ikea
2009-08-17 22:54:13
Ostatnio miałem okazję być w sklepie ikea. I to nawet dwa razy w bardzo niedługim czasie. Tak bardzo lubię ten sklep, że postanowiłem sobie kiedyś nie odwiedzać go zbyt często. Ile razy tam jestem, to w oko wpadnie coś na tyle ciekawego a i w cenie przystępnego, że nie mogąc się oprzeć ładuję kolejny sprawunek do torby lub koszyka (w zależności jak wiele rzeczy już zdążyłem po drodze nabrać).
A tu masz - dwa razy po rząd... W trakcie pierwszej wizyty oczywiście zapomniałem kupić tego, po co naprawdę tam się zjawiłem. Będąc w "szale koszykowego ładowania" ominąłem (właściwie powinieniem powiedzieć ominęliśmy) dział na którym najbardziej mi zależało. Przypomniałem sobie o tym dopiero tuż przed domem (i tak uważam, że szybko!). Trzeba było zatem zawitać tamże w dniu dzisiejszym. Tym razem z listą sprawunków, która o tyle była przydatna że nie zapomnieliśmy o celu przyjazdu do sklepu. Bo i tak w koszyku, poza rzeczami zapisanymi na kartce, znalazło się dodatkowo kilka interesujących przedmiotów...
Oczywiście, że daję się jako klient złapać na socjologiczno-psychologiczne sztuczki speców od sprzedaży. Sklep jest tak skonstruowany, że chcąc nie chcąc człowiek przechodzi praktycznie przez wszystkie działy. Jest co prawda parę skrutów, ale i tak jakoś tak idzie się "głównym szlakiem". A nuż jest coś nowego za rogiem? A nuż w oko wpadnie jakiś ciekawy pomysł na rozwiązanie funkcjonalnego problemu? A nuż wejdzie się na interesujący element dekoracyjny? A nuż przypomni się konieczność zmiany (czytaj zakupu) mebla, pościeli, świeczek, garnków, sztućców, czy innych "niezbędnych" drobiazgów? O ile umeblowanie jest dla mnie zbyt surowe (choć muszę przyznać, że zakupiona do pokoju lekarskiego ikeowska kanapa jest bardzo wygodna), to prostota pudełek i pudełeczek, kartoników, czy innych form przechowalniczych, ale zarazem ich funkcjonalność urzeka mnie. Mam oczywiście zastrzeżenia co do ich wykonania, ale nie można mieć przecież wszystkiego. Natomiast dział "jedzenie" jest dla mnie przejściem przez mękę. Właściwie niemalże po kolei mógłbym zapełniać kosz kolejnymi produktami z tego działu. I kubeczki, i miseczki, talerzyki i szklaneczki, i sztućce, podstawki i podkładkii, garnki i patelnie, pojemniki na różne produkty sypkie, nawet głupie otwieracze do konserw, czy inne przybory kuchenne... Całe szczęście buforujemy sie z żoną dość dobrze w tym względzie i do toreb trafia połowę tego, co byśmy kupili każde z osobna :)
Oczywiście, że daję się złapać na ichniejszą kuchnię. Nie chodzi mi tutaj o dział "kuchnia", lecz o dość duże pomieszczenie, w którym można cokolwiek zjeść. Ładujesz samemu co chcesz (samoobsługa), lecz widzisz co bierzesz. Tanio i całkiem smacznie. Chłodnik, rostbef, de volaiile z frytkami, klopsiki szwedzkie. A zwłaszcza łosoś z warzywami (wydaje się być ten bałtycki a nie hodowlany). Zapłacony napój i kawa do woli, znaczy się dolewek ile dusza zapragnie (w taki dzień jak dzisiaj to frajda). Ponadto ogólnie dostępna kuchenka mikrofalowa i kącik dla dzieci - można podgrzać coś dla pociechy i samemu zjeść w trakcie zabawy. Rozsądne i pomysłowe, bo wiele przecież rodzin przyjeżdża na zakupy z dziećmi (tymi najmniejszymi także).
Oczywiście, że łapię się czasem na hot-doga, kawę z pączkiem, czy loda za 1 (słownie jedną) złotówkę. Jak nie ja to mój mały.
Na sam koniec powiem jeszcze jedno. To trochę głupie, ale strasznie podobają mi się nazwy sprzedawanych w tej sieci produktów: BOLMEN, DRAGAN, KATTUDEN, MOLGER, BLADHULT, FIRA, KNIPSA, SAMLA, TRISSA, OMSORG, SVAJS... To tylko część. Jeszcze fajniejsze są te ze znakami diakrytycznymi: DRÖNA, FLÖRT, BOASJÖ, NÄRA, GLÄTTIG, SNÄLL, ARV BRÖLLOP, FÄRGRIK TROLSK, PÅTÅR... Wymieniać by tu długo, ale nie sposób. Brzmią egzotycznie i kojarzą mi się z lieraturą fantasy. Naprawdę bardzo ładne imiona dla troli :)
Oto kolejna lista - tym razem całkiem prostych nazw:)
