kraj absurdów

2009-07-23 22:36:37

Zgadzam się całkowicie z Przenitkiem. Dziwny to kraj. I choć kwestia braku kultury na drogach i chodnikach może bulwersować, to problem ten wydaje się być błahym w porównaniu z tematem zdrowia i życia ludzkiego. O tym chciałbym dzisiaj. Niestety.

 

Dość często bywam ostatnio w Izbie Przyjęć. Po "pierwsze primo" jak to mówił Gajos, zastępuję obecnie urlopującego się kolegę, który zwykle w Izbie Przyjęć od rana buszuje. A po "drugie primo", jakby niewątpliwie Gajos dodał, mam sporą liczbę dyżurów na tymże, jakże przez wszystkich lubianym, bojowym przyczółku naszego szpitala. Wczoraj też. I o tym chciałbym napisać. A właściwie o jednym zdarzeniu, które wczorajszej nocy miało miejsce. Zdarzeniu, które pokazuje jak durnie funkcjonuje opieka medyczna w Polsce i jak durnie pozawiązywane są umowy z różnymi podwykonawcami. Dziwne słowo w medycynie - podwykonawca - ale inaczej chyba nie można tego nazwać. I tak najmilsze słowo z możliwych.  

Przyzwyczajony jestem do chorób osób dorosłych, rzekłbym nawet starszych. I jestem pogodzony ze wszystkimi konsekwencjami tego stanu (i mojego zawodowego wyboru). A że kilka lat już przepracowałem w swoim życiu, to choroby przewlekłe i śmiertelne, cierpienie i umieranie nie robią na mnie już takiego wrażenia jak kiedyś. Jeżeli dotyczy osób w wieku zwanym "podeszłym".

Nie jestem jednak w stanie przyzwyczaić się do chorób dzieci. Dlatego między innymi nie zostałem pediatrą. Nie znoszę, gdy dzieci chorują. Nie znoszę, gdy muszą trafić do szpitala. Nie znoszę, gdy dzieci umierają... Wydaje mi się to trochę niesprawiedliwe, gdy dziecko gaśnie w oczach zatrute przez śmiertelną chorobę...

 

Mam nadzieję, że 2,5-letnia dziewczynka, która znalazła się wczoraj w Izbie Przyjęć zawalczy z trapiącą ją chorobą i będzie dalej radością dla swych rodziców. A było to tak...

Telefon. Małe dziecko nieprzytomne przyniesione przez rodziców. Tutaj?! Tak - mieszkają obok. Cholera. Bliskość szpitala sprawia, że wali się do niego ze wszystkimi problemami. Z relacji rodziców wynika, że dziewczynka diagnozowana na tysiąc okoliczności, ale wszystkie badania są OK. Diagnozowana z jakiego powodu? Trudno powiedzieć. Niby wszystko jest dobrze, ale dobrze nie jest. Jakiś galimatias totalny. W każdym razie do tej pory żadnej choroby nie stwierdzono. Dziś w trakcie dnia spokojna, jedynie kolacji nie chciała zjeść. Wieczorem utrata przytomności, drgawki i wymioty. Ekstra. Miodzio. Lubię jasne przypadki.

Z relacji personelu - dziewczynka wniesiona nieprzytomna, sina, lejąca się przez ręce ojca. Saturacja 89-90%. Bez tlenu. Gdy dobiegam do Izby słyszę krzyk dziecka. Zatem przytomna. Dajemy tlen przez maskę, ale pojawiają się wymioty. Dziewczynka wygina się w pałąk i aspiruje zwymiotowaną treść. Jak nic będzie zachłystowe zapalenie płuc. Ale przynajmniej ryczy na całego i jest przytomna. Krótkie badanie. Nad płucami sporo furczeń i rzężeń. Wydaje się być gorąca. I trochę jakby źle reaguje na badanie neurologiczne. Krzyczy niemiłosiernie, gdy chcę jej główkę przygiąć do klatki piersiowej. Jakby mały opór? Może jakaś neuroinfekcja? Całe szczęście saturacja na tlenie 99-100%. Nie ma co kombinować, trzeba dzwonić po zespół R i przewieźć małą na pediatrię.

 

I tu zaczyna się opowieść o absurdach naszej pracy.

Telefon do pierwszych przewoźników. Powinni mieć nawet R-kę pediatryczną. Nie, nie mają. Ale problem jest inny. Dypozytor nie wie, czy może do mnie wysłać zespół, bo nie mamy wspólnej umowy. G...o mnie to obchodzi mówię! 2,5-roczne dziecko! Nie wiem co mu jest! Trzeba pilnie hospitalizować w szpitalu pediatrycznym! Nie, trzeba porozmawiać z głownym dyspozytorem, czy jakimś kierownikiem... Walcie się! Mam nadzieję, że rozmowa jest rejestrowana!

