biegunka
2009-05-05 23:15:30
Zaczynam lubić biegunkę :) Oczywiście nie chodzi o tę tragiczną przypadłość u mnie, rodziny czy znajomych. Epidemia biegunek, która opanowała oddział przyczyniła się do znacznego ograniczenia napływu chorych do szpitala. Dyrektor w całej swojej władzy (po raz pierwszy od nie wiem kiedy) wstrzymał przyjęcia do odwołania. Może boi się sam o siebie? W końcu przykra byłaby konieczność założenia do pracy pampersa :)
W ten sposób można dyżurować. Spokój, cisza, drzwi zamknięte przed odwiedzającymi - praca od razu rusza z kopyta. A i pozostali w oddziale pacjenci jakby spokojniejsi (poza tymi, którzy wykonują sprint do toalet).
No, ale koniec z naigrywania się z cierpień pacjentów. W każdej chwili może się okazać, że to dyżurujący personel będzie poszkodowany. W końcu to my chodzimy dookoła chorych. I pomimo higieny, którą staramy się zachować o złapanie biegunki nie trudno. A biegunka w trakcie dyżuru to rzecz conajmniej przykra. Raz mi się to zdarzyło. Pełniłem wtedy dyżur w Izbie Przyjęć tutejszego przybytku. Pomiędzy badaniem jednego a drugiego pacjenta musiałem zaliczać toaletę. Przemierzyłem chyba wtedy ze dwa razy tyle kilometrów ile podczas zwykłej służby frontowej w szpitalu :) Nie pamiętam już jak dnia następnego dotarłem do domu.
Zatem walczmy z biegunką. I ścigajmy patogen ją wyzwalający, bowiem to niekoniecznie musi być podejrzana o wszystko bakteria Clostridium difficile...
Chociaż właściwie częsty pobyt w toalecie można wykorzystać na wiele sposbów:

Tym miłym akcentem kończę i zasuwam zapobiegawczo zaserwować sobie jakiś probiotyk :)
