zero

2009-04-07 21:58:31

Są dni takie, w które otwarcie oczu jest aktem odwagi.

Taki nastrój miałem właśnie z samego rana. Włos jeżył mi się na karku od samego myślenia o egzaminie, do którego miałem przystąpić. Ręka drżała podczas golenia, maszynka wyślizgiwała sie z już spoconej ręki, a o koordynacji ruchowej lepiej nie mówić - jak się okazało to pozacinałem się nieco, co widać było na kołnierzyku egzaminacyjnej koszuli, w który wsiąkły resztki krwi zmieszanej z lepkim potem...

Taaaaaak. Fajno! A mus przecie się zebrać do kupy i jakoś niestety stanąć do próby. Ale najpierw trzeba w całości dojechać do miejsca kaźni. A z koordynacją tak jak przy goleniu. Wzrok rozbiegany, myśli niepoukładane. Jak do cholery przeszli przez to inni? W sumie dorosły facet a boi się jak dziecko.

Dojechałem. Szczęśliwie nikogo nie przejechałem i nie miałem żadnej stłuczki. Nawet udało mi sie porządnie zaparkować (tzn. między wyznaczonymi do tego miejsca liniami). Teraz do oddziału. Czwarte piętro. Winda? Nie. Po schodach. Byle dłużej...

Przydział pacjentów. Cholera obydwie kobitki z problemem. Żadna z czystą interną. Aaaaaaaaaa! Fajnie, że asystenci w porządku. Pomagają jak się da. Wszyscy uśmiechnięci, mili i grzeczni, odpowiadają na pytania, zwracają uwagę na istotne rzeczy. Tylko żebym w notatniku nie nabazgrał jak kura pazurem i coś z tego mógł później przeczytać (znów ta koordynacja!). Wchodzę dopiero o 11.00. Cztery osoby przede mną. Dłuży się jak nie wiem co. Dookoła ludzie wydają się być obryci na potęgę. Rzucają do siebie hasłami o których nie mam zielonego pojęcia. Co ja tutaj robię?!

Pierwsza osoba wychodzi z piątką. Dziewczyna gada jak nakręcona. Pewno zarzuciła komisje trajkotem. Jakie miała pytania? Cholera, na połowę bym prawie nic nie powiedział. Fajno, że zdała ale dlaczego tak dobrze! Źle dla następnych w kolejce...

Druga dziewczyna - druga piątka. Pytania? Hmmm, tak oczywiście że łatwe... Coraz bardziej się zastanawiam po co tutaj przyszedłem?

Chłopak chyba dostał czwórkę, ale nie wiem do końca bo wzywają mnie do sali egzaminacyjnej. Nagle zrobiło mi się sucho w ustach i wogóle sucho jakoś tak, gorąco i duszno... Podchodzę do komisji, żeby wylosować kopertę z pytaniami. Ta z samego środka, a niech tam - co ma być to będzie. Siadam przy wyznaczonym stoliku, żeby przygotować się do opdpowiedzi. Za moimi plecami kolejna pretendentka do bycia specjalista zaczyna mówić, ale przestaję słyszeć. Otwieram kopertę i czytam pytania...

I nagle ulga. Wiem już, że zdam ten egzamin. Wszystkie pytania mi pasują! Na wszystkie jestem w stanie odpowiedzieć trochę więcej niż coś! Z przedstawieniem pacjentów nie powinienem mieć kłopotu - najbardziej bałem się wylosowanego zestawu pytań. Mózg od razu zaczyna inaczej pracować, w notatniku zapisuję schemat odpowiedzi... Będzie dobrze. Za moimi plecami dziewczyna odpowiada tak sobie (albo tylko mi się tak wydaje). Zdała, ale nie wiem z jaką oceną, bo musiałem na moment decyzji komisji egzaminacyjnej wyjść z sali.

Teraz moja kolej. Prawie całkowicie już spokojny pewnym głosem zaczynam predstawiać pacjentki. Główny egzaminator (bardzo sympatyczna osoba) od czasu do czasu przerywa starając się uściślić moje wypowiedzi. Rezonans magnetyczny opisuję całkiem nieźle. Druga pacjentka - wydaje mi się, że też dobrze. Czas na odpowiedzi na wylosowane pytanka. Idzie całkiem gładko. Widzę to w oczach wszystkich egzaminatorów. Każdy wtrącił jakieś swoje trzy grosze, ale generalnie obeszło się chyba bez grubszych wpadek z mojej strony...

Znowu muszę wyjść. Czas na decyzję komisji. Ale za drzwiami czekam już całkiem wyluzowany. Zdałem na 100%. A ocena nie jest ważna. Mam to już za sobą. Ulga niesamowita!

Ponownie zapraszają mnie do środka. Gratulujemy, zdał pan. Teraz już jestem zupełnie spokojny :)

 

Strasznie długi post mi wyszedł, ale chyba musiałem po części odreagować w ten sposób. Emocje, których tak naprawdę (pomimo dobrego końcowego efektu) nie chciałbym przeżywać kolejny raz.

Teraz się napiję!

Ale najpierw zaśpiewam sobie:

 




Komentarze: 10

twój mail.. 20.02.2010 r., 01:21
to fajnie juz po egzaminie specjalizacyjnym .A niektórzy jutro zdają LEP.Oby się tak okazało ,że strach ma wielkie oczy .Boję się bardzo ale to za mało-ogromnie.
misiek 08.04.2009 r., 20:41
Oczy stracha są OGROMNE! A efekt wcale nie jawił się wczoraj rano w jasnych barwach! Dzięki wszystkim za gratulacje i trzymanie kciuków. Siostra nie przejmuj się, za cztery lata egzamin będzie wyglądał inaczej. Pozdrawiam HalinęJolantę :)
kaeri 08.04.2009 r., 16:47
Przyłączam się do gratulacji :D Ech, żeby tak za 4 lata podobnie rozprawić się z egzaminem...
halinajolanta 08.04.2009 r., 16:46
Również moje gratulacje.Strach ma wielkie oczy, ale efekt końcowy był łatwy do przewidzenia. A tak na marginesie ma Pan lekkie pióro, bardzo fajnie czyta się Pana posty.
zapiski_studentki 08.04.2009 r., 10:44
Gratuluje :)
MSI@MedyczneZagadkiMokotowa.org 08.04.2009 r., 04:33
A nie mówiłem? !!!
przenitek 07.04.2009 r., 22:25
A Pata i Stanleya słucham juz 3 raz ; )))
przenitek 07.04.2009 r., 22:24
A posty pisz jak najdłuzsze, jeżeli mają zwiastować tak fajne wiadomości. Swietuj Michu, bo naprawe okazja nie lada : ))))
przenitek 07.04.2009 r., 22:19
Oj ESTRAKLASA naprawdę i to w najlepszym wydaniu : ))))))) A Pat i Stanley na dodatkowe pocieszenie - są super.
mumina 07.04.2009 r., 22:11
A nie mówiłam, że EXTRAKLASA :)

Dodawanie komentarza