Przewoźnik numer dwa. Mamy nawet umowę podpisaną, ale jest tylko jeden zespół R. Możliwy jest przyjazd, ale najwcześniej za 1 godzinę. Jak to możliwe, że dysponujecie tylko jedną R-ką? Ano tak jest. Walcie się! Potrzebuję zespołu teraz! Czy doktor zatem rezygnuje z przewozu? Walcie się! Będę dzwonił dalej. Kto pierwszy przyjedzie ten zabierze dziecko. Reszta mnie nie obchodzi! Mam nadzieję, że ta rozmowa także jest rejestrowana! 

Przewoźnik numer trzy. Mają R-kę. Zespół aktualnie wolny. Hurra! Dawać ich na gwizdakach!  Ale doktorze, nie mamy z wami umowy podpisanej. Cholera! Co jest! Umowa ważniejsza niż życie ludzkie?! Niż życie małego dziecka?! Wpadam na świetny pomysł. Mówię, że jestem osobą prywatną (nie lekarzem dyżurnym Izby Przyjęć!) i pod adres szpitala chcę zespołu R do dziecka. Kobieta po drugiej stronie chyba słyszy moją desperację i mówi: Wysyłam! Uff! Ulga! Ale nie do końca. Kobitka jeszcze próbuje. A jak będę musiała zapłacić z własnej kieszeni, to co? Kurwica mnie bierze totalna. Mam ochotę rzucić słuchawką, ale mimo wszystko tłumaczę, żeby się nie martwiła... tylko niech wysyła w końcu ten nieszczęsny zespół R! A jak trzeba będzie, to zapłacę ja!! W końcu podałem swoje dane i wzywam R-kę jako osoba prywatna!!! Zrozumiano!!!!

20 minut spędzone na telefonie! 20 cennych minut, często ratujących bezcenne życie ludzkie... Całe szczęście z dzieckiem jest trochę lepiej, ale gdyby tak nie było to co? Do rozwalonych w pijackim widzie łbów karetki jeżdżą na gwizdkach. A tu, do małej dziewczynki nikt się nie kwapi. Trzeba jakichś umów, zgód dypozytorów, telefonów do władz. Kogo to obchodzi? Na pewno nie rodziców dziecka! Poza tym pogotowie wzywa lekarz, a nie osoba nie mająca pojęcia o stanie zagrożenia życia. Więc tym bardziej powinno się udzielić pomocy. Ale nie! Ogólna znieczulica! Umowa ważniejsza nad życie! 

I kolejny związany z całym wydarzeniem absurd. Zespół R jedzie do mnie 40 minut! O godzinie 21-ej. Chyba jadą ze Szczecina, bo średni czas przybycia karetki to podobno 8-10 minut! Czterokrotnie przekroczona średnia! Umrzeć można z samego czekania! PARANOJA!

 

Jedyny pozytyw taki, że szczęśliwie dojechali, a dziecko zostało przyjęte do szpitala dziecięcego. Niestety nadal nie wiadomo co małej osóbce jest...

Dziwny to kraj... Niewątpliwie absurdem stojący!



