dzień 4 czerwca...

2009-06-04 21:41:01

... najpewniej będzie wkrótce świętem narodowym. I to nie lada jakim. Od kilku dni słyszę trąbienie na prawo i lewo o pierwszych wolnych wyborach, o wolności, o dwudziestej rocznicy tego wydarzenia. Słyszałem już nawet nazwę tego święta - Dzień Wolności. Byłem już wtedy pełnoletni i mogłem brać udział w wyborach. Głosowałem oczywiście za "wolnym i lepszym krajem". I tyle. Co z tym lepszym krajem? Pozostawiam do rozważenia...

Opowiem zatem o dniu 3 czerwca. Dzień, który mógłbym nazwać Dniem Spóźnień. To, że spóźniłem się do pracy to pestka. Akurat nie było szefa, więc jakoś tam przeminęło i tyle. Pani adiunkt była w dobrym nastroju (nota bene sam się spóźniła), więc obyło się bez jakiś katastrofalnych sensacjii. Później było gorzej. Nie zdążyłem na czas do Izby Przyjęć, nie zdążyłem na czas do Pracowni Endoskopowej, nie zdążyłem na czas na konsultacje ortopedyczne (choć tak na prawdę ktoś inny mógł tam pójść), nie zdążyłem na tyle by pacjenci zapisani do mnie do Poradni Chorób Metabolicznych mogli być przyjęci (przepisałem ich na dzień dzisiejszy), w tak zwanym międzyczasie nakłułem dwa mostki (przy jednym złamałem trzy igły, tak twarde kości miał pacjent, a nikogo, kto mógłby nakłuć nie było) i w efekcie nie zdążyłem na czas na zakończenie roku przedszkolnego mojego Syna. Smutek ujrzany w oczach mojego Pierworodnego był tak wielki, że serce krajało mi się w plasterki. Do tej pory jest pokrajane. Uśmiechnął się co prawda na mój widok (pomimo złamania wszystkich przepisów ruchu drogowego byłem może ze dwie, trzy minuty po zakończeniu przedstawienia), ale w oczach widziałem zawód. Cholera. Znowu zawaliłem. I zdjęć, i filmu teź nie będzie, bo aparat fotograficzny i kamerę miałem u siebie w samochodzie... Pieprzona, niewdzięczna praca. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdążę na czas...

Następnie spóźniłem się do fryzjera. Trochę ze swojej winy, bo za późno wyszedłem z domu, ale spóźniłem się i musiałem czekać, aż jakaś paniusia zdecyduje się na odpowiedni kolor farby. W końcu zostałem obcięty (dosłownie i w przenośni), bowiem skóra na bocznych częściach czaszki prześwituje mi spośród coraz rzadszej siwizny włosów. Musi być spieszył się, więc pojechał po całości... Ale na urlop przyda się, choć na mój czas urlopowy nie zapowiadają nie wiadomo jakich upałów, to mimo wszystko lepiej mieć krótkie włosy niż męczyć się z niesfornymi lokami przybierającymi kształt baranków, gdy wilgoć na dworze - a tak jest nad morzem przecie.

Na koniec powiem tak - spóźniłem się na napisanie mail’a. Usiadłem w fotelu przed TV i... usnąłem. Ponoć nawet żona budziła mnie (mam nadzieję, że z podobną myślą, co ja teraz), ale podobno zaliczyłem jedynie  toaletę w celu opróżnienia pęcherza moczowego i powróćiłem na kanapę do "salonu". Śmiem przypuszczać, że jest to prawdą, bo o 6.00 obudziłem się w "dużym pokoju" przykryty jedynie kocem (chyba ciągi wodne w "dużym pokoju" są lepsze niż w "sypialni", bo bardziej jednak rześki wstałem po nocy...). Musiałem też, pomimo brzęczącego budzika, obudzić żonę w sypialni. Cholera. Starość nadciąga wielkimi krokami. Za niedługo spóźnię się na budzik. Muszę rozglądnąć się za takim z donośnym dzwonkiem, bo pewno i na słuch się rzuci.

Dziś jeszcze jest 4 czerwca. Nie mam ochoty o nim pisać, bo szkoda. Był i tyle. Całe szczęście jest to ostani z dyżurów przed urlopem. Jeszcze tyko jutrzejszy dzień i... Morze. Choć polskie, zimne jeszcze, to jednak. Mam nadzieję, że nabiorę sił do pracy przed urlopami innych. Całe wakacje w robocie przede mną...




Komentarze: 2

misiek 06.06.2009 r., 23:17
Prognozy niestety (pomimo Waszych zapewnień) nie są najciekawsze. Ale słońce wiozę ze sobą, więc mama nadzieję, że w Mielnie polubią mnie jeszcze bardziej :)
przenitek 05.06.2009 r., 21:25
Póki co odpoczywaj i zapomnij o szarości dnia codziennego. Słońca życzę ; ))))))))))))

Dodawanie komentarza