spotkanie
2009-05-23 23:32:41
Miałem dziś fajnie spędzić wieczór. Umówiony byłem bowiem ze znajomymi na małe piwko (lub coś więcej) przy jakimś tam bilardzie lub kręglach, lub ewentualnie przy oglądaniu ligi angielskiej (która nota bene mnie nie interesuje) lub ligi żużlowej. Każda forma rozrywki przy piwku wydaje się być dobra. Chodziło głównie o spotkanie, pobycie we wspólnym towarzystwie, pożartowanie, śmiech i takie tam inne...
I nie powiem co z tego wyszło. Jedno wielkie G.
Zjechali bowiem do mnie nie wiedzieć czemu teściowie. I to tak bez zapowiedzi. Może jak usłyszeli, że nie do końca jestem zdrowy, to postanowili przyjechać i pomóc... mojej małżonce, bo mnie chyba nie. Najbardziej zadowolony był Miłosz, bo i moja "połowica" zdziwiona była nieco całą sytuacją. Chyba się starzeją, albo coś innego. Tylko co?
Tak czy siak ze spotkania nici. Bowiem jak tu zostawić teściów samych, skoro przyjechali specjalnie do nas? W sumie z teściami było sympatycznie, ale umówione spotkanie odbyło się beze mnie. Szkoda. Bo nie tak łatwo się znów umówić na następne...
C’est la vie jak to mówią Francuzi.