Dodane w praca

Komentarze: 25

Pożyczka Cel: 14.05.2014 r., 01:42
Pierwsze uzasadniony pożyczki były zawsze duży problem dla potrzeb finansowych klienta.Kwestia bezpieczeństwa jest kredytowych i coś, że klienci są coraz bardziej zaniepokojone wyszukiwania dla kredytu z legalnego pożyczkodawcy.Stopa procentowa dla mojego kredytu wynosi 3% w przypadku zainteresowanych uzyskaniem pomocy finansowej, skontaktuj się z nami pod adresem: scottweathinvestment@gmail.com Nazwa Beneficjenta: Adres Beneficjenta: Kraj: stan: miejsce: Zip / Kod: Telefon komórkowy: fax: Data urodzenia: płeć: Stan cywilny: Zawód: Kwota potrzebna: Pożyczka Cel: Czas trwania / Długość: Po wypełnieniu powyższych informacji, będzie przekazany do nas Protokół / sekcja sterowania do natychmiastowego i dalszego przeglądu i przetwarzania żądania.
Pożyczka Cel: 14.05.2014 r., 01:41
Pierwsze uzasadniony pożyczki były zawsze duży problem dla potrzeb finansowych klienta.Kwestia bezpieczeństwa jest kredytowych i coś, że klienci są coraz bardziej zaniepokojone wyszukiwania dla kredytu z legalnego pożyczkodawcy.Stopa procentowa dla mojego kredytu wynosi 3% w przypadku zainteresowanych uzyskaniem pomocy finansowej, skontaktuj się z nami pod adresem: scottweathinvestment@gmail.com Nazwa Beneficjenta: Adres Beneficjenta: Kraj: stan: miejsce: Zip / Kod: Telefon komórkowy: fax: Data urodzenia: płeć: Stan cywilny: Zawód: Kwota potrzebna: Pożyczka Cel: Czas trwania / Długość: Po wypełnieniu powyższych informacji, będzie przekazany do nas Protokół / sekcja sterowania do natychmiastowego i dalszego przeglądu i przetwarzania żądania.
veraaand2000@yahoo.com 03.10.2009 r., 13:25
hello My name is vera, i saw your profile today and became intrested in you,i will also like to know you more,and if you can send an email to my email address,i will give you my pictures here is my email address (veraaand2000@yahoo.com) I believe we can move from here! Awaiting for your mail to my email address above vera
misiek 25.08.2009 r., 23:40
Bardzo ciekawa polemika się wywiązała. Wygląda na to, że jestem winny wezwania R-ki do dziecka. OK. Nie ma sprawy - jestem gotów zapłacić za przewóz tak jak wtedy, gdy podałem swoje personalia ostatniej dyspozytorce. Jednocześnie telefonując do różnych przewoźników za każdym razem przedstawaiłem sytuację w trochę szerszym rozumieniu niż: "Przysłać R-kę". A fakt, że zespól pogotowia jechał do mnie 40 minut w godzinach późnowieczornych jest naprawdę absurdem organizacyjnym "służby zdrowia" (nie piszę Polski, bo niektórzy się obrażają choć przykładów równie absurdalnych poczynań w innych sferach życia można mnożyć na pęczki). Nie jest to mój pierwszy problem z przewoźnikami. I zapewne nie ostatni. A prokurator i media (choć właściwie powinienem odwrócić kolejność!) czyhają tylko na potknięcie. Czy moje, czy kogokolwiek innego - to nie ma znaczenia. Sensacja, sensacja i jeszcze raz sensacja! Nie patrzy się wtedy na okoliczności - ważne jest by komuś dowalić, by zrobić "materiał", by była "oglądalność" - bo wtedy jest kasa. Najbliższy przykład - "chory" na świńską grypę dziennikarzyna, który przeszedł się po stołecznych szpitalach. Kolejny absurd! Grypa A H1/N1 jest o wiele mniej zakaźna niż "normalna" sezonowa grypa. A objawy są identyczne! Z tego co wiem, daje także o wiele mniej powikłań. A hospitalizacji nie wymagają wszyscy, którzy się zgłosili do lekarza. Nie wszyscy wymagają także transportu do szpitala chorób zakaźnych. Wystarczyłaby prosta ankieta i łatwodostępny test różnicujący rodzaj grypy. Niektóre prywatne gabinety takie posiadają. W państwowych placówkach - nie uświadczysz. I choć wiele osób może mieć "zwykłą" grypę a nie tę ochrzczoną mianem świńśkiej, to i tak z racji braku prostej diagnostyki w tzw sezonie grypowym (który zbliża się wielkimi krokami) szpitale zakaźne będą miały co robić. Zapewniam Was, drodzy komentatorzy, że wtedy niejeden zespół R będzie wezwany do chorego na grypę. Takiż to mamy kraj. Media zaś znajda wtedy zupełnie inny obiekt do inwigilacji, bo temat grypy wtedy może okazać się "śmierdzący"!
