34 stopnie

2009-04-26 21:47:09

Bynajmniej nie chodzi o długość ani szerokość geograficzną, choć niemalże na 34 stopniu długości geograficznej południowej leży Buenos Aires (chciałbym kiedyś tam się znależć!). Bynajmniej nie chodzi o dzisiejszą temperaturę powietrza - w słońcu było o wiele więcej, a w cieniu ciutkę mniej. 34 stopnie - taką dokładnie temperaturę mojego ciała pokazywał przez cały dzień termometr (zaznaczam, że nie jest popsuty). To przecież jeden ze składników SIRS (zespół ogólnoustrojowej reakcji zapalnej)!!!! Całe szczęście, że odnotowałem tylko jeden z nich. Lecz pomimo tej niewielkiej radości więcej powodów do niej się dziś nie znalazło. Najmniejszy niemal wysiłek fizyczny prowadził do pojawienia się na mym czole zimnego potu, przyspieszonego oddechu i tachykardii (właściwie mógłbym to podciągnąć pod SIRS). Nie wiem jakie dziadostwo się do mnie dobrało, ale dobrze nie jest. Może to świńska grypa? Ale przecież ani nie byłem w Stanach Zjednoczonych i Meksyku, nie miałem też kontaktu z nikim kto byłby tamże. Cóż to więc? Cholera jedna wie. Zmutowane jakieś wirusicho, bo siecze równo po wszystkim - nie muszę chyba dodawać, że łeb, mięśnie i stawy też bolą! Mały poza upiornym kaszlem (dychał przez cały dzień jak gruźlik) przez cały dzień jakoś się trzymał, ale przed snem zrobił sie słaby i markotny co okazało się nie tylko oznaką zmęczenia - termometr (ten od 34 stopni) zrobił swoje - gorączka 38,5. Extra! Noc zapowiada się upojnie...

A jutrzejszy dzień... Cóż! Muminy mała też jest chora (tu z kolei 39 stopni), więc nie będzie Jej jutro (do zbadania chyba z 12 pacjentów). Szef Izby Przyjęć ma zastąpić Ją na dyżurze (ja zbyt słaby bo bym pomógł), więc jutro z rańca wyruszy na odpoczynek do domu (zatem do obsadzenia Izba). Porównywany przez "górkę" do Roberta De Niro jeden z kolegów, który notabene ma jutro pełnić dyżur w Izbie, uległ jakowejś kontuzji podczas zmagań sportowych - już dzwonił do mnie, czy nie zastąpiłbym go jutro? Jeszcze nie wiem, bo jeżeli moja kondycja będzie taka jak dziś to nie dam rady. A gastroskopie, a konsultacje. Extra! Jutrzejszy dzień zapowiada się upojnie... 




Komentarze: 11

inerka 28.04.2009 r., 15:26
a jednak jakaś odmiana świńskiej grypy ;) tylko z tego co czytam to niestety może nawet gorsza niż ta prawdziwa bo łamiąca nie tylko kości i głowę ale i ducha w narodzie :/ Aż by się chciało zanucić w stadionowym stylu.... do boooju, do boooju, do boju lalala :)
przenitek 27.04.2009 r., 22:03
Właśnie i merdamy tymi ogonkami non stop, bo głupio wyjść przed szereg i powiedzieć wreszcie nie, bo każdy ma racje tylko nie my.
kaeri 27.04.2009 r., 21:46
Bo lekarzowi można nakłaść jak świni do koryta, a on radośnie zamerda ogonkiem. Rzygać się chce.
przenitek 27.04.2009 r., 21:44
Akceptujemy patologię i już. I traktujcie to jak chcecie, może jako prowokację do buntu, ale tak jest, ze milcząc nie robimy nic żeby to zmienić. My możemy być obwiniani za wszystko, od braku podpisu na historii choroby, aż po złe leczenie. Nam można wszystko zarzucić i może to zrobić każdy bez względu na funkcje piastowaną w pracy. A my powinniśmy wszystko z pokorą przyjmować i akceptować, bo jesteśmy "mądrzejsi" ale czy na pewno?
kaeri 27.04.2009 r., 21:30
Najważniejsze to wreszcie powiedzieć NIE! Tylko komu wystarczy odwagi? Mnie już coraz mniej brakuje. A im dłużej stoję z boku, tym bardziej razi mnie ta patologia. I to nieprawda, że nie może być lepiej. Daleko szukać nie trzeba.
przenitek 27.04.2009 r., 21:00
Właśnie, przesłania nam to co powinno być najważniejsze i co dla wielu jest oczywistością. a najgorsze jest to, że mamy jeszcze poczucie winy, straszne. To o czym piszemy tu na tym forum to nie jakieś bajki, to że brakuje nam czau dla rodziny, przyjaciół, to że zawód który wybraliśmy ogranicza nam horyzonty to "oczywista oczywistość". Jak z tym walczyć, jak się temu przeciwstawiać nie wiem.
kaeri 27.04.2009 r., 20:46
Co ta praca robi z ludzi...
przenitek 27.04.2009 r., 20:42
Ech nie wygłupiaj się, ten statek tonie już od dawna, i mimo że non stop wylewamy z niego wodę to i tak przedłuża to tylko czas do katastrofy. Ale co by nie mówić jest tak, że jeszcze potrafimy się zorganizować w obliczu katastrofy, zatem nic się nie przejmuj damy radę, a Ty opiekuj się Jagódka i postępuj według zasad, które mi powtarzasz, że trzeba w życiu mieć priorytety, a zdrowie najbliższych to jest priorytet i koniec.
mumina 27.04.2009 r., 14:48
Jagoda - zapalenie płuc, ja - świński nastrój z powodu opuszczenia posterunku, choć to głupie :(
kaeri 26.04.2009 r., 22:14
Trza się zawijać.
przenitek 26.04.2009 r., 22:13
No to co napisałeś nie napawa optymizmem, ale myślę, że po pierwsze świńska grypa jeszcze do nas nie dotarła, więc to nie to, SIRS koncepcja naciągana, a poza tym nie strasz, cóż po prostu pewnie jak napisałeś to jakiś wredny, oporny wirus, który panoszy się wszemi wobec. A co do jutrzejszego, to po prostu poniedziałek, łatwo nie będzie, ale trzeba zacisnąć zęby i narzucić równe tempo 20 jak niewolnicy na galerach. To nas pewnie dekompensuje i będzie"upojnie".

Dodawanie komentarza