jeszcze trochę o urlopie

2009-06-29 23:47:39

Powrót z urlopu jest trudny. Zawsze. I prawie zawsze wydaje się, że był za krótki. Tydzień bądź dwa, to za mało na odpoczynek. Gdzieś czytałem, czy słyszałem opinię psychologa na temat wypoczynku, z której wynikało że minimum 3 tygodnie jest potrzebne do pełni urlopowego szczęścia. Przez pierwszy tydzień zapominamy o pracy, drugi tydzień to rzeczywisty wypoczynek, trzeci natomiast stanowi formę przygotowania do powrotu do szarej rzeczywistości. Jednak urlop i tak wydaje się za krótki. Dlaczego? Znajduję proste wytłumaczenie. Od chwili gdy zostałem zatrudniony (czy tu, czy tam) nigdy więcej niż trzy tygodnie nie byłem na wakacjach! Który szef pryznałby mi tyle wolnego? Kto zgodziłby się na brak pracownika wiecej niż miesiąc? Oczywiście, że zdarzają się uprzywilejowani. Ja do nich nie należę. I może w obecnych warunkach nie do końca chcę należeć?! Jestem szczęśliwy, że mimo wcześniejszej mojej nieobecności w pracy (dość długiej zresztą, lecz wypełnionej intensywnym wysiłkiem intelektualnym) uzyskałem możliwość spędzenia 2 tygodni na urlopie (choć wstępnie miał być tylko jeden tydzień). Dwa tygonie to jednak nie trzy i nie miesiąc. Stąd nie do końca mój organizm przygotował się do intensywnej pracy. Trafiłem z powrotem jeszcze w fazę "wylegiwania się i relaksu". A organizm przyzwyczajony do "wakacyjnego nieróbstwa" niezbyt chętnie nagina się do intensywności harówki. Zwłaszcza, że tak naprawdę dopiero nadchodzi prawdziwy "okres urlopowy" i związany z nim brak większej ilości osób, a zatem i zwiększonej ilości pracy. Cóż - ktoś pracuje, by niepracować mógł ktoś! Prawo natury. Równowaga sił. Jedzący i zjadany. Goniący i doganiany. Ofiara i myśliwy. Tak jest i ciężko z tym walczyć, mimo że czasem chciałoby się.

 

A Warszawa w dniu powrotu przywitała mnie deszczem. Ale zanim deszcz, to w Łomiankach przepiękne zjawisko atmosferyczne - tęcza. Podwójna. Od prawa, do lewa. Zajmująca cały nieboskłon. Na tle granatowego warszawskiego nieba sprawiała niesamowite wręcz wrażenie. A mój aparat fotograficzny w którejś z toreb w bagażniku, co uniemożliwiło mi dokumentację! Szkoda, bo widok przepiękny. A potem ulewny deszcz. Grube, mięsiste krople walące w dach i szyby samochodu. Wycieraczki ledwo nadążające ze zbieraniem potoków wody. I korek na drodze. Fenomenalne wręcz jest to co się dzieje z ruchem ulicznym w trakcie deszczu - ludzie zapominają chyba jak się jeździ. I znacznie ograniczają prędkość powodując narastanie liczby wlokących się za nimi z prędkością 5 km/h samochodów...

Dziś podobne ponoć opady. Sejm i Kancelaria Premiera zalane jak donoszą newsy. A i jakieś gałęzie połamane, tramwaje pozalewane, utrudnienia w ruchu...

Na szczęście zdążyłem się schronić przed ulewą. Wcześniej wyszedłem z potomstwem na przedwieczorny spacerek. Mnie świeże powietrze dobrze zrobiło pomiędzy dyżurami, a i mały sie wybiegał. Zdążyliśmy w ostatniej chwili czując pierwsze krople deszczu na plecach a i oddech nadchodzącej burzy także. Ale zanim na dobre się rozpadało ujrzałem ponownie piękną tęczę. Od zachodu grzało słońce, na wschodzie już lało, wiec warunki do zaistnienia tęczy przednie. Tym razem udało się ją uwiecznić. Niestety tylko z balkonu mojego mieszkania, co znacznie skróciło rozległość zjawiska - okoliczne budynki zadziałay jak nozyczki uwidaczniając tylko jej fragment. Niebo także nie miało takiej barwy jak przed tygodniem, więc i efekt nieco mniejszy. Ale fotka jest. Mam nadzieję, że to dobra wróżba przed nadchodzącym wytężonym okrseem letniej pracy...

 

tęcza.jpg 

 

tęcza 2.jpg



Dodane w urlop

Komentarze: 4

misiek 01.07.2009 r., 23:45
Obyś miał rację, choć mój dzisiejszy post jest z lekka w odmiennym tonie.
przenitek 30.06.2009 r., 20:59
Tęcza jest symbolem szczęścia i radości, zatem miejmy nadzieję, ze to dobra wróżba na cały nadchodzący czas.
przenitek 30.06.2009 r., 20:54
No ciekawe czy czeka nas szturm kapeluchowej armii na oddział / Miejmy nadzieję ze wyjdą suszyć odwłoki na świeże powietrze.
mumina 30.06.2009 r., 00:11
:))))) ponoć nalało się do naszego szpitala.... już sobie wyobrażam ten popłoch wśród karaluchów i kraul do ściany.... a ja jutro kibluję wraz z nimi - trzeba nogi legowiska wstawić chyba w kubki, bo jeśli zalało piwnicę, to to badziewie wylezie szukać suchego lądu... fuje, fuj, fuj, fuj....

Dodawanie komentarza