kaptejn@o2.pl 18.08.2009 r., 10:56
A ja mam pytanie , jezeli jako lekarz a chyba na medycynie pediatria jest obowiazkowym przedmiotem to zgloszenie typu nie wiem co jest przyslijcie zespol R jestem lekarzem dyspozytorowi pracy nie ulatwia. Jako lekarz tym bardziej bedac w szpitalu powinienes zabezpieczyc funkcje zyciowe ustabilizowac pacjenta wstepne rozpoznanie postawic i podajac stan chorego wezwac ewentualnie zespol R. Samo wezwanie i niech sie R martwi nic tu chyba nie zalatwi oprocz zrzucenia odpowiedzialnosci na kogo innego. W Pieknym kraju polska celowo z malej litery pisze jakos dziwnie ze jak lekarz uslyszy ze dziecko, a nie daj boze jeszcze rodzice przyniosa to nagle zawsze potrzebny jest pediatra. Tak wogole to co bylo temu dziecku i jak sie to skonczylo??? Wezwan typu jestem lekarzem przyslijcie erke jest mnostwo i w 80% stan pacjenta nie wymaga tak pilnego transportu jak sie wydaje na pierwszy rzut oka, pamietaj ze zespol to tez zywi ludzie i do wszystkiego nie beda na gwizdkach jechac 5-10 razy dojada bezpiecznie a 11 jakis czub na drodze zabierze kilka zyc ,
czapi@2.pl 17.08.2009 r., 13:10
pokurwiony kraj, pokurwiony
wallyart@wp.pl 17.08.2009 r., 10:50
masakra, czemu taki dobór kolorów? nie daje sie czytać szarego tekstu na czarnym tle...
daniel 17.08.2009 r., 08:07
Witam w Polsce ....
X 17.08.2009 r., 03:14
Po prostu żal... a to jest jeszcze opieka niby zapewniana przez państwo... to jest wszystko katastrofa, skoro i tak wszystko idzie z podatków, to na cholerę te wszystkie umowy, kontrakty i papierki? Żeby więcej ludzi w administracji pracowało? To jest po prostu tragedia....
jaozyrys@poczta.onet.pl 16.08.2009 r., 22:35
Moim zdaniem dyspozytor odmawiając przysłania karetki w uzasadnionym przypadku popełnia przestępstwo..
misiek 16.08.2009 r., 21:54
A co do EPLS - czemu nie - zapraszam na piwo :) Jeżeli zaś chodzi o stan świadomości małej to wszystko jest w tekście opisane. Już wchodząc do Izby wiedziałem że jest przytomna, a po zwymiotowaniu - po prostu nabierając kolejny haust powietrza potrzebny do krzyku, zaaspirowała niestety część wymiocin. Późnej była rzez cały czas przytomna.
misiek 16.08.2009 r., 21:47
Jako pierwszy wydzwoniony był przewoźnik w którego "stajni" powinien znajdować się pediatryczny zespół "R". Niestety nie mieli. A na stratę czasu w postaci czekania na połączenie z jakimś ichniejszym głównym dyspozytorem, czy kierownikiem od umów nie mogłem za bardzo sobie pozwolić. Wydawało mi się również, że hasło - chore 2,5 -letnie dziecko będzie wystarczającym bodźcem dla osoby z drugiej strony. Niestety myliłem się... Doskonale wiem z kim mamy podpisane umowy, stąd telefon do tegoż przewoźnika jako drugi w rzędzie. Odpowiedź - JEDEN ZESPÓŁ "R", który będzie wolny raptem za godzinę także nie mnie usatysfakcjonowała. Stąd telefon do trzeciego przewoźnika...
i znowu Michał 16.08.2009 r., 17:37
BTW, z opisu wynika, że dziecko miało drgawki gorączkowe najprawdopodobniej. Jeżeli dyżurujesz na IP i dziecko było na tyle nieprzytomne, że aspirowało treść żołądkową to powinieneś intubować. Jeżeli jednak piszesz za chwilę, że jednak było przytomne -- to jakoś mi się to nie klei. Może czas zrobić kurs EPLS i zaprosić na piwo jakiegoś anestezjologa?
... znowu Michał 16.08.2009 r., 17:35
Bo wiesz -- pani dyspozytorka potem będzie mówiła, że słowo "nie" nigdy nie padło -- ona mówiła Ci o EWENTUALNEJ odpłatności ORAZ o tym, że nie ma umowy, a słowo "nie" przecież nie padło, bo gdybyś chciał, to karetka by się znalazła od razu, ale przecież to Ty sam się rozłączyłeś po usłyszeniu, że szpital nie ma umowy. A tak proste pytanie "czy dobrze rozumiem, że odmawia pani wysłania karetki do umierającego dziecka" i nie ma mocnych -- nikt się nie podłoży, nie w dzisiejszych medialnych czasach -- a przynajmniej u nas na wschodzie tak jest...
Michał - anest. + pog. rat. od 16.08.2009 r., 17:27
