5 lub 6 czerwca

2009-06-06 00:23:01

Piszę kole północy, więc nie wiem z jaką datą post pojawi się na blogu. Głównie będzie tyczył piątego czerwca, bo z szóstego trudno coś wybrać tak krótki na razie jest. Mam nadzieję, że będzie lepszy od poprzedniego, chociażby z racji wyjazdu z Warszawy. Urlop się zaczął, trzeba zatem korzystać i odwiedzić polskie morze. Może się uda :)

Zatem 5 czerwca. Zawsze ostatnie dni przed urlopem sa bardziej "pracujące" niż inne. Zwłaszcza w naszym fachu. Staramy sie wtedy nadrobić wszystkie zaległości (głównie papierowe), dopiąć sprawy pozostawianych pacjentów na ostatni guzik, by koledzy nie musieli tego robić, trzeba strzelić jakieś krótkie epikryzki itd. Roboty jest zatem co niemiara. Mnie (z racji bezkolejkowej egzystencji) udało się tym razem wypisać wszystkich chorych do domu. Ale niestety nie wszystkie sprawy dało sie załatwić do samego końca, choć tak naprawdę trzeba ich tylko dopilnować (z góry dziękuję Przenitkowi). 

Sam dzień był z lekka męczący. Tak jest niestety po dyżurze, gdy trzeba nadal kwitnąć w Izbie Przyjęć i z uśmiechem załatwiać wszystkich petentów. O innych obowiązkach już nie mówię, bo zdaje się że powtarzam się jak jakiś paranoik. A było co robić, zwłaszcza że dnia poprzedniego w trakcie dyżuru nająłem do szpitala parę osób wymagających założenia "rury" do żołądka. I postanowiłem załatwić wszystkie gastroskopie, które się da, bo przez następne dwa tygodnie może być różnie z ich dostępnością. Sam sobie zgotowałem ten los! Chciałeś - masz i rób!

O chęci pomocy ze strony niektórych nie będę pisał. Ci którzy pomogli to wiedzą, Ci którzy nie pomogli pewno też zdają sobie z tego sprawę. Pierwszym dziękuję, do drugich mam trochę żalu, który jednakowoż minął już z racji nadchodzącej laby. 

Ostatnia naprawdę nieprzyjemna rzecz która zdarzyła się tuż przed wyjściem to informacja o śmierci jednego z moich pacjentów. Dlaczego ludzie naprawdę mili, uprzejmi, weseli i pełni życia schodzą z tego "łez padołu" szybciej niż zrzędliwi, aroganccy i nieuprzejmi hipochondrycy? Nie wiem. Nie mam pojęcia jaki jest w tym zamysł Boga, Istoty Wyższej, Przeznaczenia, czy innej Siły Sprawczej. I pewnie nikt mi na to pytanie nie udzieli odpowiedzi. Smutne, dołujące i silniej dźgające styranego po dyżurze człowieka.

Ale żeby smutkom było dość to na koniec obrazek dla tych, co zostają i będą musieli harować. Oby tacy pacjenci się Wam nie zdarzyli :)

pacjenci.JPG

 

Ponieważ nie mam tak zwanego "laptoka", więc kontakt z blogiem może mi się urwać. Ale jak znajdę jakąś internetową kafejkę, to kto wie, czy nie walnę urlopowego posta. Oczywiscie nie odmówię sobie komentarzy pod innymi. Słonecznie się z Wami na razie żegnam nucąc sobie pod nosem...

 

 



Dodane w urlop , muzyka

Komentarze: 1

misiek 22.06.2009 r., 19:16
Nikt nie skomentował. Szkoda :)

Dodawanie komentarza