łódź
2009-05-30 22:33:13
Niewiele czasu miałem na wizytę w rodzinnym mieście, ale zaistniała konieczność bycia tam choć przez chwilę. Dawno już Łodzi nie widziałem, dawno już nie widziałem Rodzicielki, choć przecie niedawno Jej urodziny i Dzień Matki były. Stąd konieczność pojechania tamże. W planach była wizyta całą rodzinką, ale oczywiście jak nie urok to sraczka, więc mały natenczas się rozchorował (musi być znowu jakieś wirusicho - coś ostatnio za często), więc zmuszony byłem odbyć przejażdżkę sam.
Droga fatalna. Od Błonia do Sochaczewa trwa remont drogi. Przez kilkadziesiąt kilometrów nie można wyprzedzać, bo ruch ograniczony jest do jedenego pasa z poboczem. Dobrze, że przez środek namalowana jest żółta "podwójnie ciągła", bo korci by zrobić jakiś manewr wyprzedzający. Ja się trzymałem przepisów (o dziwo), ale inni nie. Choć wylana jest już część drogi i wybija samochód podczas wjazdu na ten kawałek, to nie brakuje chętnych wymijania w ten sposób. Policji oczywiście w tym rejonie nie ma bo i po co - przecież nikt za szybko nie pojedzie...
Zatem wizyta w rodzinnym grodzie, przez który przepływa 18 "rzek" (obecnie raczej "ś"cieków wodnych, z bardziej znanych Ner i Bzura). Granice miasta przesunęły się o parę kilometrów - tabliczka z napisem "Łódź" i teren zabudowany wita o wiele wcześniej niż rok temu, choć krajobraz w tym miejscu wygląda jak dawniej. Niby nic się nie zmieniło, a jednak Łódź zmienia swe oblicze. Można powiedzieć pięknieje. Kiedyś szare robotnicze miasto, dziś może nie super malownicze, ale posiadające o wiele więcej barw niż kiedyś. I buduje się. Nie tylko blokowiska, ale i budynki użyteczności publicznej, hotele, nowe hipermarkety - a jakże, mnóstwo stacji benzynowych i kościołów, nowe rozwiązania jezdne (w niektórych miejscach szersze ulice, bezkolizyjne skrzyżowania, ronda). I choć prawie nie do poznania, to sentyment pozostaje ogromny. Zbyt wiele czasu spędziłem w Łodzi, by móc łatwo ją z pamięci wyrzucić...
Opowiem jeszcze tylko o kulinariach. Niby nic specjalnego, ale jednak niezapomniany (i wspominany) smak potraw. Jadłem pomidorówkę, młode ziemniaczki ze schabowym i młodą kapustą. Obiad niby nie wykwintny, a niósł ze sobą tyle doznań, co żaden inny. Dom, rodzinny dom...
Parę fotek Łodzi (zeszłoroczne, ale niech tam):




