1 czerwca...
2009-06-01 23:36:40
... jest obchodzony w Polsce jako kolejny specjalny dzień - Dzień Dziecka. Kolejna okazja do "okazywania uczuć" - tym razem wobec milusińskich. W centrach handlowych i w sklepach zabawkarskich tłok jak cholera. Podobnie zresztą jest w kinach, kawiarniach i fastfoodach - przecież trzeba gdzieś malca zabrać w ten dzień i przymknąć oko na słodycze, czy niezdrowe "szybkie żarcie". W taki dzień można pozwolić riebiacie niemalże na wszystko - to ich święto. Skruszeni brakiem dotychczasowego zainteresowania potomstwem ojcowie i zapracowane po pachy matki starają sie wynagrodzić "stracony" czas kupując dziecku kolejną z serii wymarzonych zabawkę (rzuconą w kąt po jednym dniu zabawy), jakiegoś pupilka w postaci zwierzątka (którym sami później będą zmuszeni się opiekować), nowej wersji ulubionej gry komputerowej (pchając tym samym pociechy w wirtual), czy kolejnej porcji lodów, frytek i hamburgerów (pracując na przyszłe zwyczaje żywieniowe i BMI delikwenta). Wtórują im oczywiście wszyscy Dziadkowie, Babcie, Chrzestni, Wujkowie i Ciocie w dużej mierze uciszając w ten sposób wyrzuty sumienia, że cały rok widziało się obdarowanego malca rzadziej niż powinno.
Bez umiaru i opamiętania - przecież to Dzień Dziecka. Nasze nie może być gorsze od innych. Bo co powie, gdy zaczną się w przedszkolu, czy szkole opowieści o otrzymanych prezentach? Ma stać w kącie i pochlipywać, że nie dostało nic lub niewiele? Bądź zmyślać o niewiarygodnych prezentach otrzymanych od dorosłych? Nie - musi dostać takie prezenty, by miało się czym chwalić. To my - tzw. dorośli napędzamy tę karuzelę. Jak z każdą inną okazją do prezentów wobec dzieci. Pierwsze Komunie - to dopiero jest Meksyk. Stawanie na głowie, by malec dostał coś ekstra. Pół rodziny składa się na komputer osobisty. Rower, czy zegarek w tej chwili to "kiepa" - to coś co dzieci posiadają o wiele wcześniej. A osiemnaste urodziny? Słyszałem o kupnie samochodów przez dziadków... Bądźmy świadomi tego, że gonitwa szczurów dotyczy już naszych milusińskich. I to my, chyba przez egoizm, dolewamy oliwy do ognia.
Oczywiście, że nie byłem gorszy od innych i mój Syn otrzymał od nas prezent. Nie do końca był chyba z niego zadowolony, bo porzucony w kąt nie został odpakowany z firmowej folii. Trudno jednak konkurować z prezentami naszych rodziców dla wnusia. Oczy małemu świecą się do tej pory, choć prawie północ. Za dużo zabawek. I tyle. Z ich nadmiaru czasami nie wie, czym się bawić.
Jeszcze jedno. Pierwszego czerwca sześć lat temu zmieniłem pracę na obecną. Czas popitala do przodu w coraz większym pędzie. Wydaje się, jakby to było wczoraj. Ale patrząc dookoła to wiele dzieci przyszło na świat w tym okresie. Po nich dopiero widać szybkość upływającego czasu. Dopiero co w pieluchach - teraz ze starchem patrzymy na ich wyczyny. No i oczywiście zaczynają wykłócać się o swoje.
Eh, Dzień Dziecka!
