poświątecznie

2009-04-13 21:19:20

W tym roku mój wkład w organizację świąt ograniczył się do jedzenia - na mojej głowie były sprawunki a i po części szykowanie różnych wiktuałów. Jak co roku obiecywałem sobie ograniczenie zakupów, no bo właściwie na stole wystarczą tradycyjna biała kiełbasa, szynka i jajka. I jak co roku wszystkiego było za dużo. Rodzice wyjechali, a my (mimo, że zapakowaliśmy im połowę żarcia) zostaliśmy z pękającą w szwach lodówką. Jak co roku czeka nas dojadywanie przez najbliższy tydzień świątecznych potraw.

A patrzeć na jedzenie nie mogę - obżarstwo świąteczne jest straszne, ale tak się składa w polskiej tradycji, że potrafimy od śniadania płynnie poprzez obiad przejść do kolacji. Obfite w stosunku do wymienionych posiłków jest słowem drobnym. One są przerażająco obfite. Sałatka warzywna miesza się z jajami w majonezie z groszkiem, pasztetem z zająca, białą kiełbasą parzoną, ćwikłą z chrzanem, ogórkiem konserwowym, pomidorem ze szczypiorkiem, szynką gotowaną,  jajkami faszerowanymi, świeżym ogórkiem, galaretką z nóżek, grzybkami marynowanymi, schabem pieczonym, rzodkiewką, sałatką z pieczarkami, polędwicą oraz tłustym (ale pysznym) boczkiem, co po krótkiej przerwie zaprawione jest makowcem, sernikiem, babką wielkanocną, jakimiś cukierkami i czekoladą, a po chwili odpoczynku rosołem z makaronem, dwoma gatunkami mięs, jakimś drobiem z towarzyszącymi przystawkami i dodatkami, gdzieś tam lody w międzyczasie, na co z kolei nakłada się poranna porcja wiktuałów wzmocniona żurem, śledziami i inszymi zakąskami... 

W tym roku mój wkład w organizację świąt ograniczył sie do jedzenia...




Komentarze: 6

misiek 15.04.2009 r., 20:03
Mam nieokreślone przeczucie, że następne podobne będą do teraźniejszych...
przenitek 14.04.2009 r., 22:32
Tylko czasami trzeba czasu, żeby je dostrzec, zatem może za parę lat będziemy wspominać te obecne z rozrzewnieniem ; )
misiek 14.04.2009 r., 21:17
Święta mimo całej z nimi związanej oprawy zmieniły się. Kiedyś, przy braku podstawowych produktów czekało się na nie z utęsknieniem. Na stole bowiem pojawiały się wiktuały, których w "normalnym" czasie nie można było dostać, a w telewizji puszczano "Disneya". To se ne wrati. Nie, żebym chciał powrotu do tamtej rzeczywistości, ale każdy czas ma swoje "uroki".
przenitek 14.04.2009 r., 20:32
A i ja przyznaję, że przesadziłem, ale wobec tylu pyszności nie sposób przejśc obojętnie. Pytanie czy istnieje taki czynnik (no może po za finansowym, choć i no odgrywa tu niewielką jak sądzę rolę), który realnie ograniczył by ilość speciałów, która pojawia się na swiątecznym stole. Myślę, że to głęboko zakorzeniony w nas element tradycji, święta jako szczególny czas mają dawać odmianę, maja być czasem obfitości i radości, a wyrazem tego jest wlaśnie suto zastawiony stół. Zatem przyjdzie nam przywyknąć i co roku odrobinę ponarzekać na własne obżarstwo : )
misiek 13.04.2009 r., 22:28
Prawdziwemu Sarmacie odbiłoby porządnie i poprosiłby o dokładkę :)
mumina@zrzedla.pl 13.04.2009 r., 22:15
O Jezu... mam zgagę i nadwagę, bo straciłam rozwagę... jak my się będziemy ruszać na dyżurze po tym wszystkim... a mnie się udał biały barszcz w tym roku - jedyne co samodzielnie wymodziłam, reszta potraw wciągana po rodzinie także była pyszna...

Dodawanie komentarza