telefony...

2009-11-19 23:54:16

Telefon komórkowy to urządzenie już tak bardzo przypisane do nas samych, że nie wyobrażamy sobie bez niego życia. Zupełnie jak życia bez zegarka. Jak i bez codziennych "luksusów" - elektryczności, bieżącej wody i gazu. Czujemy się bez popularnej "komóry" jak bez ręki. Zwłaszcza, że urządzonka te poza spełnieniem banalnej funkcji komunikacyjnej stały się nośnikami "pamięci zewnętrznej". I nie chodzi mi o zwykłe "zapamiętanie" setek numerów telefonów w jego pamięci (choć ich odtwarzanie w przypadku awarii telefonu jest małym koszmarkiem - znam to z autopsji), lecz różne inne możliwości jakie dała nam obecna wiedza techniczna. Nie dość, że możemy surfować po internecie (co od biedy można by podciągnąć pod szeroko pojętą komunikację), to jeszcze ustalimy poprzez GPS obecne nasze położenie i (jeśli oczywiście tylko tego zapragniemy) najprostszą drogę do, dajmy na to, Bandundu (miasto w Demokratycznej Republice Konga). Ustalimy także aktualną pogodę w miejscu obecnego bytowania i tymże Bandundu (gdybyśmy tylko chcieli). Nie mówiąc już o tak banalnych funkcjach jak radio, kamera fotograficzna, gry, czy dyktafon, które są właściwie "standardem" dla każdego telefonu komórkowego. Oczywiście są i funkcje bardziej codziennej użyteczności -  budzik, kalendarz, lista spraw do załatwienia, notatki i przypomnienia - bez których trudno jest właściwie funkcjonować. Takie małe, podręczne i przenośne centrum dowodzenia.

 

Nie chcę rozwodzić się nad możliwościami obecnych telefonów komórkowych. Za niedługo będziemy mieli prawdopodobnie powszczepiane pod skórę "chipy", które podłączone do wszystkich nerwów umożliwią nam odbiór wiadomości przez mrugnięcie powieką a "rozmowę telefoniczną" przez nastroszenie uszu. Właściwie nie będą to zwykłe rozmowy telefoniczne, co połączenia wizualne z wyświetlaniem twarzy osoby rozmawiającej na siatkówce naszego oka. Do wyboru będziemy mieć tylko - lewe, czy prawe.

 

Jakoś jestem rozkojarzony. Miałem napisać o zwykłych rozmowach telefonicznych, a jeszcze się do tego nie zabrałem. Chyba to efekt zbyt dużej liczby godzin spędzonych w szpitalu i narażenia na grasujące w powietrzu infekcje. Grypa, inna (świńska) grypa, infekcje grypopodobne i infekcje zupełnie do grypy niepodobne. Tłum osób w Izbie Przyjęć z różnie wyrażona infekcją wirusową zaczyna być uciążliwy nie tylko dla dyżurujących lekarzy. Bowiem na dwóch "zainfekowanych" przypadała raptem jedna osoba z dolegliwością stanowiąca bardziej istotny problem zdrowotny. Ale temat jest - media mają na czym poużywać, wielu dziennikarzy jest zaangażowanych, przejętych i szukających (czytaj - tropiących) sensacji.

Cholera! Znowu jakaś dygresja! Może na sali jest lekarz?! Czy to nie aby jeden z objawów grypy A/H1N1?!

 

Teraz o telefonach. A właściwie samych rozmowach telefonicznych. Zwykle jest tak, że nikt nie dzwoni przez długi czas. Ale zdarzają się dni takie, że niemalże nie zdąży człowiek zakończyć jednej rozmowy, a już zaczyna następną. A dźwięk dzwonka telefonu staje się nieznośny. Tak miałem przedwczoraj. Dzień, który tylko z nazwy był dla nie wolnym (bo opieka nad chorym dzieckiem nie należy do przyjemności). Dzwonili nie tylko koledzy z pracy (Pani Beata - sekretarka naszego oddziału też), ale także Mumina (będąca w takiej samej sytuacji dziecięco-zdrowotnej jak ja), przypomniały sobie tego dnia o mnie aż dwa banki (jeden z nich znam), dwie redakcje czasopism medycznych, oczywiście sama Era (z kolejną "wspaniałą" według ich mniemania ofertą dodatkowego miliona minut połączeń, czy innym jakimś wynalazkiem), dzwonił dawno niesłyszany kumpel, moja Rodzicielka, żona kilkanaście lub kilkadziesiąt razy (!), a pod wieczór nawet szef. Nagadałem się (i nasłuchałem) jak nigdy w życiu. Po prostu dzień rozmów telefonicznych! A syn, rzadko uszczęśliwiany przez całodniową obecność ojca w domu, w ramach tego szczęścia uwiesił się u nogi i, uniemożliwiając swobodną rozmowę, ciągnął do zabawy, czytania, grania, przytulania i tysiąca innych rzeczy wartych do nadrobienia w tym dniu! 

 

Nie potrafię zbyt długo gadać przez telefon. Służy mi do przekazywania krótkich, konkretnych i zwięzłych informacji. Wolę jednak widzieć człowieka z którym rozmawiam. Niektórych się jednak nie zobaczy.

Wczoraj otrzymałem informację o śmierci kuzyna. Telefonicznie. Była zwięzła i krótka...  



Dodane w varia

Komentarze: 2

misiek 22.11.2009 r., 22:45
Stąd ma dygresja na temat wszczepianych urządzeń komunikacyjnych (identyfikacyjnych tak de facto). To naprawdę niedaleka przyszłość :) O ileż łatwiej będzie kontrolować ludzi...
terenia 20.11.2009 r., 16:43
Postaram sie zwiezle i krotko :-))) Te wszystkie cuda techniczne, ulatwiaja zycie ale..... kontroluja nas niemilosiernie. Komputery, karty platnicze, telefon komorkowy itp. notuja dokladnie miejsce i czas, gdzie jestes, z kim rozmawiasz, co kupujesz, ile na to wydales pieniedzy.....itp.itd. Ostatni przyklad z mojego zycia. Dwa tygodnie temu bylam w.......(nie w domu) i mialam ze soba komorke, ale jej wcale nie uzywalam. Dostalam za to 4 SMSy, to byly reklamy, oferty itp. zachety komercjonalne. Nastepnym razem zostawie "komore" w domu :-)))))))......moze wysla detektywa i mam nadzieje, ze bedzie przystojny. Smutno, jak umiera ktos z rodziny. Najbolesniejsze sa rozstania z kims bliskim, wspolczuje!

Dodawanie komentarza