chrypa
2009-04-14 21:35:49
Święta przebiegły pomimo gila bez istotnego załamania mojej kondycji fizycznej (nie licząc oczywiście nieprzyzwoitego przejedzenia). Co do formy psychicznej (teściowie z moją rodzicielką na kupie) - przemilczę :)
Natomiast dziś niepokojąco ochrypły i piskliwy staje się pod wieczór mój głos. Niestety towarzyszy mu ból gardła, co niezbyt dobrze wróży na dzień następny. A problem tkwi w tym, że jutro przede mną kolejna z niezwykłych przygód medycznych, czyli dyżur. I to w Izbie Przyjęć. Głos jest bardzo ważnym instrumentem w naszym fachu, tak jak i ręce, wzrok, słuch, czy urządzenia wspomagające - stetoskop, latarka, szpatułka. Na migi ciężko wytłumaczyć komuś, że nic mu nie jest, bądź jest poważnie chory. A jak tu zebrać wywiad? Niby można wszystko zapisać, ale badanie jednego pacjenta trwałoby wieki... A napierający na drzwi gabinetu tłum petentów niewątpliwie rozszarpałby na kawałki "niemego" doktora. A ten nie mógłby wydać z siebie nawet okrzyku przerażenia!
Zatem zaordynowałem sobie leki - wszak "medicae cura te ipsum". Zobaczymy rano co z tego wyniknie. I czy rozszalały tłum będzie mógł sobie poużywać, czy nie...
Ale przed dyżurkiem łatwa radiologiczna zagadka. Co to za choroba?

