ale nadejdzie zapewne czas, że mój organizm nie wytrzyma i wyniosą mnie (lub kogoś innego) z pola bitwy na tarczy. Miewałem już w sowim życiu częstoskurcze nadkomorowe, ktoś tam przeszedł zapalenie mięśnia sercowego, ktoś inny niemalże stracił władzę w nogach, a o nieustannych objawach choroby wrzodowej, sumiennym (ale chyba jednak głupim) przychodzeniu do pracy z gorączką, biegunką czy innymi choróbskami nie mówię. Do czasu. Pozostanie wtedy jedynie wyryć na ścianach SOR-u napis: "Pacjencie, powiedz Medycynie, żem poległ wierny w jej służbie"    



Dodane w praca

Komentarze: 3

misiek 31.03.2010 r., 21:22
Walka bez szans. Ratownikom medycznym nic nie wolno, więc wożą do szpitala każdego pacjenta. A "starym wyjadaczom" już się nie chce z czymkolwiek walczyć, więc wożą do szpitala by nie mieć problemu. Rzeczywiście - batalia bez końca
kaeri 31.03.2010 r., 17:45
Batalia bez końca... :(
M 30.03.2010 r., 22:50
Podpisuję się rękami i nogami pod wypowiedzią o ratownikach med. Mam swoje doświadczenia na tym polu... Pozdrawiam i trzymam kciuki za wytrwałość.

Dodawanie komentarza