scrabble

2009-11-29 01:07:19

Pomimo natłoku prac wszelakich i ustawicznego braku czasu na cokolwiek, zwłaszcza związanego z tak zwanym odpoczynkiem, udało mi się (wspólnie z równie zapracowaną małżonką) oderwać od zajęć przyziemnych i zasiąść przy stole w celu bynajmniej nie konsumpcyjnym. Otóż, po raz pierwszy od nie wiem jakiego czasu, usiedliśmy do partyjki Scrabble. Wiem, że "wolny czas" można spożytkować zupełnie inaczej niż siedzenie nad planszą z literami, ale czasem i taka rozrywka (w moim mniemaniu wybitnie pobudzająco-relaksacyjna), jest bardzo przydatna w oderwaniu się od trosk życia codziennego. Co prawda rozgrywka ciągnie się w iście szachowym tempie (przynajmniej w naszym wykonaniu), ale sprzyja to jedynie możliwości rzucenia okiem w kierunku telewizora, posłuchania muzyki, czy też wspólnej konwersacji - co wydaje mi się rzeczą równie ważną jak jedzenie, spanie, czy praca.

 

Zatem udało nam się rozegrać partyjkę Scrabble. Ma żonka, kiedyś dość łatwy do pokonania przeciwnik, obecnie okazuje się być coraz bardziej wymagającym zawodnikiem. Oczywiście łut szczęścia jest potrzebny w każdej grze, ale poza nim trzeba czasem nieźle pogłówkować, by z wylosowanych przez siebie liter sklecić jakikolwiek wyraz. Albo mnie idzie coraz gorzej (starość?), albo jej coraz lepiej (druga młodość?). W każdym razie rozgrywka od początku toczyła się niemalże pod dyktando mej połowicy.

Jako, że w trakcie losowania wyjąłem z woreczka literę, która pojawia się wcześniej w alfabecie, do mnie należał pierwszy ruch. Słówko ZDAJE - to wszystko co było mnie stać na sam początek. Żonka odpowiedziała na to niewinnie brzmiącym słowem NIEWINNE, uzyskując już na samym starcie niezłą przewagę punktową. ZDAJECIE sobie sprawę, że nie nastroiło mnie to optymistycznie co do końcowego efektu rozgrywki. Pomimo stawania na GŁOWIE przejawiającego się między innymi GAMĄ tricków i TONAMI różnych słów, przewaga topniała dość powoli. Całe szczęście nie musiałem SETONAMI zbierać potu, który pojawił się na CZOLE podczas wytężonego wysiłku umysłowego. ŹLE się dzieje - dostaję NIEŹLE w KOŚĆ. A godzina była już późna - gdyby było LATO, niejedna ĆMA przyleciałaby zapewne zobaczyć nasz pojedynek. Całe szczęście (dla mnie), pod koniec zabawy sprzyjający do tej pory mej żonce LOS, uśmiechnął się TAKŻE do mnie i wyłożywszy na planszy słowo NOC (zabawny zbieg okoliczności) wygrałem rozgrywkę 2 (słownie dwoma!) punktami.

Szkoda, że tak rzadko mamy czas na takie zabawy. Jesteśmy albo za bardzo zmęczeni, albo za bardzo zagonieni. A czas ucieka bezpowrotnie...

 

Na dobranoc zapuszczę filmik, który przypomniał mi się, gdy byłem ze swą latoroślą w Cinema City, gdzie zakupiliśmy popcorn i colę w zestawie (obecnie w promocji filmu "Odlot") z taką szklaną zabaweczką wypełnioną wodą. Przy potrząśnięciu, pływające wewnątrz drobiny kotłują się przypominając latające malutkie baloniki. A skoro zima za pasem, to nie balony a śnieg. I Bobby McFerrin :)))

 

  



Dodane w varia , muzyka

Komentarze: 4

misiek 29.11.2009 r., 21:49
Jak idziemy w łacinę, to dołożę jeszcze jedno - A MAXIMiS AD MINIMA. W wolnym tłumaczeniu - od spraw najważniejszych, do najbardziej błahych. Tylko, że w życiu nie można jednoznacznie postawić granicy pomiędzy... Znów zatem powracamy do ulubionego CARPE DIEM!
terenia 29.11.2009 r., 18:54
Misiu, AMOR VINCIT OMNIA (jeszcze jedno do Twoich zbiorow lacinskich) czyli...." milosc przezwyciezy wszystko ".......nawet zone w Scrabble :-)))
makro 29.11.2009 r., 17:58
Niestety - jakakolwiek konkurencja z małżonką w przypadku jej porażki kończy się karczemną awanturą. Już nawet nie próbuję grać w takie rzeczy ...
mumina 29.11.2009 r., 02:27
...Bravo!!! Misiek jesteś w formie... pisz dalej :)

Dodawanie komentarza