łazienki
2009-05-24 22:44:00
Jechałem dziś w kierunku szpitala z radością, bowiem... minąłem go dość szerokim łukiem zatrzymując się przy Łazienkach Królewskich. Chrzestna Miłka wyciągnęła nas na spacer, a może to my wyciągnęliśmy Ją? Nieważne. Wylądowaliśmy w Łazienkach. Choć zdawało się, że zaraz z nieba lunie wodna niespodzianka, to obyło się bez parasoli.
Tłum w parku jak na Marszałkowskiej w Warszawie lub Piotrkowskiej w Łodzi. Nawet większy. Ale mimo wszystko miło. Spacerowicze jacyś tacy uśmiechnięci, kroczący dostojnie. Dzieciaki biegające na trawie pomiędzy drzewami lub wzdłuż alejek między ludźmi. Fajno. I spokojnie.
Jak zwykle milowa kolejka do gofrów. Mały niestety nie odpuścił (wybrał ten z bitą śmietaną i polewą czekoladową), ale poszło dość szybko i wkrótce zasiedliśmy w kafejce Trou Madame. Szarlotki na ciepło z lodami, sernik wiedeński, espresso, kawa latte, kawa z Baielys, sok pomarańczowy, herbata. Ceny chyba wzięli z księżyca, ale smacznie było. I wesoło - Miłek jak zwykle umorusał się gofrowymi pysznościami mając bitą śmietanę i czekoladę nie tylko na ustach (dobrze, że nie wpadło mu do głowy wytarcie się o rodziców!).
No i oczywiście ptaki. A właściwie ptasia arystokracja:



Widziałem też myszkę buszującą w trawie i pomiędzy krzaczkami, ale była za szybka, bym mógł ją uwiecznić na fotce. Wiewiórki gdzieś się pochowały. Bardzo sympatyczne popołudnie spędzone niemalże w szpitalu...
Zdjęcia specjalnie dla dyżurującej dziś Muminy z zespołem.
