2 czerwca...

2009-06-02 22:02:13

... to dzień jak każdy inny (choć każdy dzień jest przecież różny). Pobudka, śniadanko, toaleta... Jazda do pracy w powiększających się z dnia na dzień korkach. Samochodów przybywa, czy co? Niedługo zmuszony będę do wyjścia z domu przed 7.00, by ledwie zdążyć na 8.00. Trzeba wymyślić jakąś maszynę do teleportacji, choć filmowa "Mucha" nie nastraja dobrze do pomysłu...

I praca. Zapieprz jak w każdy inny dzień. Jestem w tak zwanym rozkroku. Już nie podwójnym, a potrójnym, poczwórnym lub ileśtamkrotnym. Mianowicie:

1. Ponieważ brat Wacław urlopuje chwilowo (wykorzystując kolejne 5 dni z zaległego urlopu), oddelegowany jestem (właściwie na własną prośbę) do Izby Przyjęć - frontowego przyczółka naszej placówki. Ostatnio mam często do czynienia z Policją. Nie, nie chodzi o moją osobę (cóż za szczęście, choć nigdy nie wiadomo) - przywożone są, zatrzymane przez funkcjonariuszy, osoby które w chwili przedstawienia ciążących zarzutów nagle dostają gwałtownej choroby (głównie boli w klatce piersiowej). Jazda jak ta lala. Ale i odpowiedzialność duża. Zwykle bowiem funkcjonariusze proszą o wystawienie zaświadczenia o mozliwości przebywania takowego osobnika na tzw "dołku", czyli w Pomieszczeniu dla Osób Zatrzymanych.

2. Pozostało mi kilku pacjentów, których nabrałem z kolejki, gdy brat Wacław przebywał w Izbie Przyjęć i byłem tylko zwykłym lekarzem oddziałowym. Trza mimo wszystko ich dopilnować, zbadać, zaplanować diagnostykę, wydać zlecenia. No i przede wszystkim wypełnić biurokratyczne wymogi nałożone na lekarza w związku z dokumentacją medyczną przy wypisie chorego ze szpitala.

3. Gastroskopie odbywają się jak co dzień, więc pomiedzy badaniem jednego chorego w Izbie Przyjęć, a badaniem chorych na oddziale (czytaj w Klinice), zakładam rurę kolejnemu nieszczęśnikowi skierowanemu na endoskopię górnego odcinka przewodu pokarmowego.

4. Zaliczyłem też dziś konsultację u kolegów od młotków, pił, śrub i innych dłut. Biegunka! Całe szczęście doczytali, że na Clostridium difficile daje się wankomycynę i od kilku dni chorej włączyli ją do zleceń, stąd przestała "biegunić". Byle jutro miała dobre parametry laboratoryjne, to ją puszczą do domu. Jak nie - przechodzi na stan naszego oddziału (patrz Kliniki).

5. Często niestety muszę ostatnio bywać u szefa. I tyle. Nie wiem jak się z tym wyrabiam, bo gadanę ma zdrową, więc czas leci...

6. Jutro dodatkowo mam poradnię. Cholera, powinieniem sie sklonować (kolejny extra pomysł, choć filmy nie do końca dobrze to przedstawiają).

Wyjście z pracy o porze normalnej (tzn. po 16.00). Musiałem się dziś wrócić (coraz gorzej z pamięcią - zacznę dbać o nogi, bo w sklerozie głównie one bolą), więc zwyczajem rosyjskim przysiadłem na chwilę (taki tam przesąd). I powrót do domu w kolejnych, jeszcze większych korkach.

W domu nie mam ochoty na nic. Dzień jak każdy inny, choć jakże różny od innych...




Komentarze: 5

przenitek 05.06.2009 r., 21:30
Ano, wszyscy wiedzą, na pewno długo ......
misiek 04.06.2009 r., 23:21
Co tu komentować. Wszyscy wiedzą jak jest u Niedźwiedzia :)
przenitek 03.06.2009 r., 20:26
Jakoś krótko skomentowałeś te wizyty u Szefa wszystkich szefów ; ))))?????
przenitek 03.06.2009 r., 20:24
I jak to w ogóle brzmi zwykły lekarz oddziałowy, jak jakiś wybrakowany towar, a co najmniej trzeciej kategorii.
przenitek 03.06.2009 r., 20:23
W rozkroku, trójskoku powiadasz ; ) No ciekawe, ciekawe. Może zorganizować ci jeszcze jakieś dodatkowe zajęcie, dodatkowe obowiązki. Myślę że Lord miałby parę kuszących propozycji ; ))))

Dodawanie komentarza