Proponuję hasło "czy dobrze rozumiem, że odmawia pani wysłania karetki". Podobnie, jak często przeze mnie stosowane "jeżeli odmawia pan/pani przyjęcia pacjenta, bardzo proszę o wpis do papierów i skierowanie nas do innego szpitala". Podejmowanie wszelkich dyskusji w takich sytuacjach uważam za bezzasadne - dyspozytor nie jest partnerem do dyskusji dla lekarza, który chwilę temu pacjenta ocenił, tak samo jak partnerem do dyskusji z lekarzem transportującym pacjenta nie jest lekarz SOR, który widzi pacjenta 30 sekund i się "rzuca". PS: WYKOP K@#$%r !!!1111 :-)
trepiakw@gmail.com 16.08.2009 r., 15:39
dlatego spierdalam stad jak najszybciej, trzymaja mnie tylko studia ktore rozpoczynam w pazdzierniku na pjwstk ale dlugo tu nie pobede. Ja mialem taka sytuacje, zeby zaszczepic sie na ose/pszczole (alergia) to musze sie zarejestrowac (tylko okolo 100-200 osob w kolejce) i po szczepieniu wziac wypis, zeby NFZ im zwrocil (przynajmniej tak mi to wytlumaczono) Pewnego dnia przychodze po wypis, pani pielegniarka przejzala 2 kartki w wypisach i rzuca "Nie ma" Odpowiadam "Musi byc, niech pano przezuci wiecej niz 2 pierwsze strony", wtem uslyszalem "co mnie to obchodzi to nie moj problem, ide na papierosa", niestety jestem kulturalny i nie nawyzywalem tej pani ale wszystko w tym kraju jest ********
Palladyn77@gmail.com 16.08.2009 r., 15:34
Nie wiem jak to wyglada w przypadku szpitali ale 2 tygodnie temu okolo wzywalismy karetke do napadnietego czlowieka , plul krwia , co chwile tracil przytomnosc etc. no i pani dyspozytor nie zabardzo sie rwala zeby karetke wyslac wiec kolega wpadl na pomysl zeby do centrum kryzysowego zadzwonic no i podzialalo karetka znalazla sie odrazu. Gdyby nie to to facet pewnie by nie przezyl.
dlaebookazakladam@o2.pl 16.08.2009 r., 15:11
"Dziwny to kraj... Niewątpliwie absurdem stojący!" Nie stawiaj znaku równości między krajem a służbą zdrowia. A trochę dziwne wydaje mi się to, że nie wiesz z jakimi przewoźnikami macie podpisane umowy. Zamiast 20 minut spędzonych na dzwonieniu dziecko czekałoby 5.
przenitek 27.07.2009 r., 22:56
I mam nadzieję że NADZIEJA na zmiany nas nie opuści. A co do propozycji z umową pisemną w formie zarzutów prokuratorskich jak najbardziej się zgadzam i popieram.
MSI 26.07.2009 r., 22:52
Dla takich "anestezjologów" (coraz większej grupy specjalizującej się w znieczulicy) może bardziej skutkujący może być wybór pomiędzy ratowaniem zdrowia czy życia bez umowy na piśmie a postawionymi pisemnie zarzutami prokuratorskimi. Szpital Cz. powinien zostać przemianowany na Szpital Dobrej Nadziei.
kaeri 25.07.2009 r., 20:09
I’m shocked!
przenitek 24.07.2009 r., 23:49
I jeszcze jedno jestem wstrząśnięty i zmieszany tym co się wydarzyło.
przenitek 24.07.2009 r., 23:46
Ano wszędzie przestaje być ważny człowiek. liczą się podpisy, umowy promesy, generalnie te cholerne papiery, absurd goni absurd. To tak jak z tą karetką "R" która z założenia i na papierze powinna jechać 8 - 10 min. (nawet w szczycie), a w rzeczywistości dociera na miejsce po 40 min. I najważniejsze kto za tą opieszałość, która może kosztować ludzkie życie płaci. Miśku je też chętnie się dołożę na tą karetkę, a przede wszystkim dzięki za ten post, który unaocznia mi jeszcze bardziej w jak popieprzonych czasach żyjemy. Brak słów ..... nawet nie chce mi się opisanej sytuacji ironicznie dalej komentować, niewarto.
inerka 24.07.2009 r., 17:17
...szkoda słów..... gdyby tylko można było człowiek by zabrał do własnego samochodu i zawiózł ze trzy razy w tym czasie..... tylko że samochód osobowy nawet z doskonałym lekarzem za kierownicą to niestety nie R-ka....a choroba zazwyczaj ma idealne wyczucie czasu by sprawiać najwięcej problemów w najmniej odpowiednim momencie :/ BRAWO MIŚKU :)!!!
pati360@interia.pl 24.07.2009 r., 10:35
Dajcie spokój poprostu to się w głowie nie mieści !!!!głupie i jakieś powalone umowy po jaką cholere życie powinno być najważniejsze tym bardziej u tak małej osóbki.No normalnie brak słów.A panu doktorowi nalerzą się brawa za odwagę i determinacje.Tylko można sobie wyobrażać jakim doktor musi być świetnym lekarzem oraz człowiekiem.

Dodawanie komentarza