pomiędzy
2010-01-24 00:07:38
Czytałem kiedyś (dawno temu) powieść "Jeźdźcy smoków" Ann McCaffrey. Bardzo sympatyczna książka zaliczana do literatury fantastyczno-naukowej, a dokładnie z gatunku fantasy. Nie mam zamiaru streszczać całego utworu, jednakże jedno muszę powiedzieć - współistnienie ludzi i smoków, ich wzajemne więzi emocjonalne umożliwiały bardzo szybkie podróżowanie pomiędzy różnymi punktami (dziś nazwano by to teleportacją). Jedna trochę buntownicza dzioucha przez przypadek odkryła, że można przemieszczać się nie tylko pomiędzy punktami oddalonymi w przestrzeni ale i w czasie. To co się działo z człowiekiem i smokiem w trakcie przenosin odległościowo-czasowych nazywano "pomiędzy", czyli gdzieś (nie wiadomo gdzie - jeszcze nie tam i już nie tu, już nie przed chwilą a jeszcze nie za chwilę). Takie czasoprzestrzenne zawieszenie...
Czuję się dziś podobnie jak niejeden z jeźdźców smoków. "Pomiędzy". Pomiędzy jednym a drugim dyżurem. Choć wczorajsza gonitwa izbowa nie była Wielką Pardubicką (a takie zdarzają się niestety coraz częściej) to i tak zmęczenie daje o sobie znać. A czasu na tak zwaną regenerację nie za wiele... Zwłaszcza że domowe obowiązki wzywają. Trzeba zrobić i to, i tamto... Chciałoby się pobawić z dzieckiem, porozmawiać z żoną, obejrzeć film, posłuchać muzyki, przeczytać książkę lub czasopismo... Wszak to dzień wolny od pracy!
Jedynie z małym pobawiłem się jak należy (tego nie odpuszczam nawet jak padam na pysk!), w tle leciała jakaś muzyczka (więc i ten punkt dnia mam zaliczony). Filmu nie obejrzałem żadnego (nawet nie zajrzałem do programu telewizyjnego - nie było szans na to), cudem ujrzałem koniec konkursu skoków narciarskich w Zakopanem (Małysz w czołówce - czwarte miejsce - BRAWO!). Krótką chwilę (w tak zwanym odosobnieniu - tam gdzie król piechotą chodzi) spędziłem na lekturze. "Newsweek" sprzed dwóch tygodni... I muszę powiedzieć, że z połowicą talże udało mi się porozmawiać! I to nie tylko o tym co upichcić na obiad :)))
Nie będę marudził o podyżurowych "ryneczkowych" zakupach w piętnastostopniowym mrozie. Nie będę marudził o wypadzie do pobliskiego centrum handlowego (konieczność zakupów pilna, rzec by można natychmiastowa - w dziedzinie odzieżowo-imprezowo-weselnej - za dwa tygodnie ślub mojego kumpla, więc żona szaleje bo przecież jak każda kobieta nie ma co na siebie włożyć). Nie będę marudził o paru innych dzisiejszych "obowiązkach". Bo jestem zmęczony.
Na koniec dodam jeszcze jedno pomiędzy - jazda w niedzielny poranek do pracy z punktu widzenia kierowcy to czysta przyjemność. Mała liczba samochodów na drodze, brak korków, płynna jazda. Niby same zalety, ale... nieobecność na drodze innych pojazdów bardzo demobilizuje, bowiem uświadamia że dziś to ja będę jednym z nielicznych, którzy pracują... Przy całej rzeszy tych odpoczywających. Taki zawód. Wymagający ciągłych wyborów - między domem a pracą, między pracą a świętem, między dniem a nocą, miedzy wczoraj a dziś, między wysiłkiem a odpoczynkiem, między złem a mniejszym złem, między radością a smutkiem i w końcu miedzy życiem a śmiercią. Taki zawód "pomiędzy"...
