weekend u teściów

2010-03-21 22:55:30

Weekend bez dyżuru. Niesamowite!

 

To bardzo miłe uczucie nie musieć iść do pracy. Co prawda poniekąd byłem zmuszony się w niej stawić (nie będę tłumaczył powodów) i zajęło mi to całe bite trzy godziny, ale resztę dnia spędziłem poza jej murami. I nawet myślami nie wróciłem do niej, choć może powinienem!

W takich sytuacjach - znaczy się wolna sobota z niedzielą - staram się ten wolny czas bardzo pielęgnować i robię wszystko, by jak najpełniej spędzić go z rodziną. Jestem przede wszystkim dobrym tatą (lub tak mi się wydaje), a czasem nawet udaje mi się być dobrym mężem i kochankiem...

 

Jednakże ten weekend był zarezerwowany dla teściów. Dawno nie byliśmy w rodzinnych stronach mej połowicy. Tak dawno, że droga miejscami przybrała nowy wymiar (czytaj - została wyremontowana, a ja nie jeździłem nią w trakcie jej remontu!). Pogoda była znośna (jeszcze nie padało), więc zauważyłem parę rzeczy do tej pory nie odnotowywanych w trakcie podróży do teściów. Jakiś drewniany kościół po lewo, nowy zajazd po prawo, w mijanym większym mieście nowe centrum handlowe (zajmujące niezły kawał ziemi), a i roboty drogowe tamże (strasznie utrudniające przejazd). I parę innych drobiazgów. Samo miasto rodzinne żony nie zmieniło się za bardzo. Co prawda nie mieliśmy zbyt wiele czasu na zwiedzanie, ale nowo otwarta galeria tak bardzo kusiła mą "druga połowę jabłka", że trzeba było ją odwiedzić. "Wzorcownia" - bo taką nazwę nosi owa galeria handlowa - nie różni się niczym od pozostałych przeze mnie widzianych. Wiele znanych butików, ceny stołeczne, wielu ludzi, mało kupujących. Przeszliśmy się zatem, zajrzeliśmy i tu, i tam, coś niecoś przymierzyliśmy, a nogi nieźle uchodziliśmy. I tyle byłoby na temat galerii.

 

Co do teściów... Wielce radzi byli naszej wizycie. Pomimo wielokrotnych próśb o ograniczenie kulinariów szykowanych na nasz przyjazd, skończyło się to oczywiście miejscowym obżarstwem niesamowitym, a i wywózką w stronę Warszawy masy wiktuałów, które będziemy spożywać chyba przez najbliższy tydzień. Nie narzekam z tego powodu, ale zamiar odchudzenia bierze w łeb w ciągu raptem dwóch dni. Wszystko było smaczne i podetknięte niemalże pod nos, więc tym łatwiej korzystało się z dobrodziejstw stołu. Boję się stanąć na wadze, ale czuję po spodniach że nieco przesadziłem. Małżonka tez coś narzeka na "wysadzony brzuch" :)

 

Poza tym było ekstra. Miło jest popatrzeć na radość dziadków z zabawy z wnukiem. Miło jest popatrzeć na wnuka cieszącego się ze spotkania z dziadkami. Po prostu miło jest gdy jest miło. A tak było!



Dodane w varia

Komentarze: 5

misiek 26.03.2010 r., 23:08
A co z bitkami wołowymi?
terenia 22.03.2010 r., 23:29
Jasne, kopytka sa super! : -))))))
misiek 22.03.2010 r., 22:21
Żem żarłok, to chyba wcześniej dało się poznać. Od kogo w końcu masz przepis na kopytka Tereniu? Poza tym jeden z zamieszczonych na tej stronie odnośników prowadzi bezpośrednio w świat jedzenia :)))
terenia 22.03.2010 r., 16:43
Misiu, ale z Ciebie zarlok i paskudny leniuszek weekendowy!
terenia 22.03.2010 r., 16:41
tu wpisz komentarz...

Dodawanie komentarza