dyżur
2009-04-16 21:28:04
Pierwszy po bardzo długiej przerwie dyżur, jawił mi się w czarnych barwach. Wielka medyczna przygoda w Izbie Przyjęć. Trochę odzwyczaiłem się od spędzania nocy w nieswoim domu, nie mówiąc o łóżku (oczywiście gdy pozwalają na to pacjenci), więc "z pewną taką nieśmiałością" podszedłem do zadania. Przede mną stało wyzwanie, którego po paru miesiącach "bezruchu" ponownie miałem się podjąć. A muszę powiedzieć, że naprawdę zapomniałem jak "przyjemne" mogą być dyżury, zwłaszcza w Izbie Przyjęć. Właściwie nie powinienem być zdziwiony, ale nic się przez ten czas nie zmieniło.
Wśród ogromu pacjentów niepotrzebnie kierowanych do szpitala oraz rzeszy osób traktujących Izbę Przyjęć jak kolejną przychodnię, zdarzają się też ci naprawdę potrzebujący pomocy. Nie irytuje mnie ich przyjazd nawet w środku nocy. Wymagają hospitalizacji, bądź doraźnej pomocy i tyle. Ale osoby (niewiedzieć czemu zwłaszcza młode), które zgłaszają się do szpitala z bólem gardła, stanem podgorączkowym, czy uczuciem drętwienia małego palca u lewej stopy wywołują u mnie wyraźną irytację. W godzinach południowo-wieczornych jest to jeszcze do zaakceptowania (aczkolwiek istnieją okoliczne poradnie), ale środek nocy w Izbie Przyjęć szpitala nie jest ani dobrym miejscem, ani czasem na rozwiązywanie problemu swędzącego i przeciekającego nosa!
No i problem, który został poruszony w poście Przenitka - pijani. Plaga to mało powiedziane. Właściwie większą część swojego dyżuru spędziłem na ich "leczeniu". Niestety dwóch zatrutych (stężenia alkoholu we krwi odpowiednio 3,3 i 5,5 promila), głęboko nieprzytomnych w chwili przyjazdu do szpitala musiało trafić do oddziału. Po wytrzeźwieniu (patrz odpowiednio 4 i 6 nad ranem) na własne żądanie opuścili chwiejnym krokiem szpital. A Izba Wytrzeźwień "zatrutych" nie przyjmuje :)
Można by jeszcze długo wymieniać problemy, z którymi się wczoraj jakby "na nowo" zetknąłem. Ale i tak lubię swoją pracę. I już wkrótce czeka mnie następna wielka medyczna przygoda...
