joe black

2009-08-19 23:30:27

Pełniąc ostatni swój dyżur w szpitalu nie tylko nie mogłem być w domu (co się rozumie samo przez się i niestety szkoda), ale nie mogłem obchodzić kolejnych uroczystości "Cudu nad Wisłą" (za co mimo wszystko dziękuję Piłsudskiemu), nie mogłem być także na "bluźnierczym" koncercie Madonny (nie żebym sie wybierał, bo nie przepadam za nią, choć doceniam jej twórczość), w końcu nie mogłem obejrzeć wyświetlanego bodajże w państwowej jedynce filmu "Joe Black" (oryginalny tytuł "Meet Joe Black"). I tego żałuję najbardziej. Jest to bowiem jeden z ciekawszych filmów jakie widziałem ostatnio (czytaj w ciągu kilku ostatnich lat). A że tyczy tematyki śmierci tym bardziej mnie zaintrygował.

Właściwie na co dzień mamy do czynienia ze śmiercią. Jest wpisana w zawód lekarza, zwłaszcza pracującego w szpitalu, zwłaszcza lekarza chorób wewnętrznych. Żartujemy czasami, że "kostucha wpadła do oddziału i zbiera żniwo machając kosą na prawo i lewo". Przywyczailiśmy się do jej obecności i czasem (zrozumcie mnie dobrze) jej dobroczynności...

"Meet Joe Black" przedstawia śmierć w sposób nieco odmienny od ogólnie przedstawianego - obleczoną w ciało Brada Pitta. Któż nie chciałby być przeprowadzonym "na drugą stronę" przez przystojnego faceta? Nie koniec na tym ciekawostek. Filmowa śmierć ma "ludzkie" odczucia. Nie żeby od razu, ale szybko sie uczy. Zastanawiam się, czy przybranie ludzkiej postaci tego nie sprawiło... Niby ochydna białkowa powłoka z dużą zawartością wody, ale jednak... Tak to przemienia kostuchę (myślę że sprawiają to także ludzie dookoła, zwłaszcza jedna kobietka), że ta gubi się nieco w tym co ma robić i w końcu ulega jednej prośbie bogatego faceta. Ale przecież nie o forsę tutaj chodzi... 

Nie streszczę filmu, bo Ci którzy go nie oglądali straciliby całą przyjemność oglądania (lub spania - bo film jest ckliwy i akcja toczy się "nie szybko"). Oczywiście świetna gra głównych aktorów - Brad Pitt, Claire Forlani i niesamowity, niepodrabialny Anthony Hopkins. Polecam. Zwłaszcza że temat ciekawy i potraktowany w dość oryginalny sposób...

 

 

Całe szczęście żona nagrała filmik. Miałem obejrzeć go dziś (stąd ten post), ale się nie udało. Może pojutrze siądę spokojnie przed telewizorem? Bo jutro czeka mnie niestety kolejny odcinek z serii "wielka medyczna przygoda". A reżyser i scenarzysta tego filmu (potocznie życiem zwanym) lubią przysparzać mi multum pracy :)

 



Dodane w varia

Komentarze: 3

misiek 22.08.2009 r., 23:05
Mam nadzieję, że tekścik "szkoda, że na oddziałach macha tą kosą ktoś inny..." odnosi się nie do lekarzy tam pracujących :)
http://flickerofhope.blog.onet.p 21.08.2009 r., 14:22
Film świetny, zgadzam się w zupełności i na szczęście miałam okazję przypomnieć go sobie właśnie dzięki tej emisji na jedynce. Nie ma to jak taka przystojna śmierć ;) Trochę szkoda, że na oddziałach macha tą kosą ktoś inny... Pozdrawiam!Iza
breusz@gmail.com 20.08.2009 r., 13:56
film w podobnej tonacji jak miasto aniołów. i ogląda się tak samo przyjemnie jeśli ktoś lubi tego typu filmy oczywiście.

Dodawanie komentarza