wośp

2010-01-10 23:07:12

Dziś kolejny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

 

W związku z nim postanowiłem zapodać na obiad dawno nie widzianą na mym stole, a jakże smaczną potrawę. Oczywiście, że przygotowałem się zawczasu do jej sporządzenia kupując wczoraj u "znajomych" (znaczy się sprawdzonych) z ryneczku handlarzy ładny kawałek wołowiny. Miałem bowiem w planie przekształcić ten kawałek mięsa w... bitki wołowe!

Od rana zbiłem mięcho (tak byle oberwało tłuczkiem), przyprawiłem odpowiednio (znaczy się sól i pieprz), umączyłem (ale nie za wiele - nie staram się obtoczyć w całości mąką, bo sos później wychodzi zbyt "mączny"), usmażyłem na oleju (dwie, trzy minuty z każdej strony) a następnie wrzuciłem do rondla z gotującą się wodą (objętość w zależności od ilości mięsa - niektórzy mówią że powinien być bulion, choć i sama woda wystarcza). Jeszcze pokrojona w kostkę (przesmażona na tej samej patelni co mięso) cebula. I dwa, trzy ząbki czosnku do gotującej się strawy (w całości). Teraz spokój, czas na jakąś lekturę, od czasu do czasu zamieszać w garze lekko "pyrkoczącej" strawy (gotowanie na "małym" ogniu), można wypić kawkę, pobawić się z dzieckiem i takie tam inne... Przed finałem, gdy sos już znacząco zgęstnieje, ścieram jeszcze do garnka jednego (średniej wielkości) ogórka kiszonego. Znacząco to podnosi smak sosu. Tak jak i wcześniej dodany czosnek. Teraz wystarczy tylko zapodać na talerzu. Najchętniej z kopytkami, do których sos lgnie jak puch do smoły, oblepiając każdą z klusek gęstą smakowitą cieczą na bazie wołowej (wydaje mi się, że już ten tekst był kiedyś w użyciu). Mięso (tak ważne jest długie gotowanie) rozpadało się w ustach jak krucha beza. Jedliśmy wszyscy (nawet moje wybredne w gustach smakowych dziecko) aż nam się uszy trzęsły. I nikt nie narzekał na nadmiar szczęścia na talerzu!

 

Zatem w skrócie -  Wielkie Obżarstwo Świetną Potrawą!

Chyba za bardzo wychwalam swe zdolności kulinarne. Zjadliwe było. I tyle :)



Dodane w kulinaria

Komentarze: 7

misiek 14.01.2010 r., 12:09
Smacznego!
terenia 12.01.2010 r., 22:40
Misiu, dziekuje. Nareszcie mam dobry przepis. Wysciskaj ode mnie Rodzicielke za te recepte! :-)))))) Chyba juz jutro sobie "pokopytkuje" :-)))))))
misiek 12.01.2010 r., 21:17
Co do puree - też słyszałem że można, ale przepisu nie znam.
misiek 12.01.2010 r., 21:16
A kopytka do bitek zrobiła teściowa :)))
misiek 12.01.2010 r., 21:16
Sam nie robię kopytek, choć może powinienem zacząć. Nie do końca lubię mieć lepkie ciasto na rękach. Podam zatem przepis mojej Rodzicielki, która gotuje jak nikt na świcie (chyba wszystkie Mamy tak mają). Wszystko oczywiście zależy od ilości robionych klusek i niestety od gatunku ziemniaków. Gdy bardziej są wodniste po ugotowaniu to mąki trzeba będzie dać więcej, gdy są suche to mniej, chyba że ktoś lubi kopytka jak kopyta. Zatem: ziemniaki (jakiś 1 kg) obrać, ugotować, przecisnąć przez prasę do ziemniaków. Następnie z całej ilości przeciśniętych ziemniaków odjąć 1/4, uzupełnić miejsce mąką i dodać z powrotem tę odjętą część, wbić 1 całe jajko, można dodać 2 łyżki stołowe mąki ziemniaczanej. Wyrobić ciasto tak by nie lepiło się do palców (gdy się lepi - dodać jeszcze mąki). Dalej wiadomo :)))
terenia 11.01.2010 r., 23:24
Musze jeszcze raz sie wtracic, bo jedna z pan kucharek powiedziala mi dzisiaj, ze robi kopytka z puree ziemniaczanego. wydaje mi sie to dobrym sposobem, bo duzo mniej pracy, tylko czy sa wtedy smaczne ???
terenia 11.01.2010 r., 14:43
Misiu, a kopytka jak robisz? :-))))) Bo ja mam rozne przepisy a jak pytam kucharek, to mowia; ja to daje wszystkiego "na oko". A ja chcialbym wiecej konkretnie! Zdradz tajemnice Twoich kopytek! :-)))))))

Dodawanie komentarza